R E K L A M A
R E K L A M A

Historia Jana Słotkowicza. Rzucił perkusję i wyjechał na Mazury

W bramie domu pod Łodzią witają mnie trzy duże psy. – Podrabiane owczarki alzackie – przedstawia je Jan Słotkowicz. – Ojciec i dwójka dzieci. Zbliża się do osiemdziesiątki, ale o swoim życiu opowiada tak, jakby przeglądał zapis kilku różnych życiorysów. Perkusista. Sanitariusz w pogotowiu. Hodowca byków. Producent węgla drzewnego. Autor tekstów o muzyce. Najpierw były jednak bębny i dwadzieścia lat zawodowego grania. 

Jan Słotkowicz /Fot. Tomasz Gawiński

Pochodzi z Łodzi. Uczył się w Technikum Mechanicznym, choć ciągnęło go zupełnie gdzie indziej. – Chciałem ganiać żubry po lesie. Interesowało mnie leśnictwo. Do „Mechanika” trafił za namową znajomej matki, która była szefową kadr w prokuraturze. Mówiono mu, że nawet gdyby nie zdał egzaminów, jest szansa, że do szkoły się dostanie. Zdał. 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-07-14

Tomasz Gawiński