– Jak to się stało, że w ramach relokacji do Polski nie przyjechała na czas kolejna zmiana amerykańskich żołnierzy?
– Wyglądało to na celowe działanie administracji amerykańskiej. W oświadczeniu Departamentu Wojny (amerykańskie ministerstwo obrony – przyp. autora) napisano, że w Europie następuje redukcja ciężkich brygad z czterech do trzech, czyli do stanu sprzed 2022 roku. W tym oświadczeniu nie podano jednak, skąd nastąpi wycofanie amerykańskich żołnierzy. Spekulowano, że wycofana zostanie brygada stacjonująca w Bawarii, a jednocześnie podjęto decyzję o wstrzymaniu rotacji 4 tysięcy żołnierzy w Polsce (czyli także siły jednej brygady). To, że taka redukcja nastąpi, było praktycznie przesądzone. Wyglądało to tak, jakby Amerykanie chcieli, żeby między Niemcami a Polską rozpoczęła się rywalizacja o stacjonowanie amerykańskich wojsk, kto będzie lepszym amerykańskim sojusznikiem. Informacja o wstrzymaniu rotacji nieprzypadkowo została ogłoszona po spotkaniu Tuska z prezydentem Macronem w Gdańsku, gdzie poinformowano o wspólnych ćwiczeniach wojsk zdolnych także do przenoszenia broni jądrowej. Ten gest Tuska, nie mówiąc już o jego wywiadzie dla „Financial Times”, gdzie sygnalizował budowanie tzw. europejskiej suwerenności, zostały źle odebrane w Waszyngtonie. Amerykanie chcieli, żebyśmy zeszli z tego kursu. Mimo że pozycja Donalda Tuska w rządzącej koalicji jest bardzo silna, to jednak wśród jego koalicjantów są znaczący politycy, którzy mają nieco odmienne stanowisko w kwestii relacji atlantyckich. Mam na myśli przede wszystkim PSL.
Amerykańska presja
– W nocy świat, a przede wszystkim naszych polityków zaskoczył wpis prezydenta Trumpa: „W związku z sukcesem wyborczym obecnego prezydenta Polski Karola Nawrockiego, którego z dumą poparłem, oraz naszymi relacjami z nim z przyjemnością ogłaszam, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski kolejne 5000 żołnierzy”.
– Amerykanie będą dążyli do budowy grupy państw wspierających ich politykę w Europie Środkowej i – moim zdaniem – już rozpoczęli działania na rzecz obalenia naszego obecnego rządu. Rządu, nie koalicji. Będą wywierali presję, żeby nowym premierem został polityk o nieco bardziej proamerykańskim nastawieniu.
Subskrybuj