W czwartek 19 marca w Wilnie było już ciemno, kiedy przed ambasadę USA na Litwie podjechał bus. Ze środka zaczęli powoli, jakby ostrożnie, wysiadać ludzie, którzy jeszcze tego samego dnia odbywali wyroki w białoruskich koloniach karnych. Wymizerowani, o poszarzałych twarzach i chyba wciąż równie oszołomieni, jak szczęśliwi. Z oczekującymi na nich dziennikarzami zgodziło się porozmawiać tylko kilku z piętnastu pasażerów, których reżim Alaksandra Łukaszenki uznał za „najgroźniejszych” i po uwolnieniu przekazał Amerykanom, by natychmiast wywieźli ich z kraju.
Subskrybuj