R E K L A M A
R E K L A M A

Polska Róża. Piękna, smaczna, zdrowa

W czasach późnego PRL-u, gdy na półkach sklepowych nawet marmolada była rarytasem, inżynier Ernest Michalski zaczął produkować luksusowe i przede wszystkim prozdrowotne przetwory z róży.

Fot. archiwum firmy

 Pod koniec lat 50. ubiegłego wieku inżynier Ernest Michalski zachorował na szkorbut, chorobę spowodowaną niedoborem witaminy C. Długotrwałe leczenie syntetyczną witaminą nie przynosiło efektów, przyczyniło się za to do pojawienia się wrzodów żołądka. Także wlewy witaminowe nie poprawiły stanu zdrowia. Pewien doświadczony lekarz zasugerował terapię z zastosowaniem owoców róży.

W Bibliotece Narodowej pan Ernest znalazł opracowania badań polskich naukowców, prof. Stanisława Mrożewskiego z SGGW i Jana Milewskiego z Instytutu Badawczego Leśnictwa, dotyczące prozdrowotnych właściwości róży i skontaktował się z obu profesorami. Po konsultacjach z naukowcami zebrał świeże owoce i zrobił zapas nektaru. Już dwutygodniowa kuracja (dwie – trzy szklanki dziennie) zatrzymała krwawienie dziąseł, a po wypiciu całego zapasu nektaru pacjent wrócił do zdrowia. Była to prawdziwa bomba witaminowa, gdyż 100 g owoców róży zawiera 17 razy więcej witaminy C niż cytryna (po pasteryzacji w 100 ml soku jest 450 mg naturalnej witaminy C).

Od tego czasu inżynier każdego roku robił nektar dla siebie, rodziny i znajomych. W jesienne i zimowe dni napój był bardzo skuteczny w zapobieganiu infekcjom i przeziębieniom. Po kilku latach i zapoznaniu się z całą dostępną wówczas literaturą naukową doszedł do wniosku, że przetwory z róży są dobrym pomysłem na biznes.

W pobliżu Nadarzyna razem z żoną kupił 4 hektary ziemi i założył plantację róż. Były to czasy, gdy róże kojarzyły się tylko z kwiatami ciętymi, jakie kupowało się paniom z okazji urodzin (na Dzień Kobiet przeważnie kupowano goździki). Największym problemem był cukier niezbędny do produkcji przetworów, a raczej jego brak, gdyż mimo że Polska była dużym producentem buraka cukrowego, to cukru w sklepach zawsze brakowało i latem 1976 roku władza wprowadziła jego reglamentację, drukując kartki, które upoważniały do zakupu 2 kg miesięcznie.

Mimo takich przeciwności w 1979 roku powstała firma Polska Róża. W czasach gdy nie było internetu, a reklama w mediach znajdowała się w powijakach, pan Ernest stosował najprostszą i najbardziej skuteczną metodę: odwiedzał lokalne i ogólnopolskie rozgłośnie radiowe, telewizyjne, udzielał wywiadów. Te pogadanki były nie tyle o firmie, ile o wspaniałych właściwościach prozdrowotnych róży. Inżynier był świetnym gawędziarzem i okazał się zdolnym marketingowcem. Z czasem w Falentach Nowych (obok Nadarzyna) zbudował profesjonalny zakład przetwórczy, który mieści się przy ulicy Róży 5, co oczywiście było jego pomysłem.

Pan Ernest ma 93 lata, cieszy się dobrym zdrowiem, ale przed pięcioma laty przekazał firmę swojej wnuczce Agnieszce, która także jest inżynierem.

Ameryka, Japonia, Korea

Dziś produkty z róży stanowią nieco ponad jedną trzecią całej produkcji. W ofercie są też: aronia, burak, czarna jagoda, granat, jagoda, kurkuma, malina, ogórek, pokrzywa, rokitnik, żurawina. Są soki z kolagenem, jest woda różana. W sumie ponad 80 pozycji: soki, syropy, konfitury. Wszystkie (poza granatem i kurkumą) wytwarzane z polskich owoców i warzyw, przeważnie pochodzących z ekologicznych plantacji.

Róża to nie tylko piękna, lecz także delikatna roślina. Dlatego zarówno płatki, jak i owoce są zbierane ręcznie, co stwarza pewne problemy, zwłaszcza w czasach, gdy brakuje rąk do pracy. Właścicielka kupuje owoce i płatki od zaprzyjaźnionych i znanych plantatorów zarówno z Mazowsza, jak i z tych miejsc, gdzie panuje najłagodniejszy klimat (Kotlina Kłodzka). Rocznie przerabiane są róże z 240 hektarów.

Proces produkcji przypomina sposób, w jaki przetwory robiły nasze babki i prababki, tyle że w nieporównanie większej skali. Płatki róży trafiają na taśmę, gdzie są selekcjonowane, a następnie zasypywane cukrem, dodawana jest też niewielka ilość kwasku cytrynowego, żeby nie straciły koloru, i w specjalnych mieszadłach uciera się je na zimno. Bez żadnych aromatów, żadnej chemii. Ta technologia pozwala zachować nie tylko ładny kolor, ale przede wszystkim wspaniały zapach i oczywiście smak. Produkcja soków jest równie prosta. Odszypułkowane owoce są myte, a następnie tłoczone (bez cukru), soki są nalewane w butelki i pasteryzowane. Syropy są wytwarzane z naturalnych soków, do których dodawany jest cukier. Potem następuje pasteryzacja.

Ponieważ zarówno podczas zbiorów, jak w zakładzie wiele prac wykonuje się ręcznie i wykorzystuje tylko owoce najwyższej jakości, produkty Polskiej Róży nie mogą ceną konkurować z konfiturami, sokami czy syropami produkowanymi przez wielkie firmy w przemysłowych ilościach. Najdroższą pozycją jest trzylitrowy sok z róży, którego cena wynosi 99,99 zł. Konfitura z płatków róży kosztuje 28,24 zł za 330 g (ceny internetowe, w stacjonarnych placówkach są trochę wyższe), ale warta jest tej ceny. Najtańsze są syropy owocowe, których cena wynosi 12 – 14 zł za butelkę.

W zakładzie pracuje około 20 osób. Spora grupa zatrudniana jest sezonowo na plantacji róż. Przed laty nie było żadnych problemów ze znalezieniem pracowników przy zbieraniu owoców i płatków. Na plantacji dorabiali sobie nawet uczniowie oraz studenci z warszawskich uczelni. Potem zaczęto zatrudniać Ukraińców. Obecnie z pracownikami jest coraz większy problem, a właśnie teraz nadszedł czas zbiorów.

Produkty Polskiej Róży można kupić przede wszystkim w sklepach ze zdrową żywnością i delikatesach. Są też dostępne w wybranych marketach niektórych sieci handlowych. Firma ma także sklep internetowy. W ostatnich latach szybko rozwija się eksport, który już przekroczył 10 proc. Zdecydowanie najwięcej produktów wysyłanych jest na dalekie rynki, przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych, Korei Południowej i Japonii.

Firma od wielu lat bierze udział w targach oraz wystawach branżowych w kraju i za granicą. Z kilku przywiozła nagrody, z których najważniejsze są chyba te z Warszawy i Seulu.

Przychody spółki to prawdopodobnie kilkanaście milionów złotych. Rentowność, która kiedyś wynosiła kilkanaście procent, spadła do kilku, co jest związane z coraz wyższymi kosztami energii, a także modernizacją budynku i zakupem nowych maszyn: pasteryzatorów, etykieciarek, zgrzewarek, prasy do owoców, kotłów, automatycznej linii do rozlewania soków i syropów.

Mimo coraz nowocześniejszego parku maszynowego spółka jest i pozostanie manufakturą stawiającą na pierwszym planie jakość. W ostatnich latach na polski rynek weszło wiele polskich i obcych firm, które oferują przetwory z róży, ale numerem jeden pozostała Polska Róża. 

2024-06-17

Krzysztof Tomaszewski


Wiadomości
Seyla Benhabib: USA na drodze ku państwu o cechach mafijnych
PKU na podst.: FAZ, hannah-arendt-verein.de
Chatham House o nadchodzącym roku. Najczęściej mylą się eksperci
HM na podst. Chatham House, „The World in 2026”
Tydzień z życia gwiazd. Najdroższa gwiazda sylwestra Polsatu
Katarzyna Gorzkiewicz
Tydzień z życia polityków. Jedna partia, dwie wigilie
Zebrała Katarzyna Gorzkiewicz
Społeczeństwo
Klejnoty cesarskie, czyli jak ostatni… Cesarz wystawił I Republikę
Beata Dżon-Ozimek
Całujemy się od milionów lat! Wskazują na to badania DNA
(KGB) na podst. Radio Zet
Fajbusiewicz wraca do spraw sprzed lat. Zamordowali, bo potrzebowali forsy na telefony
Michał Fajbusiewicz
Świat/Peryskop
The show must go on! Niepewny, lecz pełen nadziei nowy rok w Paryżu
Leszek Turkiewicz
Hymny narodów świata. Pernambuco
Henryk Martenka
Gdy opada maska. Japońskie podejście do jedzenia
Dominika Giordano
Kasynowa potęga. Rumunia wiedzie hazardowy prym
(ChS) na podst. Libertatea (www.libertatea.ro)
Tyrać jak hiszpański kelner. To oni są filarem gospodarki
Michał Kurowicki
Lifestyle/Zdrowie
Krzysztof Ibisz: energia i charyzma są ważniejsze niż garnitur
Krzysztof Pyzia
Nie pytaj bota o raka! Sztuczna inteligencja to nie lekarz
Wybrała i oprac. E.W. „Gazeta Wyborcza”, „Pacjenci traktują chatboty jak lekarzy. Czy AI ich zastąpi?”
Medytacja zamiast hantli. Nowy trend w walce ze stresem
A.M.
Zagrożenie antybiotykoopornością. Cicha pandemia XXI wieku
Andrzej Marciniak
Pan Jan. Nowicki w książce Aleksandry Szkarłat
Henryk Martenka
Angorka - nie tylko dla dzieci...