Podobnie jak jej amerykański odpowiednik, którym jest tamtejsza Narodowa Akademia Sztuk i Nauk Nagraniowych – przyznająca nagrody Grammy – tworzą ją przedstawiciele różnych zawodów związanych z muzyczną branżą, a więc piosenkarze, instrumentaliści, autorzy tekstów, kompozytorzy, producenci muzyczni, realizatorzy dźwięku, reżyserzy teledysków, a także dziennikarze muzyczni.
Tegoroczna, 32. edycja Fryderyków była tradycyjnie rozdzielona na trzy etapy, odpowiadające trzem obszarom muzycznej aktywności – jazzowi, klasyce oraz twórczości rozrywkowej.
Wspomnienie o Soyce
Na pierwszy ogień w tym roku poszedł jazz. Gala nagród dla autorów najwybitniejszych dokonań w dziedzinie muzyki improwizowanej (w tegorocznej edycji imprezy brano pod uwagę nagrania, które zadebiutowały między 1 grudnia 2024 a 30 listopada 2025) odbyła się 12 kwietnia 2026 roku w Muzeum Historii Polski w Warszawie. Artystą Roku został pianista Dominik Wania, a w kategorii Album Roku zwyciężyła płyta „AGMA”, której głównym bohaterem jest gitarzysta Szymon Mika. Towarzyszą mu na tym longplayu Song Yi Jeon (wokal), Oskar Török (trąbka), Andrzej Święs (kontrabas i gitara basowa) oraz Péter Somos (perkusja).
Złotym Fryderykiem nagrodzono pośmiertnie Stanisława Soykę. Nie tylko w jazzie, bo nieodżałowany kompozytor, pianista i wokalista – znany m.in. z hitów „Tolerancja”, „Czas nas uczy pogody”, „Cud niepamięci” oraz z muzycznych wersji sonetów Szekspira – otrzymał w tym roku podobne wyróżnienie w sekcji muzyki rozrywkowej, o której za moment.
Klasyka
Gala tej muzyki odbyła się 24 kwietnia 2026 roku w Narodowym Forum Muzyki we Wrocławiu. Prestiżowe statuetki wręczono w trzynastu kategoriach, doceniając wybitne wykonania w różnych składach osobowych – od solowych (album pianisty Jana Lisieckiego „Preludes by Chopin, Bach, Rachmaninoff, Messiaen, Górecki”), poprzez chóralne (płyta „Universal Prayer” Polskiego Narodowego Chóru Młodzieżowego), kończąc na orkiestrowych (longplay „Stojowski: Symphony in D minor, Op. 21” w wykonaniu Sinfonii Varsovia pod batutą Łukasza Borowicza). Złotego Fryderyka (za całokształt twórczości) w dziedzinie muzyki klasycznej odebrała skrzypaczka i pedagog Kaja Danczowska.
Rozrywka
Ten dział muzyki jest najbardziej popularny, więc ma wielu odbiorców. Najlepszych artystów obdarowano Fryderykami 25 maja w Studiu Transcolor w Szeligach koło Warszawy. Jak już nieraz bywało, nie obyło się bez wpadek i nieporozumień. Pierwszym z tych ostatnich był inaugurujący imprezę występ Krzysztofa Zalewskiego, który później – razem z Gabi Drzewiecką – galę prowadził. Zalewski zaśpiewał dobrze, ale dlaczego na otwarcie imprezy wybrał piosenkę angielską („I’m Afraid of Americans” Bowiego), pozostanie dla mnie tajemnicą. Rozumiem, że Bowie krytykował w niej ekspansję USA, która obecnie, w czasach Trumpa, jest szczególnie odczuwalna, ale według mnie na początek gali podsumowującej stan polskiej sceny muzycznej nie pasowała. Ponadto angielska wymowa Zalewskiego – zwłaszcza w zwrotkach – nie była najlepsza. Mało jest jednak u nas piosenkarzy, którzy potrafią dobrze śpiewać po angielsku, więc to można mu akurat wybaczyć. Zalewski sprawdził się też w roli konferansjera. Nawet pozwolił sobie na parę żartów, jak chociażby ten, kiedy na pytanie Drzewieckiej, jaki jest w Polsce najpopularniejszy singiel, odpowiedział: Jarosław Kaczyński.
Wpadkę z angielskim miał też pomagający zza kadru w prowadzeniu imprezy Piotr Metz. Kiedy wymieniał autorów nagrodzonej w kategorii muzyki ilustracyjnej ścieżki dźwiękowej do filmu „Zamach na papieża”, powiedział: „Daniel Bloom fit Leszek Możdżer”. To „fit” Metza zrodziło się z dosłownego odczytania angielskiego skrótu „feat” (od słowa „featuring”). Należałoby powiedzieć „Daniel Bloom featuring Leszek Możdzer” lub po polsku „Daniel Bloom z udziałem Leszka Możdżera”.
Poza tymi drobnymi „wpadkami” było ogólnie poprawnie, o ile nikogo nie zdziwiła kategoria „pop alternatywny”, bo skoro muzyka popularna, to dlaczego „alternatywna”? Obydwa przymiotniki wydają się ze sobą kłócić.
Nagrody rozdano w 14 kategoriach, a galę uświetniły występy Zalii, Darii ze Śląska, Pszony, Wiraszka, Anny Marii Jopek oraz Kasi Lins. Tę ostatnią piosenkarkę wyróżniono w najważniejszej dla Fryderyków kategorii, którą jest Artystka Roku. Nagrodzono ją też za longplay „Obywatelka K.L.” z jej wersjami przebojów Grzegorza Ciechowskiego.
Fanom metalu miłą niespodziankę zrobił 48-letni Piotr Rogucki, pojawiając się na scenie na czele zespołu COMA, z którym – ubrany niczym bohater filmowego horroru – zaprezentował fragmenty utworów „Tonacja”, „Spadam” i „Los cebula i krokodyle łzy”. Kiedy otrzymał Fryderyka od przedstawicielki firmy LUX MED, stwierdził, że ma nagrodę od właściwej osoby, bo – jak dodał – „Metalowcy są w takim wieku, że warto często się badać”.
Sympatycznym elementem uroczystości był Złoty Fryderyk dla zespołu Lady Pank, obchodzącego w tym roku 45-lecie muzycznej aktywności. Podczas gali muzyki rozrywkowej drugi raz przypomniano Stanisława Soykę, którego udekorowano Złotym Fryderykiem również w tej kategorii.
W kategorii Fonograficzny Debiut Roku Fryderyka odebrał Pszona za krążek EP „Lekko”. Czyżby autor hitu „Morze dalej zimne”, zaprezentowanego na gali Fryderyków, miał wyznaczać kierunki rozwoju naszej muzyki, czego zwykle oczekuje się od nagradzanych Grammy nowych artystów? Zapewne wkrótce się przekonamy.