– W zakończonym 11 kwietnia w Gliwicach meczu w ramach Billie Jean King Cup po raz drugi wyszłaś na kort i zagrałaś dla Polski. Jakie to uczucie?
– Za każdym razem to wspaniała sprawa. Tenis jest sportem indywidualnym, przez cały rok rywalizujemy w turniejach na własny rachunek, ale granie dla narodowej reprezentacji to coś zupełnie innego. To niepowtarzalne emocje i wielkie święto.
– Przeciwniczki okazały się lepsze. Do Gliwic przyjechała m.in. Elina Switolina, obecnie siódma tenisistka świata. Ukrainki wygrały 4:0. Ty także przegrałaś swój sobotni mecz. Jak to wszystko można skomentować od strony sportowej?
– Ukrainki to światowa czołówka, a u nas, jak wiadomo, zabrakło w drużynie Igi Świątek i Magdaleny Fręch. Wyszłam na kort, gdy końcowy wynik meczu był już rozstrzygnięty. Trudno gra się w takiej sytuacji, ale mimo wszystko cieszę się, że dostałam szansę i mogłam reprezentować Polskę. W swoim debiucie podczas meczu w Gorzowie Wielkopolskim (14 – 16.11.2025 r. – przyp. red.) zdobyłam już dla Polski punkty. Czas spędzony w drużynie narodowej zawsze ma wartość.
Subskrybuj