Ludzie od wieków polują na wieloryby, ponieważ ich ciała dostarczają cennych surowców: mięso, olej, fiszbiny. Najwcześniejsze wzmianki o komercyjnym polowaniu na wieloryby pochodzą z 1000 r. n.e. Od tego czasu zabito ich dziesiątki milionów, a eksperci uważają, że liczebność całej populacji mogła spaść od 66 do 90 proc.
Jak tłumaczy ekolog morski Ari Friedlaender, zwierzęta te umożliwiają rozwój życia w górnych partiach oceanu – ich odchody go użyźniają, co powoduje rozwój fitoplanktonu, który karmi kryl (to tzw. pompa wielorybia). Kryl jest z kolei pożywieniem ryb, którymi żywią się ptaki i foki. W związku z tym im więcej wielorybów jest na danym obszarze, tym więcej pożywienia. Można powiedzieć, że olbrzymy te pełnią funkcję „oceanicznych rolników”. Istotne znaczenie ma fakt, że fitoplankton produkuje połowę tlenu na globie. Te mikroskopijne stworzenia mają ogromny wpływ na atmosferę Ziemi, pochłaniając ok. 40 proc. produkowanego dwutlenku węgla. Cztery razy więcej niż lasy deszczowe Amazonii!
Friedlaender zbiera dane o wielorybach od 30 lat. Jego praca zyskała znaczenie po tym, jak zespół ekonomistów z Międzynarodowego Funduszu Walutowego w raporcie z 2019 r., analizując korzyści z przywrócenia populacji wielorybów, oszacował wartość pojedynczego osobnika. Badanie wykazało, że jeśli uwzględnimy ilość dwutlenku węgla pochłoniętego przez olbrzymiego ssaka w ciągu jego życia, a także inne korzyści, takie jak jego wpływ na rybołówstwo i ekoturystykę, okaże się, że przeciętny wieloryb jest wart ponad 2 mln dolarów, a całe światowe zasoby tych zwierząt – ponad bilion. Ekonomiści stojący za tym badaniem chcieli przekonać firmy emitujące dwutlenek węgla do płacenia określonej kwoty na ochronę populacji wielorybów, co pomogłoby przedsiębiorstwom osiągnąć zerowy ślad węglowy.
Kiedy wieloryby umierają, opadają na dno oceanu, a węgiel zmagazynowany w ich ciałach zostaje przeniesiony z wód powierzchniowych do głębin morskich, gdzie pozostaje przez stulecia, a nawet dłużej. Naukowcy odkryli, że przed przemysłowym wielorybnictwem populacje wielorybów dostarczały na dno oceanu od 190 tys. do 1,9 mln ton węgla rocznie, co odpowiada wycofaniu z dróg od 40 tys. do 410 tys. samochodów rocznie. Gdy jednak wieloryb zostanie upolowany i wyciągnięty z wody, węgiel zgromadzony w jego ciele uwalnia się do atmosfery jako… dwutlenek węgla.
Chris Johnson, który zajmuje się ochroną wielorybów i delfinów w World Wildlife Fund, mówi, że odchody humbaka to „prawdziwe złoto”. Zwierzętom zagraża jednak kryzys klimatyczny, statki (kontenerowce i trawlery), a także pływające wyspy śmieci. Dodatkowo z powodu globalnego popytu na suplementy diety z oleju omega-3 oraz przez stosowanie pasz funkcjonalnych dla zwierząt domowych wieloryby konkurują teraz z ludźmi o swoje główne źródło pożywienia, czyli o kryl.
Przywrócenie populacji wielorybów do poziomu sprzed połowów komercyjnych mogłoby okazać się ważnym narzędziem w walce ze zmianami klimatu. Usprawnić ten proces może wsparcie sztucznej inteligencji, która pomaga ekspertom, takim jak Johnson i Friedlaen der, dostrzegać wcześniej niewidoczne wzorce zachowań. Specjaliści mają też nadzieję lepiej zrozumieć dzięki niej tzw. pieśni wielorybów oraz skuteczniej komunikować się z morskimi olbrzymami. Badacze wiedzą już na przykład, że samice humbaków komunikują się za pomocą prostszych dźwięków, a samce wyśpiewują melodie płynące przez głębiny. Jednak, jak pisze CNN, „toczy się debata, czy są oni bardziej jak wokaliści w boysbandzie, czy raczej jak rywale w bitwie rapowej”.
Friedlaender zauważa, że lepiej by było, gdyby „wieloryb nie musiał nam mówić: Oto wszystko, co robicie, żeby nas wykończyć”. Dodaje, że gdyby mógł porozmawiać z wielorybem, powiedziałby mu tylko: „Przepraszam”.