– Czy czuje się pan dziś bezpiecznie w Polsce?
– Ja? Tak, jak najbardziej (śmiech). Ale doskonale rozumiem, do czego zmierza to pytanie. Jeśli chodzi o zwykłych Polaków, to zależy przede wszystkim od tego, gdzie kto konkretnie mieszka. Polskę można dziś bardzo wyraźnie podzielić na określone strefy – miejsca, gdzie potencjalne zagrożenia o charakterze dywersyjnym czy sabotażowym są znacznie większe, oraz takie obszary, gdzie wciąż jest w miarę spokojnie.
– Co dokładnie ma pan na myśli? Pije pan na przykład do Rzeszowa i okolic, gdzie zlokalizowany jest potężny hub logistyczny, przez który przerzucana jest broń do Ukrainy?
– Rzeszów i całe tamtejsze zaplecze techniczno-wojskowe to dzisiaj bez wątpienia punkt krytyczny na mapie całej Europy Środkowej. Stworzono tam gigantyczne centrum logistyczne z myślą o zaopatrywaniu armii ukraińskiej. To właśnie przez ten rejon bez przerwy płynie potężny strumień zaopatrzenia, amunicji i sprzętu bojowego prosto na front wschodni. Dla rosyjskich planistów wojskowych jest to cel absolutnie priorytetowy. Czy ludzie mieszkający w tamtym rejonie powinni się bardziej martwić? To zależy głównie od tego, jak długo ta wojna jeszcze potrwa i do jak radykalnych metod posunie się nasz przeciwnik. Ponadto jeśli Moskwa uzna, że opłaca się wejść na wyższy poziom ryzyka, nie będzie szukała wyłącznie punktów wojskowych. Będzie szukała punktów bólu, czyli miejsc uderzających w państwo, komunikację, energetykę, transport, łączność, paliwa, ratownictwo i zwykłe poczucie bezpieczeństwa obywateli. Dlatego obok Rzeszowa trzeba myśleć o całej infrastrukturze krytycznej. O lotniskach, magazynach i wojskowej logistyce, ale też o energii, kolei, portach, paliwach, teleinformatyce, szpitalach i administracji, a nawet centrach handlowych. Nowoczesne państwo nie pada tylko wtedy, gdy ktoś wysadzi mu koszary. Zaczyna się dusić wtedy, gdy przestają działać prąd, transport, łączność i informacja. Rosjanie doskonale wiedzą, że dobrze dobrany propagandowy cios czasem daje większy efekt niż klasyczne uderzenie wojskowe. Są też cele medialne, których znaczenie wynika z obrazu, paniki i politycznego rezonansu. Warszawa to symbol państwa, władzy, administracji i psychologiczne centrum kraju. Trójmiasto to porty, logistyka, Bałtyk, gospodarka i jasny sygnał wysłany nie tylko do Polski, ale też do sojuszników. Nie twierdzę, że jutro coś tam musi się wydarzyć. Twierdzę, że państwo frontowe nie ma prawa myśleć kategoriami spokojnego sanatorium. Największe ryzyko jest tam, gdzie spotykają się trzy elementy: znaczenie dla funkcjonowania państwa, znaczenie dla wsparcia Ukrainy i znaczenie propagandowe. Rzeszów pasuje do tej układanki bardzo mocno, ale nie jest jedyny. Warszawa, duże węzły transportowe, porty, energetyka, paliwa, łączność i administracja także powinny być traktowane jak obszary szczególnego ryzyka.
Subskrybuj