Ale nadchodził rok 1981… Tamtego lata wyjechała na bezpłatny urlop do Francji. Gdy wybuchł stan wojenny, zachęcona przez Polańskiego kupiła bilet do Stanów. Chciała przedłużyć wakacje. „Przyjechałam na trzy miesiące, na wizie turystycznej. W Nowym Jorku miałam dwie przyjaciółki, u jednej z nich się zatrzymałam. Po angielsku umiałam powiedzieć tylko dzień dobry, cześć, do widzenia i dziękuję. Było mi ciężko…” – wspominała Pacuła w prasowym wywiadzie. Aktualnych wspomnień, wypowiedzi, komentarzy w książce Marty Górnej nie ma, bo jej bohaterka zwyczajnie… nie zgodziła się na spotkanie z autorką, naczelną pacułolożką kraju, jak sama się tytułuje. Byłaby to zatem
biografia niechciana?
Z biernym oporem autorka styka się nie raz, nie dwa. „Z wahaniem, wycofywaniem się i autocenzurą spotykam się w czasie pracy nad książką wielokrotnie. O Pacule opowiedziało mi jednak prawie sto osób – z Hollywood, Australii, Włoch i z Polski. Choć w ojczyźnie aktorki mówiły zdecydowanie mniej chętnie. O Pacule rozmawiać jest tu, mam wrażenie, niewygodnie. Stała się symbolem przerostu ambicji. Mówić o niej dobrze to mówić przeciwko opinii ogółu. Zresztą, kto mówi o niej dobrze?”. Tomasz Raczek, pytany przez biografkę Pacuły, „czy aktorkę spotyka w Polsce ostracyzm”, kręci głową i mówi, że „coś znacznie gorszego. Niebyt”.
Pacuła, która weszła do Hollywood nie tylko z drzwiami, ale i z framugą, zwróciła na siebie uwagę rolą Iriny w głośnym filmie „Park Gorkiego” (1983), opartym na powieści Martina Cruza Smitha. Słowianka o charakterystycznej urodzie i silnym obcym akcencie zagrała tę rolę w czasach, kiedy w Ameryce wybuchło zainteresowanie Europą Wschodnią, Związkiem Radzieckim i żelazną kurtyną. Michael Apted, reżyser filmu, kogoś takiego szukał, a Polański zarekomendował Pacułę, bo znał jej warszawskie osiągnięcia. (Notabene, Polański dał Pacule wiele kontaktów w Ameryce, ale jeszcze zanim dojechała do Hollywood, zgubiła czy jej skradziono paszport i notes ze wszystkimi telefonami).
Subskrybuj