Z głośników płynęła muzyka, czerwone czapki z napisem „USA” krążyły między delegacjami, a na scenie zasiadł Trump, samozwańczy przewodniczący Rady. Zapowiedział, że zamierza uporządkować konflikty, odbudować Strefę Gazy i przy okazji dopilnować, by Organizacja Narodów Zjednoczonych działała jak należy. Ogłoszono ponad 7 miliardów dolarów pomocy od kilku państw i dodatkowe 10 miliardów od samych Stanów Zjednoczonych, choć nie padło zbyt wiele konkretów, na co przeznaczone zostaną te pieniądze.
Jeden z obserwatorów zauważył, że są bezużyteczne, jeśli się ich nie wyda, a trudno je wydać w Gazie, gdzie nie ma ani stabilnej administracji, ani gwarancji bezpieczeństwa, ani nawet swobody wwożenia materiałów budowlanych. Jednak szczegóły nie wydawały się tego dnia najważniejsze. Liczył się gest: oto powstała instytucja, która nie tylko zajmie się Gazą, lecz być może w przyszłości zajrzy w każdy konflikt na świecie. Trump sugerował wręcz, że Rada może działać ponad ONZ – niczym starszy brat sprawdzający, czy młodszy poprawnie wykonuje swoje obowiązki.
Niektórzy sojusznicy USA, np. Francja, Włochy, Niemcy, Hiszpania, Wielka Brytania, Nowa Zelandia, odmówili udziału w przedsięwzięciu, inni przyjechali jako obserwatorzy, najwyraźniej niepewni, czy uczestniczą w narodzinach nowego porządku międzynarodowego, czy raczej w jego osobliwej parodii. Trump żartował, opowiadał anegdoty o zmuszaniu rozmaitych krajów do ustępstw. Do nieobecnych wysłał ostrzeżenie: – Nie możecie ze mną pogrywać. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że odbudowa Gazy została zredukowana do animacji promocyjnej, gdzie wszystko jest możliwe, ponieważ nic nie jest jeszcze realne. Nawet FIFA zaprezentowała wizję przyszłego „ekosystemu piłkarskiego” w Gazie, jakby stadion mógł powstać szybciej niż stabilne państwo. Rada Pokoju ma już swoich członków. Ponad 20 krajów, głównie z Bliskiego Wschodu i Azji, gotowych zapłacić 1 mld dolarów wpisowego. Ma też pięcioosobowy zarząd, w którym dwie osoby to bliscy współpracownicy Trumpa, a jedna to jego zięć.
Lecz brak jej tego, co w dyplomacji najważniejsze: zgody wszystkich kluczowych graczy, jasnej struktury i przede wszystkim warunków do działania w obszarze, jaki chce się uporządkować, czyli w Gazie. Zapowiadane siły stabilizacyjne pozostają na razie tylko koncepcją, podobnie jak szkolenie tysięcy policjantów dla terytorium, do którego nie można jeszcze wjechać. Inauguracja była raczej spektaklem niż narodzinami nowej instytucji. Na razie Rada Pokoju istnieje w przemówieniach i deklaracjach, zaś jej przewodniczący wydaje się przekonany, że to wystarczy, by zmienić rzeczywistość.