W Wielkiej Brytanii z leków wspomagających odchudzanie korzysta już ponad dwa miliony osób. Najpopularniejsze preparaty imitują działanie hormonu GLP-1, który reguluje uczucie głodu i sytości. Efekt widać na paragonach. Z badania Worldpanel by Numerator wynika, że brytyjskie gospodarstwa domowe, w których przynajmniej jedna osoba stosuje lek, wydają rocznie średnio o 418 funtów mniej na artykuły spożywcze niż pozostałe rodziny. W skali kraju oznacza to zmniejszenie zakupów żywności mniej więcej o 780 mln funtów. Nie chodzi jednak wyłącznie o to, że ludzie kupują mniej.
Zmienia się także zawartość ich koszyków. Spada zainteresowanie czekoladą, ciastkami, świeżymi wypiekami, słonymi przekąskami i alkoholem. Rośnie natomiast sprzedaż owoców, jogurtów, świeżych soków, koktajli oraz produktów bogatych w białko, na przykład krewetek. Podobne wnioski przyniosło badanie Cornell University w Stanach Zjednoczonych. W ciągu sześciu miesięcy od rozpoczęcia terapii wydatki na żywność spadały tam średnio o 5 proc., a w zamożniejszych gospodarstwach nawet o 8 proc. Największe ograniczenia dotyczyły wysokokalorycznych produktów przetworzonych. Mniejsze były również wydatki w barach szybkiej obsługi i kawiarniach. Zaskakujące zmiany zachodzą jednak także w drogeriach.
Osoby przyjmujące GLP-1 częściej kupują gumy do żucia, płyny do płukania ust, kosmetyki do stylizacji włosów i farby. Może to być związane z próbami łagodzenia skutków ubocznych terapii, takich jak suchość w ustach, nieświeży oddech czy przerzedzanie się włosów. Wydatki przenoszą się również do sklepów odzieżowych – wraz ze spadkiem masy ciała dotychczasowa garderoba staje się za duża. Zmiany odczuwają restauracje. Prawie dwie trzecie badanych użytkowników zastrzyków przyznaje, że ograniczyło posiłki poza domem. Klienci oczekują mniejszych porcji, lżejszych potraw i specjalnych propozycji dostosowanych do osób stosujących GLP-1.