R E K L A M A
R E K L A M A

„Centrum świata”. Zwycięski tekst Konkursu Literackiego

Już po raz szósty zorganizowałem Konkurs Literacki dla uczniów szkół ponadpodstawowych – zawsze związany z Patronem Roku.

Zuzanna Łuczmańska, zdjęcie pochodzi od organizatora konkursu

26 września 2025 roku Sejm zdecydował, że ROK 2026 BĘDZIE ROKIEM POLSKIEGO RADIA, zatem temat tegorocznego konkursu brzmiał: „POLSKIE RADIO INSPIRUJE…”. Bo POLSKIE RADIO ma sto lat! W niedzielę 18 kwietnia 1926 roku o godzinie 17 padły w eterze historyczne słowa spikerki Janiny Sztompkówny: „Halo, halo, Polskie Radio. Fala 480 metrów”. W pierwszej audycji zaprezentowano muzykę Fryderyka Chopina. Zwycięzcami konkursu zostali: Zuzanna Łaczmańska i Aleksander Korzybski. Oboje otrzymali główne nagrody – 2026 złotych. Po raz pierwszy przyznano dwie równorzędne nagrody za pierwsze miejsce. Przed dwoma tygodniami opublikowaliśmy pracę Aleksandra Korzybskiego. Teraz zamieszczamy fragmenty pracy „Centrum świata”. Jej autorką (pod kierunkiem Edyty Morskiej) jest Zuzanna Łaczmańska z XII Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego we Wrocławiu. 

***

Centrum świata (Fragment nagrodzonej pracy)

Wybija godzina 17. Przez ulice Warszawy przetacza się kurz, wznoszony przez auta stojące w irytującym bezruchu na środku co drugiego skrzyżowania, oraz rytm szarych kroków mieszkańców, którzy właśnie wyszli z pracy, lecz nie zdążyli dotrzeć jeszcze do własnych pojazdów.

Właściwie jest jedna osoba, jeden trybik w tej przerażającej, rytmicznie wystukującej takt życia miasta maszynie, o której pragnę wspomnieć. W autobusie siedzi nastoletni chłopak. Nie mówię o nim wcale dlatego, że jest osobą ciekawą i ambitną, ani dlatego, że nadaje się na głównego bohatera opowieści. Jest raczej uosobieniem przeciętności, tak typowej dla licealnej młodzieży w Wielkim Mieście XXI wieku.

Co jednak dzieje się z naszym bohaterem? Aktualnie wpatruje się on tępym wzrokiem w harmider pracowników opuszczających wieżowce. Nie rusza się on ani o centymetr, niewzruszony aurą smutku i zmęczenia, wypływającą z wpatrzonych w ekrany telefonów, otaczających go twarzy.

Szczerze powiedziawszy, jego uparta postawa ignoranta jest w pewien sposób imponująca. Chłopak decyduje się na ruch dopiero, zauważając, że ludzi wokół niego ubywa, a przystanek, na którym ma wysiąść, zbliża się nieubłaganie. Po wyjściu z pojazdu udaje się do mieszkania pod numerem 27.

Zepsuty dzwonek do drzwi wydaje chrzęszczący odgłos. Drzwi otwierają się, nareszcie ukazując radosną twarz, o której pisać jest znacznie przyjemniej – twarz babci chłopaka.

– Dzień dobry, dzień dobry. Jak miło, Janku, że udało ci się do mnie wpaść!

Wraz z każdym wypowiedzianym słowem twarz kobiety coraz bardziej rozpromienia się, do tego stopnia, że słysząc „wpaść”, Janek odnosi wrażenie, jakby cała klatka schodowa oświetlona była wyłącznie jej obecnością. Po krótkim przywitaniu chłopak przekracza próg mistycznego mieszkania babci, tego samego, w którym ledwie dekadę temu strugane w drewnie pociągi, należące wcześniej do jego ojca, ożywały i zaczynały jeździć wedle własnych rozkładów. Tego samego, w którym ołowiani żołnierze toczyli zacięte bitwy, nieraz kryjąc się za licznymi, rozstawionymi w kątach salonu doniczkami. Janek wstępuje do tego samego pomieszczenia, w którym mieszka wspomnienie pojawiających się na stole, po wyczerpującym dniu pełnym zabawy, delicji i rarytasów, parujących na tle zachodzącego słońca przy akompaniamencie szumiącego radia – prawdziwej i jedynej stacji łączności ze światem fantazji.

W tym mieszkaniu nic tak właściwie się nie zmienia – rośliny doniczkowe wciąż stoją w kątach salonu, którego epicentrum stanowi stare pianino – poza tym że z każdym rokiem ubywa z niego trochę magii.

– Dawno cię u mnie nie było. To ze względu na szkołę, twoje pasje czy może Przyjaciół…? – babcia nareszcie podejmuje jakiś temat po dwóch minutach siedzenia w ciszy.

– Wiesz, no, jak jest. Sporo nauki, czasem miło też wyjść z kimś się spotkać. Jakby, gdybym miał więcej czasu, na pewno częściej bym cię odwiedzał.

– Przykro mi ze względu na to, że jesteś zmuszony żyć w niedoczasie. Chciałam ci jednak coś zaproponować, właściwie to dlatego zaprosiłam cię tutaj. Mam nadzieję, że znajdziesz na to moment pomimo wielości zajęć.

– Co… co to za propozycja?

– Być może pamiętasz, jak w dzieciństwie opowiadałam ci co nieco o mojej dawnej karierze.

– Faktycznie, babcia była kiedyś pianistką.

– Pokazywałam ci moje dyplomy, zdjęcia, słuchaliśmy razem muzyki, którą zdarzało mi się grywać. Czasem nawet sama siadałam do instrumentu. W przyszłym miesiącu odbędzie się międzynarodowy konkurs pianistyczny i zostałam z tej okazji zaproszona do poprowadzenia audycji radiowej o tej tematyce. Po skonsultowaniu się z kierownictwem doszłam jednak do wniosku, że powinna ona poruszać nie tylko kwestię historii, tego, jak muzyka wyglądała kiedyś, ale i współczesności. Chciałbyś razem ze mną wystąpić na antenie? – pyta wreszcie kobieta, uśmiechając się życzliwie.

– Babciu, to naprawdę fajnie, że mi proponujesz, ale – Janek waha się, jakby szukając odpowiedniego określenia – ja w tej audycji i tak raczej nie powiem nic mądrego.

Chłopak zwiesza głowę. Czuje, jak krew napływa mu do twarzy, jak zaczyna się niekontrolowanie pocić.

– Ja nie pamiętam za dużo z tego, co mi mówiłaś. W sumie to nie pamiętam nic. Jak byłem mały, najbardziej interesowały mnie ołowiane żołnierzyki i drewniane pociągi po tacie, jakoś tak umknęły mi te inne rzeczy. No i ja też nie słucham takiej muzyki jak ty. Wyrosłem z tego i… chyba lepiej, żebym sobie odpuścił.

Wywód kończy cierpkim uśmiechem.

– Odnoszę wrażenie, mój drogi, że odrobinę źle się zrozumieliśmy. Wcześniejsze pytanie sformułowałam z czystej grzeczności, wiedz jednak, że ustaliłam już wszystko z twoimi rodzicami. Uważają, że to dobra okazja, aby cię nieco ukulturalnić i nauczyć odpowiedzialności za własne słowa. Dlatego też zaraz ustalimy szczegóły.

Dzieje się to samo, co prawie zawsze w towarzystwie babci Ani. Janek nie jest w stanie jej odmówić, dlatego potulnie kiwa głową.

Po skończonym posiłku babcia wychodzi z kuchni i zaczyna krzątać się po domu, rozrzucając wszędzie różnorakie papiery oraz kolorowe teczki. Kurz wznosi się w świetle zachodzącego słońca, po czym umyka gdzieś w ciemne zakątki mieszkania, zabierając ze sobą wspomnienia, które przez lata przechowywał wspólnie z oblepionymi przez siebie kartkami. Babcia siada wreszcie przy stole i kładzie na nim zebraną przed chwilą dokumentację swojej muzycznej młodości.

– Tematem naszej audycji będzie muzyka Chopina. Myślę, że wybrali mnie do jej poprowadzenia ze względu na to, że swego czasu grałam na konkursach tylko jego utwory.

Janek sięga po leżące przed nim papiery. Dotyka zniszczonych, pokreślonych przez babcię nut i starych książek o kompozytorach. Wreszcie trafia na wstępny plan wypowiedzi radiowej. Kluczy wzrokiem między skreślonymi niedbale wyrazami, aż dostrzega datę wydarzenia…

– Ta audycja jest w przyszłym tygodniu!

– Zgadza się, nie wspominałam ci?

– Mówiłaś, że ten konkurs będzie za miesiąc!

– Ależ tak, ale nasze wystąpienie ma go poprzedzać. Rozchmurz się trochę. Z pewnością zdążysz przygotować się do tego czasu. Weź te dokumenty do domu i tam spokojnie je przejrzyj; może uda ci się znaleźć coś ciekawego, zaczerpnąć jakiejś inspiracji.

Babcia mruga okiem, wręczając chłopakowi teczkę pełną najróżniejszych papierów zebranych ze stołu. On dziękuje jej serdecznie za obiad oraz miłą wizytę (podczas gdy w myślach rzuca bluzgami), po czym wychodzi z kąpiącego się w ostatnich promieniach słońca mieszkania i kieruje kroki na autobus. Nieznośne myśli pochłaniają go tak doszczętnie, że ledwie orientuje się, gdy przestępuje próg własnego domu.

§

Musiał minąć kolejny, wyjątkowo przeciętny dzień w życiu Janka, aby zdecydował się on wreszcie na dokładniejsze obejrzenie zawartości otrzymanej teczki. Chłopak najpierw włącza stary odtwarzacz i wkłada do niego płytę z muzyką Chopina, którą nagrała mu niegdyś babcia. Jeszcze nigdy jej nie słuchał.

„Kiedy, jak nie teraz?” – myśli, skupiając się przez chwilę na molowej melodii pierwszych, delikatnie wyśpiewywanych przez pianino dźwięków. Przy tym akompaniamencie bierze do rąk plik kartek, duszących się od wczoraj w kącie jego pokoju. Dostrzega znany już sobie, wstępny plan audycji zapisany przez babcię Anię, następnie wyciąga kilka stron, na których znajduje się szczegółowa biografia kompozytora. Dalej sporo nut na pożółkłych kartkach. Gdzieś ze środka sterty dokumentów na kolana bohatera wypada coś zupełnie nowego i innego: kilka stron zszytych ze sobą nicią, tworzących niewielki zeszyt. Gdy Janek otwiera pierwszą stronę, czuje zapach starego papieru i dotyka jego chropowatej struktury. Wreszcie skupia się na równych, pochyłych literach, gęsto zapisanych starannym pismem i zaczyna czytać…

18 marca roku 1926.

Słowem wstępu: Mam na imię Antek, mam 16 lat i postanowiłem, że zacznę w końcu spisywać swoje przemyślenia w jednym miejscu. Moim najważniejszym zainteresowaniem od jakiegoś czasu jest muzyka. W naszym mieszkaniu stoi pianino. Parę miesięcy temu ubłagałem rodziców, by zapisali mnie na lekcje gry. Od tamtej pory niezmiennie ćwiczę każdego dnia, a raz w tygodniu biorę udział w zajęciach z instrumentu. Równie chętnie słucham muzyki, którą puszcza mi mama. Muzyki Chopina. Mam nadzieję, że pewnego dnia będę w stanie zagrać któryś z tak lubianych przeze mnie utworów. Póki co pozostają mi jednak tylko cierpliwe ćwiczenia, a także moje ukochane spacery muzyczne po Warszawie. To one są zresztą właściwym powodem, dla którego zdecydowałem się na założenie tego dzienniczka. Od jakiegoś czasu uwielbiam to robić: w trakcie słuchania jakiegoś utworu w domu z nagrania wynotowuję sobie wszystkie emocje, przesłania, które mnie uderzają. Następnie wybieram się na przechadzkę, podczas której w otaczającym mnie świecie próbuję znajdować punkty wspólne z muzyką. Ten prowizoryczny zeszyt chciałbym poświęcić właśnie moim przemyśleniom z tych spacerów.

Janek zamyka powoli zeszyt, przyswajając zamieszczone w dzienniku informacje.

„Antek. Był w moim wieku, gdy to pisał. Czy był do mnie podobny? Dlaczego babcia przechowuje jego zapiski? Przecież one pochodzą sprzed stu lat!”.

Po chwili jednak dochodzi do zupełnie innych konkluzji, w jego sytuacji zresztą znacznie bardziej adekwatnych.

„Skoro mam razem z babcią wziąć udział w audycji o Chopinie, chyba muszę trochę bardziej zrozumieć tę jego muzykę. Mógłbym wykorzystać do tego ten zeszyt. Posłużę się przemyśleniami Antka, a dodatkowo może sam spróbuję w taki sposób jak on posłuchać tych utworów… Oby mi to pomogło, bo do audycji zostało parę dni”.

§

Kolejny dzień licealnej nauki był równie nużący, jak jest zazwyczaj. Jednak w głosie Janka podczas wszystkich lekcji usłyszeć można było cichą nutę ekscytacji, wywołanej planowanym po powrocie ze szkoły muzycznym spacerem. Wróciwszy do domu, Janek w pośpiechu zjada podgrzany w mikrofalówce zeschnięty makaron, chwyta dziennik Antka, długopis, wyrwaną z zeszytu od matematyki kartkę, słuchawki i stary odtwarzacz z płytą nagraną przez babcię wewnątrz. Chłopak wychodzi z domu i kieruje się do osiedlowego parku, gdzie na ławce rozkłada zabrane przed chwilą przedmioty, po czym na niej siada. W pierwszej kolejności, oczywiście, bierze do rąk stuletni pamiętnik.

29 marca roku 1926

Dziś wysłuchałem pierwszego z utworów, jaki znalazłem na naszych domowych płytach szelakowych (wybrałem tę z czerwonego opakowania). Urzekła mnie początkowa delikatność nut pianina, która z czasem przerodziła się w niepokój i w tęsknotę, połączone wciąż tym samym, nieznacznie zmieniającym się motywem muzycznym. Ten ostatecznie zapewnił mi spokój, wracając do pierwotnej delikatności. Gdy wyszedłem na spacer, skierowałem kroki do parku obok naszego mieszkania. Tam ujrzałem promienie słoneczne muskające liście, przez które przezierały. Pod nimi kształtował się zielony, zarośnięty niekoszonymi od lat krzakami, gąszcz. W gałęzie zaplątał się mały wróbelek, przypominający mi moment trudnych emocji w utworze. Dopiero gdy wyrwał się z pędów, dojrzałem wybuchające słodkim zapachem pierwsze wiosenne kwiaty, budzące się w ziemi robactwo, ptaki wyśpiewujące zbliżone do Chopinowskich melodie wśród rosnących liści.

Włóczyłem się tak przez niespełna godzinę, z każdą chwilą coraz bardziej rozumiejąc geniusz świata, który tak pięknie może obrazować muzyka. Potem musiałem wracać na lekcję pianina…

Janek, oczarowany opisem Antka, podłącza słuchawki do odtwarzacza. Pierwszy z utworów na płycie właśnie się rozpoczyna. Jednak, ku zaskoczeniu chłopaka, muzyka nie przenosi go w stan metafizyczny. Nie dostrzega on wcale żadnych emocji, uniesień i innych, wymienionych w pamiętniku kwestii. Mieszanka dźwięków, choć brzmi ładnie, wydaje się niezrozumiała i… nudna. Dopiero po upływie minuty Janek włącza utwór od nowa, tym razem starając się wyłapać chociaż jeden szczegół – wskazówkę, którą posłuży się w rozszyfrowywaniu dzieła Chopina. Nadal większość zabiegów kompozytora zdaje się chłopakowi całkowicie niezrozumiała. Jednak udaje mu się uczepić jednego, powtarzającego się wciąż wrażenia. Jest to błogość, ale nieskupiona wcale na całkowitej przyjemności. W tym przypadku łączy się ona z niepewnością i nadzieją. Twarz Janka na moment rozjaśnia się, gdy otwiera on oczy i zaczyna rozumieć, że każdy człowiek maszerujący promenadą, obok której znajduje się ławka, pragnie tego właśnie odczucia, tych emocji, doznać. Przekonuje go o tym szum drzew kołysanych wiatrem. Mówi o tym piach wznoszący się chmurką za krokami przechodniów. Myślą o tym gołębie wydziobujące coś z trawnika.

Chłopak ma ochotę wstać i zacząć krzyczeć okrzykiem przyjaznym i radosnym, tak rzadko już teraz spotykanym. Chce przekonać każdego spacerowicza, że błogości nie przynosi wcale skrajne zadowolenie. Przecież ona mieszka w zmieszaniu i niepokoju – emocjach, w których rodzi się nadzieja!

„Chyba czas już wracać” – mruczy pod nosem Janek po upływie kilkunastu minut, podnosząc się z ławki.

§

Stwierdzenie, że kolejne dni były dla Janka jednymi z najbardziej niesamowitych chwil ostatnich lat, jest ogromnym uproszczeniem. Chłopak zakochał się w tym niespotykanym stanie, w jaki wprowadzają go utwory Chopina. Zaczął chodzić na spacery muzyczne każdego dnia, rozsmakowując się w dźwiękach i otaczającej go rzeczywistości. Choć nie chciał się do tego przed nikim przyznać, czuł się niezmiernie szczęśliwy. Ostatni raz taka błogość nawiedziła go, gdy bawił się drewnianymi pociągami w mieszkaniu babci przy włączonym starym, szumiącym radiu.

Wszędzie nosi ze sobą dzienniczek Antka, w wolnych chwilach notując własne odczucia na luźno wetkniętych między strony czystych kartkach. Nawet rodzice chłopaka zauważyli jakąś zmianę w jego zachowaniu.

§

Janek siedzi na rogu swojego łóżka i nerwowo obgryza paznokcie. Nadszedł dzień audycji radiowej. Nie ma co ukrywać – chłopak jest przerażony. Niemal wybiega z domu. Szybkim krokiem kieruje się na przystanek autobusowy, chcąc dostać się do centrum. Czeka kilka minut na sapiący pojazd. Zajmuje w nim puste siedzenie na podwyższeniu. Tam wyciąga z plecaka pamiętnik Antka i pogrąża się w lekturze przedostatniego wpisu w nim umieszczonego.

15 kwietnia roku 1926

Dziś wybrałem się na muzyczny spacer po warszawskim Rynku. Zaczynając jednak od początku; zapoznałem się z naszą ostatnią płytą szelakową z muzyką Chopina. Słuchając utworu, szczególnie zwróciłem uwagę na lęk, przed którym nieustannie każdy próbuje uciec. Ciągłe zmiany w dynamice i tempie stworzyły nieco chaotyczną całość. Ta jednak znakomicie oddała uczucia, przynajmniej tak mi się zdaje. Dlatego też w mijających mnie dzisiaj ludziach szukałem przede wszystkim oznak tego przemożnego strachu, który tak łatwo dostrzec w oczach i drobnych gestach. Weźmy na przykład taką panią w długim, czarnym płaszczu…

§

Janek zatrzymuje się przed wejściem do wieżowca. Bierze głęboki wdech i rozgląda się wkoło. Rozdrażnieni ludzie mijają go, łapiąc nieświadomie zdradliwe promienie wiosennego słońca. Drzewa szumią, pozdrawiając chłopaka, który zatrzymuje się na moment w czasie i przestrzeni. Niemal widzi już dziwaczne zwierzęta, które uciekły jakimś sposobem z mieszkania babci Ani, a teraz kryją się za budynkami i między liśćmi zasadzonych w środku miasta drzew. Prawie słyszy wołanie barbarzyńców ukrywających się przed armią ołowianych żołnierzy, którzy przyjechać mają lada chwila drewnianym pociągiem o kapryśnym rozkładzie jazdy. Jeszcze moment, a do jego uszu dotrą ciche dźwięki pianina akompaniowane przez szumiące radio. Jankowi nie udaje się jednak doczekać tej chwili, zamiast tego otwiera drzwi i wchodzi do budynku.

Nie wie jednak nadal, co kryło się w ostatnim wpisie w dzienniku.

Może gdyby go przeczytał lub gdyby był bardziej spostrzegawczy, dowiedziałby się, że równo sto lat wcześniej, 18 kwietnia, jego prapradziadek – Antek – także stał przed siedzibą radia. Może zrozumiałby, że chłopak z tajemniczego zeszytu czekał wówczas z kwiatami na swoją mamę, która miała za chwilę poprowadzić historyczną audycję o muzyce Chopina.

§

„Tak, to zawsze było centrum mojego świata. Pianino babci i szumiące radio, które na nim stoi” – myśli nasz bohater, wchodząc na antenę. Wybija godzina 17.  

2026-07-06

Tomasz Zimoch


Wiadomości
Zakaz telefonów w szkołach. Czy państwo wyręcza rodziców?
4bs
Ja, naród! [FELIETON MARTENKI]
Henryk Martenka
Podaliśmy wszystko Rosji na tacy. Rozmowa z KAFIREM
Krzysztof Pyzia
Społeczeństwo
„Centrum świata”. Zwycięski tekst Konkursu Literackiego
Tomasz Zimoch
Robert Lewandowski piłkarzem Chicago Fire! Nowy rozdział kariery
MW na podst.: Chicago Tribune, chicago.suntimes.com, chicagofirefc.com
Artysta, ogrodnik i fotograf. Nieznane oblicze Jerzego Kryszaka
Tomasz Barański
Świat/Peryskop
Wenezuela po trzęsieniu ziemi. Rośnie chaos i rozpacz
Michał Kurowicki na podst. mediów wenezuelskich: Ultimas Noticias, El Universal oraz postów z portalu X
250 lat Deklaracji Niepodległości. USA świętują w cieniu podziałów
Magda Sawczuk
Panteon Narodowy. Kontrowersyjna świątynia pamięci dla Ukrainy
Cezary Goliński na podst.: uinp.gov.ua, tsn.ua, suspilne.media, unian.ua, focus.ua
Lifestyle/Zdrowie
Co dziesiąta kobieta po 40. rezygnuje z aktywności fizycznej
A.M.
Jak wschody i zachody słońca wpływają na zdrowie? Zaskakujące wyniki badań
A.M. na podst. BBC Health
Janowo. Ponad 90 wydarzeń kulturalnych do końca wakacji
Angorka - nie tylko dla dzieci...
Nakrętki zostają z butelką, ale śmieci nie znikają
A.P. opr. na podst. www.rmf24.pl
Otworzyć opakowanie czy nie przed zakupem? Oto zasady
M.K. opr. na podst. www.radiozet.pl
Żywe kosiarki na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Owce dbają o wzgórza
M.K. opr. na podst. www.zielona.interia.pl