Hipopotamy, koka i manaty. Podróż po Gwinei Bissau

Wyobraźcie sobie kraj w większości obsadzony drzewami nerkowca. Reszta to dżungla, trochę pastwisk, jedno duże miasto i wioski. Państwo, u którego brzegów leży ponad setka tropikalnych wysp, gdzie żyją manaty, hipopotamy, krokodyle, delfiny czy żółwie. Miejsce dzikiej przyrody i jeden z najbiedniejszych krajów świata. 

Fot. autor

Leżącą w zachodniej Afryce niewielką Gwineę Bissau najlepiej odwiedzić od grudnia do maja w porze suchej. Udało mi się przejechać przez to państwo rowerem i rozmawiać z mieszkańcami podczas podróży rozpoczętej w Mauretanii, a prowadzącej wcześniej przez Senegal i Gambię. 

Biały, czyli tubab albo branco 

Początek lutego. Na granicy z Gwineą Bissau od strony Senegalu kolejka tirów, trochę samochodów, piesi i rowerzyści. Mili gwinejscy celnicy oglądają wizę wjazdową w moim paszporcie. Kupiłem ją w konsulacie w Senegalu za sto złotych. Wbijają pieczątkę i życzą udanego pobytu. Obok stoi niemiłosiernie zakurzony policyjny samochód z napisem Policia Migraçao. Celniczka z uśmiechem pyta, czy nie chciałbym zdjęcia z tym pojazdem. Takim prośbom się nie odmawia

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2024-04-02

Michał Kurowicki