Emisja programu odbyła się rok po tajemniczych, zapewne tragicznych wydarzeniach w okolicach Knurowa i Gliwic. Miesiąc wcześniej przyjechaliśmy tam, by filmowo odtworzyć to, co działo się przed zniknięciem dwóch młodych biznesmenów z Zabrza i Tarnowskich Gór: 26-letniego Arkadiusza Nikonowicza i o cztery lata starszego Dariusza Winiarskiego. Od pewnego czasu prowadzili wspólne drobne interesy, ale – jak ustaliła policja – kluczowe dla późniejszych wydarzeń okazało się wejście w listopadzie 2000 roku w biznes związany z Restauracją „Klepsydra” przy ul. Pszczyńskiej w Gliwicach.
W andrzejki, 30 listopada, trzech wspólników otworzyło nowy lokal „Klepsydra”, a nazwa ta, zarezerwowana zwykle dla zakładów pogrzebowych, nie okazała się dla naszych biznesmenów szczęśliwa. Głównym właścicielem był – nazwijmy go – Janek, a jego wspólnikami: Arkadiusz Nikonowicz i Dariusz Winiarski. Obaj wyłożyli na uruchomienie restauracji 70 tys. zł i mieli dostawać część zysków. Warto dodać, że podczas otwarcia Arek kupił od poznanych tam Rosjan BMW serii 5 na armeńskich numerach. Choć Arek i Dariusz nie prowadzili lokalu, często odwiedzali „Klepsydrę”, sprawdzając, czy inwestycja się zwraca. Radość nie trwała długo. Po niespełna miesiącu zaczęły się pierwsze zgrzyty – jak łatwo się domyślić – o rozliczenia. Te napięcia narastały przez kolejne tygodnie, aż do feralnego 19 marca 2001 roku.
Do dziś nie ustalono, co działo się 19 marca 2001 roku, w dniu zaginięcia Arkadiusza Nikonowicza i Dariusza Winiarskiego. Pewne jest, że rano wyjechali z Zabrza i Tarnowskich Gór, a na godz. 22 byli umówieni w Knurowie z głównym udziałowcem „Klepsydry” – Jankiem. Jechali srebrnym BMW serii 5 na armeńskich numerach. Do spotkania jednak nigdy nie doszło. Mieli wrócić za dwie godziny – tak powiedzieli partnerkom. Policja ustaliła później, że ostatni raz widziano ich tego popołudnia w Zabrzu, w tym właśnie aucie. Gdy po północy nie wrócili, około godz. 2 matka Nikonowicza zadzwoniła do syna. Zamiast Arka odezwał się mężczyzna ze wschodnim akcentem. Twierdził, że chłopak „załatwia interesy w innym samochodzie”. Kobieta zażądała rozmowy z synem. Obcy odmówił, zapewnił, że Arek wróci rano, a gdy nadal nalegała – rozłączył się.
Zaniepokojone brakiem kontaktu partnerki zaginionych, wsparte przez znajomych, jeszcze tej samej nocy ruszyły na poszukiwania. Krążyli po okolicach Knurowa, wypatrując przede wszystkim srebrnego BMW. Około godz. 2 w lesie pod miastem natknęli się na Janka, który tłumaczył, że również ich szuka, bo wspólnicy nie pojawili się na umówionym spotkaniu. Poszukiwania trwały. W rejonie nieczynnej kopalni, obok kortów tenisowych, znaleziono ślady opon należących do samochodu Nikonowicza.
Gdy do rana nic się nie wyjaśniło, partnerki i jedna z matek zgłosiły zaginięcie na policję. W akcję zaangażowano blisko stu funkcjonariuszy, psy tropiące i helikopter z kamerą termowizyjną. Przeszukano okolice Knurowa i Gliwic, jednak bez rezultatu. Dopiero dwa dni później odnaleziono porzucone BMW na gliwickim osiedlu Sikornik. Auto było nienaruszone – bez śladów krwi, walki czy uszkodzeń.
W jednej z policyjnych wersji przyjęto, że motywem zaginięcia były rozliczenia finansowe. Coraz mniej wątpliwości budziło, że obaj mężczyźni zostali uprowadzeni i zamordowani, a ich ciała starannie ukryto. Mijały miesiące, a nikomu nie postawiono zarzutów. Gdy po ponad roku realizowałem na Śląsku program, przedstawiliśmy właśnie tę wersję – z zabójstwem.
Zwykle w studiu łódzkiego „Magazynu Kryminalnego 997” pojawiały się rodziny zaginionych. Tym razem nikt nie chciał stanąć przed kamerą. Wciąż tliła się nadzieja, że Arka i Darka uda się odnaleźć żywych. Ja wątpiłem w to od początku – minął przecież już rok. Dziś minęło 25 lat, a sprawa nadal pozostaje niewyjaśniona. W policyjnych statystykach Arkadiusz i Dariusz wciąż figurują jako zaginieni, choć trudno mieć wątpliwości, że zostali zamordowani.