Za rozpowszechnianie treści przedstawiających popełnienie czynu zabronionego zagrożonego karą więzienia i pozorowanie popełnienia takiego czynu, w tym znęcanie się nad zwierzętami i poniżające traktowanie innej osoby, nawet za jej zgodą, sąd będzie mógł skazać na trzy lata więzienia. Tylko posłowie Konfederacji Korony Polskiej i Konfederacji, bez Krzysztofa Bosaka, który się wstrzymał, Tomasz Rzymkowski z Demokracji Bezpośredniej i Janusz Kowalski byli przeciw temu głośnemu projektowi. Wielu polityków przy okazji głosowania po cichu mówiło, że czasem to, co dzieje się w Izbie, też przypomina patostreaming.
Jak z tym walczyć?
W ustawie nie stworzono definicji tego zjawiska. Pochodzące od angielskiego słowa stream, czyli strumień i polskiego patologia pojęcie to plaga internetu. Wielu głodnych rozgłosu i przede wszystkim pieniędzy sieciowych „twórców” przekraczało wszelkie dopuszczalne granice przyzwoitości, publikując transmisje z pobić, libacji, molestowania czy znęcania się. Często ich ofiarami padali bliscy lub osoby o ograniczonej zdolności oceny sytuacji. Wielokrotnie służby nie były w stanie skutecznie ścigać tych przestępców, bo brakowało zgłoszeń lub zeznań pokrzywdzonych. Narażeni na fatalne skutki takich publikacji byli też młodzi ludzie, często nawet dzieci, które mają dostęp do internetu. Według badań większość rodziców nie ma świadomości, że ich pociechy oglądają takie transmisje. Miliony wyświetleń przekładają się na realne zyski, a chęć zarobku popychała tzw. patostreamerów do przekraczania kolejnych granic.
Subskrybuj