Aniela mieszkała w Sędziszowie, małym mieście na Kielecczyźnie, i była u progu zawodowej kariery. Za kilkanaście dni miała złożyć pracę magisterską z filozofii. Do domu rodzinnego przyjechała, żeby intensywnie przygotowywać się do obrony magisterki. Dużo czasu poświęcała też na opiekę nad chorą babcią.
12 września 2004 r. późnym popołudniem wraz z bratem i siostrą wybrała się na festyn z okazji 30-lecia miejscowej Fabryki Kotłów „Sefako”. Impreza zgromadziła ponad cztery tysiące osób. Występy zespołów muzycznych i inne atrakcje miały trwać aż do północy, jednak Aniela ok. 21 zostawiła rodzeństwo, bo chciała się jeszcze pouczyć. Jakiś czas potem do domu wróciło rodzeństwo, ale nie zastało siostry. Początkowo rodzina myślała, że dziewczyna spotkała jakichś znajomych i jest w ich towarzystwie. Kiedy jednak nie wróciła do rana, rozpoczęto poszukiwania i zawiadomiono policję.
Mniej więcej w tym samym czasie mieszkaniec osiedla Skarpa wyszedł na spacer z psem. W pewnym momencie pupil zaczął ciągnąć go w kierunku krzaków. Gdy mężczyzna podszedł bliżej, zauważył leżące na ziemi ciało młodej kobiety. Szybko ustalono, że to zwłoki poszukiwanej studentki i że została ona uduszona kilka godzin wcześniej. Ciało znaleziono w odległości 500 metrów od jej rodzinnego domu.
Dziewczyna była ubrana. Brakowało tylko butów. Choć nie została zgwałcona, wszystko wskazywało na seksualne tło tej zbrodni. Nie było wątpliwości, że morderca zaatakował Anielę, kiedy wracała do domu. Gdy szła wzdłuż bloku, wciągnął ją w krzaki. Aniela zapewne się broniła, a wtedy oprawca wyciągnął ze spodni ofiary pasek i udusił ją nim. W trakcie oględzin znaleziono ten przedmiot, brakowało z kolei prostokątnego zegarka, srebrnych kolczyków i trzech srebrnych pierścionków ofiary.
Gdy okazało się, że w Sędziszowie już wcześniej odnotowano trzy gwałty bądź ich usiłowania, w mieście zapanowała panika. Kobiety i dziewczyny poruszały się po mieście w towarzystwie mężczyzn. Przesłuchano dziesiątki świadków, sprawdzano alibi mężczyzn, którzy byli odnotowani w policyjnych kartotekach w kategorii „przestępcy seksualni”. Wytypowano kilkunastu podejrzewanych, ale nie przyniosło to rezultatu.
Przełom w sprawie nastąpił trzy miesiące później, kiedy ekipa „997” pojawiła się w Komendzie Powiatowej Policji w Jędrzejowie, zajmującej się tą zbrodnią. W korytarzu tuż przy wejściu siedziało kilku młodych mężczyzn. Byli wezwani na przesłuchanie. Kiedy omawialiśmy z kryminalnymi szczegóły inscenizacji, otrzymaliśmy elektryzującą wiadomość. Jeden z siedzących na widok kamery z napisem „997” przyznał się do winy! Zbrodniarzem okazał się 26-letni Rafał R., mieszkaniec Sędziszowa pracujący dorywczo w okolicznych gospodarstwach. W kartotekach policyjnych był notowany za włamania i rozbój na kobiecie. Dwa lata wcześniej opuścił więzienie. Prokuratura postawiła mu zarzut zabójstwa i trzy usiłowania gwałtu. Sprawa zabójstwa studentki miała pojawić się na antenie TVP2 10 stycznia 2005 r. i pojawiła się, ale wraz z zaskakującą puentą o schwytaniu zabójcy…
W 2006 roku w Sądzie Okręgowym w Kielcach zapadł pierwszy wyrok w tej sprawie. Prokurator żądał kary dożywotniego więzienia. Adwokat i oskarżony prosili o łagodniejszy wyrok. Biegli stwierdzili bowiem u oskarżonego dewiację seksualną (gwałcicielstwo), nad którą nie mógł zapanować. Rafał R. twierdził, że śmierć dziewczyny była przypadkowa, bo kiedy „położył się na niej, nieostrożnie przygniótł łokciem jej szyję”. Był przekonany, że kiedy odchodził, jeszcze żyła, a ciało przeniósł, bo zanosiło się na deszcz i mogła zmoknąć… Kielecki sąd nie dał wiary jego słowom, ale przychylił się do argumentów obrony, skazując go na 25 lat pozbawienia wolności oraz publikację jego danych osobowych. Wyrok został zaskarżony przez prokuraturę.
Przez blisko 5 lat sprawa trafiała do różnych sądów, aż 27 kwietnia 2011 r. Sąd Apelacyjny w Krakowie skazał Rafała R. prawomocnie na dożywocie, uznając, że powinien trwale być izolowany od społeczeństwa, bowiem ryzyko popełnienia kolejnych przestępstw jest wysokie.