R E K L A M A
R E K L A M A

IKONOWICZ: Na żywność brakuje

Pan Aleksander Taszkin w liście do Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej pisze: 

Fot. Wikimedia

„W połowie lat 2000. stworzyłem dziesięcioosobową brygadę budowlaną. Po siedmiu miesiącach inwestor stracił finansowanie. Inwestowałem ze swoich. Po wszystkim miałem 100 tys. zł do tyłu. Wszystkie zobowiązania, zwłaszcza wobec pracowników, spłaciłem, ale sam zostałem na lodzie, musiałem opuścić dom, który wynajmowałem pod Warszawą. Przez cztery lata mieszkałem w furgonetce na parkingu w Centrum Handlowym Gocław. Poznałem kobietę, która trudniła się handlem obwoźnym. Woziłem ją, a ona płaciła mi dniówkę. Razem jedliśmy obiady. Dostałem udaru, a że kiedyś byłem kierowcą w pogotowiu, to miałem w pamięci, że najlepsza neurologia jest w szpitalu MSW na Wołoskiej, więc resztką sił zdołałem tam dojechać.

W szpitalu poznałem starszą kobietę, która – gdy dowiedziała się, że jestem bezdomny – zaczęła mi pomagać. Zawiązała się grupa ludzi dobrej woli, którzy na co dzień widywali mnie mieszkającego w samochodzie. Jej członkowie przeforsowali w dzielnicy to, że dostałem od miasta mieszkanie socjalne, w którym mieszkam po dziś dzień. Panią, która mnie wspierała, opiekowałem się aż do jej śmierci.

Otrzymuję skromną emeryturę w kwocie 1878 zł brutto. Wciąż borykam się ze spłatą zobowiązania alimentacyjnego wobec Funduszu. Przez kilka lat, do roku 2025, wpłacałem dobrowolnie kwotę uzgodnioną z biurem komornika. W listopadzie 2025 roku komorniczka weszła mi na emeryturę i pobiera 691 zł. Pozostawia mi na życie, czynsz i inne opłaty 806 zł. Za sam czynsz płacę 490 zł plus 70 zł rachunku za energię elektryczną, 50 zł gaz, telefon 75 zł. Na żywność i lekarstwa nic już nie zostaje. Próbowałem uzyskać jakąś pomoc z Ośrodka Pomocy Społecznej, ale wyjaśniono mi, że mam zbyt wysoką emeryturę. I nikt nie wnika w to, że ponad połowę zabiera mi komornik. Gdyby nie dobrzy ludzie, musiałbym żywności szukać po śmietnikach.

Wielokrotnie zwracałem się do komorniczki, aby zgodziła się na dobrowolne wpłaty w kwocie 300 zł. Tak, żeby mi z emerytury zostawało cokolwiek na jedzenie i lekarstwa, bo jestem człowiekiem przewlekle chorym. Niestety, bez skutku.

Do spłaty zostało niewiele ponad 5000 zł. Niski poziom emerytury wynika z tego, że uwierzyłem, że można zarobić na własnej działalności gospodarczej. Ale zawiodłem się. Do tego doszedł fakt, że podupadłem na zdrowiu. Jestem po czterech udarach i przeszczepie nerki. Przez osiem lat jeździłem jako kierowca autobusów miejskich. Jeździłem też tirami. Prowadziłem aktywny tryb życia, ale stan zdrowia uniemożliwił mi dłuższą karierę zawodową. Jestem osobą niepełnosprawną w stopniu umiarkowanym. Czekam na dwie bardzo poważne operacje”. 

2026-03-22

Piotr Ikonowicz