R E K L A M A
R E K L A M A

Hiszpańska Sewilla. Semana Santa i inne atrakcje

Sewilla powitała nas pozamykanymi parkami, a przecież te zielone, pomarańczowo-palmowo-wieloroślinne parki, ogrody i imponujący baśniowy, ceramiczny niemal plac Hiszpański są ważną częścią tego andaluzyjskiego miasta. „Ze względu na wiatr!”. Łańcuchy z kłódkami na bramach i wejściach do parku przy placu Sebastiana, parku Marii Luizy czy ogrodów de Murillo albo Alkazar smuciły turystów wsadzających buzie między szczeble ogrodzeń. Przybyli na Święta Wielkanocne, w czas zapachów drzew o różowych, białych, fuksjowych kwiatach, a w dawnej żydowskiej dzielnicy Santa Cruz zapachów pomarańcz z opadających owoców na placykach, a także tych ze sklepików, pełnych pomarańczowych przetworów oraz produktów nęcących nozdrza turystów. 

Fot. autorka

Jeszcze słonecznie, knajpka z pysznym niedrogim winem (2,50 euro za lampkę), wielka morska muszla zamiast popielniczki. Ostatnie wolne miejsca, bo „pora karmienia”, wczesne popołudnie. Miejsca zajmują niecodziennie ubrane osoby, spowite w fiolet. Kilka dziewczyn chichocze, są w długich niedzisiejszych sukniach z religijnymi symbolami. Palą; pytam, czy to ostatni papieros przed procesją? Śmieją się, że tak. Mężczyźni, chłopcy – długie szaty plus spiczasta czapa, do głowy od razu przychodzi ubiór Ku Klux Klanu. A to oni te nakrycia, capirote, wypatrzyli u fioletowych, białych, zielonych, niebieskich i innych hiszpańskich nazarenos, nazareńczyków z bractw kościelnych o kilkusetletniej tradycji. Capirote ściągnięty z głowy, pod pachą albo odstawiony koło stolika; materiał z dziurami na oczy nakładany jest na plastikowy lub tekturowy szpic. Nazarenos przed procesją czasem wstępują na piwo z maluteńkich flaszek albo wino, choć wedle ich reguł nie powinni tego robić. Wzrok przyciągają mali nazarenos w asyście rodziców, którzy rozdają obrazki, dziewczynki z koszyczkami pełnymi słodkości czy bukiecikami kwiatków. Nieraz szpic capirote wystaje z wózka, gdzie maleńki człowiek w szatce już się zmęczył procesją i przysnął. Obrazki nie do wymyślenia. XXI wiek płynnie włącza w siebie średniowiecze, skąd pochodzi tradycja zakrywania twarzy przez grzeszników-biczowników, ale dziś jest raczej barwna niż okrutna czy pokutna. 

W drodze na procesje 

W autobusie ciasno, ludzie ubrani odświętnie, dziewczyny z umalowanymi czerwonymi ustami, podekscytowane. Wiele osób nosi ozdobne krzyże, sporą biżuterię z symboliką religijną, wszak to wyjątkowy tydzień w katolickim kraju, jakim jest Hiszpania. A Sewilla szczególnie, bowiem to Andaluzja najbardziej widowiskowo przeżywa Semana Santa, Wielki Tydzień. To tu się przyjeżdża, by brać udział w misteriach paschalnych i procesjach bractw kościelnych. W tłumach gapiów – jakoś pokojowo się układających bok w bok, pierś w pierś, stopa w stopę, z noszonymi jak parasolki rozkładanymi mikrokrzesełkami – można współpłakać, pomilczeć, powzdychać, podziwiać siłę tradycji. I dać się poruszyć muzyce dętej setek amatorów w mundurach kilkudziesięciu bractw kościelnych, a czasem śpiewającym solistom.

Od razu wiadomo, czy autobus jedzie w kierunku poszczególnych miejsc procesji, bo pełny nawet się nie zatrzymuje na przystankach, gdzie inny tłum cierpliwie czeka. Nikt się nie wścieka, a to część świątecznej rzeczywistości: objazdy i zmiany w ruchu miejskim, błyskawicznie sprzątane śmieci. To dla nas na ulice w Wielkim Tygodniu wychodzą noszone na plecach i karkach nawet ponad 50 mężczyzn (costaleros) platformy (pasos) z wielowiekowymi rzeźbami w szatach opływających złotem, srebrem, tonące w świetle setek świec i zapachu ogrodów kwiatowych, koronowane bezcennymi dziełami sztuki złotniczej. 

Trzeci raz od 90 lat 

Ta najpiękniejsza, wyczekiwana figura to 300-letnia Matka Boska Bolesna Macarena z bazyliki La Macarena, symbol Sewilli, wystrojona, z kosztownymi łzami, szmaragdowymi klejnotami otrzymanymi od toreadorów, bo jest ich patronką, ale jest także ukochaną świętą figurą Romów. Ma się pojawiać w najważniejszej nocnej procesji, Madrugada, z czwartku na piątek, od północy do świtu. Rok 2024 jest specjalny – nie opuściła swojego kościoła, mimo że tysiące ludzi czekały niemal do północy przed bazyliką, przed telewizorami, ekranami telefonów na decyzję komitetu kościelnego bractwa Macarena – wyjdzie, nie wyjdzie? Kluczowa jest pogoda, choć w Sewilli często o tej porze zdarzają się deszcze. Jak mówią miejscowi, tego roku wyjątkowo mocno i z niewielkimi przerwami lało, a cenne rzeźby, złoto, tkaniny by tego nie przetrwały. Większość procesji odwołano, niektóre zostały przerwane i zawrócone do kościołów (których jest tu ponoć więcej niż w Rzymie). Fatalna, rzadka sytuacja dla organizatorów, tysięcy zaangażowanych osób w różnych rolach, strojach, o różnych zadaniach, nie wspominając o turystach i rodzimych widzach. Pozostało właściwie tylko otwierać kościoły, by tam móc podziwiać figury na nieruchomych pasos. Tak zdarzyło się w latach: 1933, 2011 i w 2024 roku. Tym razem miastem nie zawładnęły dziesiątki procesji, z przenikającą do trzewi muzyką dętą, werblami i śpiewakami; wyjątkiem były pojedyncze procesje, np. ta rzymskich żołnierzy z napierśnikami, mieczami, specjalnymi butami i skarpetami, a także nieskończoną ilością białych piór przy hełmach, kroczących w specjalnym rytmie. Tym zresztą także różnią się poszczególne bractwa – sposobem marszu podczas pasyjnych procesji. 

Wyjątkowe było to parogodzinne czekanie pośród tłumów ludzi, dzieci kopiących w międzyczasie w piłkę, wśród flirtującej młodzieży, ludzi dzielnie tłumaczących nam komunikaty z rad kościołów i dzielących się miejscem na chodnikach czy parapetach, cudownym obrazkiem czy „świętymi” cukierkami albo książeczką-programem procesji, ze szczegółowymi godzinami, trasami, liczbami maszerujących członków kościelnych bractw, kolorami strojów, historią; ściąga, gdzie się ustawiać i czekać na miejscowe świętości. Najstarsze bractwa sięgają XIV wieku. W mieście widać przyozdobione przeważnie purpurowymi tkaninami balkony, okna. Dzieciaki siedziały wprost na parapetach, zakratowanych, więc bezpiecznie mogły dyndać nogami nad procesją. 

Życie smakuje i religii to nie przeszkadza 

Wystawy butików z butami, z ciuchami, witryny spożywcze z jamón serrano czy przekąskami z bacalao, suszonego dorsza, umieszczają też obrazy Maryi bolesnej i ukrzyżowanego Chrystusa. Wiszą obok dyndających kiełbach, szynek, puszek, przytulanek nazarenos i sandałków. Wytworny sklep z czekoladkami na Plaza de la Campana jest pełen słodkich figurek i lizaków nazarenos (od 1 do 20 euro), zachwycających świętych figur w czekoladzie (kusiło zjeść słodkiego świętego, wziąć do ust nazareńczyka w czapie z cukru). Podobnie słodko-pasyjnie koło Plaza de Torros, areny, gdzie zabija się w walkach byki. Między krążącymi w capirote doskakują koniki z biletami na walki, w których strojni toreadorzy powodują śmierć sześciu byków dziennie. 

Nadbrzeża Triany, dzielnicy po drugiej stronie rzeki Gwadalkiwir, są pełne zdjęć, wizerunków Chrystusa, pięknych Matek Boskich, postaci udomowionych, jak superstars i supermeni. Bo świętowanie religijne w praktyce nie ogranicza ani menu, np. mięsa czy wina i innych napitków, nie narzuca też ciszy. Chyba że ktoś ma życzenie, jak poszczący czy chodzący boso lub w skarpetach nazarenos z ciężkimi świecami, czasem noszący pasy – włosienice, penitentes noszący krzyże pokutne albo ci silni costaleros, dźwigający ważące nawet tonę platformy. Idą kierowani głosami i stukaniami z zewnątrz, w specjalnym rytmie wiele godzin, ukryci, ścieśnieni pod podestami, bez światła, ze słabym dopływem powietrza. To ich post czy umartwianie. 

Holy cards, święte karty z Sewilli! Za jedno euro siedem w opakowaniu, które po otwarciu się skleja na „amen”. Dobrze jest kupić album na karty dla kolekcjonerów. W kolejkach w przykościelnych sklepikach starsi i młodsi bardzo poważnie traktują np. to zbieranie kart. Na półkach „święte” skarpety z symbolami poszczególnych kościołów i parafii, kolorów bractw, T-shirty, bluzy, maskotki, mnóstwo innych drobiazgów z gatunku tych kompletnie niepotrzebnych. 

To ciekawe uczucie cofnięcia w czasie, nagle idzie się pośród ludzi w tych spiczastych czapach, tylko z dziurami na oczy, falujące szpice i peleryny wyłaniają się zza rogów ulic, zajmują przestrzeń, nie można uciec od obrazów Francisca Goi, od pamięci o inkwizycji. Tu zresztą jest niewielkie muzeum, wspomnienie jej początków, w Trianie, tuż po zejściu z mostu Izabeli II, pomnika historii, obok mercado, bazaru ze świeżym jedzeniem i knajpkami. Za nieszczególną paellę z owocami morza, winem i piwem zapłaciliśmy ponad 53 euro, ale za to nad brzegiem Gwadalkiwir z pięknym widokiem. Za obiad z ośmiornicą, warzywami z rusztu i rybę z dodatkami, winem, piwem (2,50 euro wino, 3 euro piwo) – 43 euro. Ale za cztery sycące tapas, różne przekąski, sangrię, bo piliśmy jak miejscowi, z pomarańczami i mnóstwem lodu, ok. 30 euro. Sangria kosztuje 4 – 4,50 euro, podobnie montaditos (tostowane bułeczki z różnymi nadzieniami) za kilka euro. Ciasteczka, arcysłodkie i widowiskowe dziełka-słodycze w sklepikach, cukierniach kosztują już od 1,50 euro i można mieć dość na cały dzień. Piękna jest ta nierozerwalność spraw ziemskich i duchowych, choćby w położeniu knajpek, które przytulają się stolikami czy ścianami do kościołów, jak do najstarszego parafialnego w Sewilli, Real Iglesia de Senora Santa Ana z XIII wieku. W Trianie, niegdyś silnie romskiej (tu narodziło się flamenco), pod takim zabytkiem wino i tapas smakują bosko. 

Romskie herstorie Polki u kartuzów 

W poniedziałek (u nas święto) w Hiszpanii nastaje zwykły dzień, jakby zasunięto kurtynę i śladu po symbolice oraz świątecznych gadżetach nie ma. Autobusy, krótkie linie tramwajowe po centrum to wygodny transport i tu sprawdza się karta TUSSAM – doładowywana, sczytywana w tramwajach przy każdym wejściu; taki kurs kosztuje 35 centów. Na tydzień na dwie osoby załadowaliśmy za dużo, bo 30 euro. 20 euro przy traktowaniu autobusów „hop on hop off”, przy wszelkich pomyłkach z kierunkami, zmianami zdania albo po prostu przejażdżkami po mieście, wystarczyłoby. Święta w Sewilli, gdzie ludzie rezerwowali hotele już jesienią, by przeżyć nieudane w tym roku pasyjne misteria, wyczerpały też zapasy kart TUSSAM, stąd musieliśmy się nieźle nachodzić, by takową znaleźć (koszt 1,50 euro, można zwrócić w kiosku). 

Piszę tu głównie o świątecznych obserwacjach, bo to dzieje się raz do roku i mocno zapisuje w pamięci, ale dorzucę wizytę w dawnej siedzibie kartuzów, La Cartuja, gdzie mieści się Andaluzyjskie Centrum Sztuki Współczesnej. Wejście dla obywateli unijnych za darmo, jak w innych muzeach. A tam polska artystka o romskich korzeniach Małgorzata Mirga-Tas, z poruszającymi wielkoformatowymi tkaninami i mniejszymi dziełami, opowiadającymi historie nieopowiedziane, przemilczane, historie romskie. Pośród zdesakralizowanych wnętrz klasztoru „brzmiały” przejmująco. Poczułam się szczęśliwa tym polskim akcentem w Sewilli. 

2024-04-29

Beata Dżon-Ozimek


Wiadomości
Seyla Benhabib: USA na drodze ku państwu o cechach mafijnych
PKU na podst.: FAZ, hannah-arendt-verein.de
Chatham House o nadchodzącym roku. Najczęściej mylą się eksperci
HM na podst. Chatham House, „The World in 2026”
Tydzień z życia gwiazd. Najdroższa gwiazda sylwestra Polsatu
Katarzyna Gorzkiewicz
Tydzień z życia polityków. Jedna partia, dwie wigilie
Zebrała Katarzyna Gorzkiewicz
Społeczeństwo
Klejnoty cesarskie, czyli jak ostatni… Cesarz wystawił I Republikę
Beata Dżon-Ozimek
Całujemy się od milionów lat! Wskazują na to badania DNA
(KGB) na podst. Radio Zet
Fajbusiewicz wraca do spraw sprzed lat. Zamordowali, bo potrzebowali forsy na telefony
Michał Fajbusiewicz
Świat/Peryskop
The show must go on! Niepewny, lecz pełen nadziei nowy rok w Paryżu
Leszek Turkiewicz
Hymny narodów świata. Pernambuco
Henryk Martenka
Gdy opada maska. Japońskie podejście do jedzenia
Dominika Giordano
Kasynowa potęga. Rumunia wiedzie hazardowy prym
(ChS) na podst. Libertatea (www.libertatea.ro)
Tyrać jak hiszpański kelner. To oni są filarem gospodarki
Michał Kurowicki
Lifestyle/Zdrowie
Krzysztof Ibisz: energia i charyzma są ważniejsze niż garnitur
Krzysztof Pyzia
Nie pytaj bota o raka! Sztuczna inteligencja to nie lekarz
Wybrała i oprac. E.W. „Gazeta Wyborcza”, „Pacjenci traktują chatboty jak lekarzy. Czy AI ich zastąpi?”
Medytacja zamiast hantli. Nowy trend w walce ze stresem
A.M.
Zagrożenie antybiotykoopornością. Cicha pandemia XXI wieku
Andrzej Marciniak
Pan Jan. Nowicki w książce Aleksandry Szkarłat
Henryk Martenka
Angorka - nie tylko dla dzieci...