Dość szybko ustalono, że napastnikiem mógł być ich dobry znajomy, który pośredniczył w sprowadzeniu z zagranicy samochodu, ale się z tego nie wywiązał, choć wziął już sporą zaliczkę. To on miał, według śledczych, zaatakować najpierw Grażynę K., później zabić Tadeusza T., a następnie wrzucić rękawiczki robocze i nóż do oczka wodnego znajdującego się na posesji i odjechać. Na rękawiczkach były jego ślady, choć w samochodzie, którym odjechał, nie stwierdzono żadnych śladów krwi.
Wziął sprawy w swoje ręce?
Podczas pierwszego przesłuchania Michał L. nie przyznał się do zabójstwa inwalidy i usiłowania zabójstwa jego opiekunki. Potwierdził tylko, że miał kupić Mercedesa na zlecenie Tadeusza T. i dostał na to 30 tys. zł zaliczki.
– Samochód miał sprowadzić z Niemiec mój znajomy, ale mnie oszukał. Powiedziałem o tym panu Tadeuszowi i stał się w związku z tym bardzo nerwowy. Umówiłem się, że 30 sierpnia 2023 roku podjadę do niego przed południem. Przyjechałem użyczonym Mercedesem klasy S. Po wejściu do domu pokrzywdzonego zacząłem z nim rozmawiać i była to wówczas bardzo spokojna rozmowa. Zapewniałem, że niebawem zwrócę zaliczkę. Opuściłem ten dom około południa i pojechałem do naszego warsztatu samochodowego, a potem byłem ze swoją partnerką w galerii handlowej oraz w restauracji na obiedzie.
Pytany, skąd znalazły się jego ślady na rękawiczkach roboczych, odpowiedział:
– Miałem pomóc pani Grażynie w przestawianiu mebli w pokoju, więc je założyłem. Później odłożyłem je na blacie kuchennym.
Na kolejnym przesłuchaniu Michał L. odmówił już składania wyjaśnień.
Wiadomo jednak, że na samym początku – podczas nieoficjalnej rozmowy z policjantem – mówił, że pokrzywdzony groził mu śmiercią, bo miał znajomych, którzy mieli przyjąć takie zlecenie.
– Postanowiłem więc wziąć sprawy w swoje ręce, bo nie miałem wyjścia.
Subskrybuj