Agent Tomek zeznaje. Co skłoniło Kaczmarka do takiego kroku?

Jak to się stało, że słynny pogromca łapowników, z posłanką Sawicką na czele, przeszedł na drugą stronę i w prokuraturze składa zeznania obciążające swoich byłych mocodawców z PiS oraz dziennikarzy z zaprzyjaźnionych z tą partią mediów? Na dodatek chce zostać świadkiem koronnym w śledztwie przeciwko nim?

Rys. Tomasz Wilczkiewicz

Urodzony w 1976 roku we Wrocławiu Tomasz Kaczmarek początkowo pasjonował się sportem, startował w zawodach pływackich. W 1995 roku postanowił wstąpić do policji, co nie przeszkodziło mu w studiach, które ukończył w 2002 roku, uzyskując dyplom magistra socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego. Zapewne nie socjologia, ale psychologia mogłaby być jego pasją, bo odkrył w sobie umiejętności podchodzenia ludzi. Został agentem, tzw. przykrywkowcem, który udając kogoś innego, demaskuje niecne czyny przestępców.

Dziwnym trafem rekrutujących się z przeciwników politycznych PiS. Świetnie się zatem nadawał na funkcjonariusza Centralnego Biura Śledczego, powstałego w 2006 roku. Tam właśnie realizował akcje, które odbiły się szerokim echem w mediach. Te inne działania „agenta Tomka”, jak go nazywano w mediach, przysporzyły mu wdzięczności szefostwa CBA. Mariusz Kamiński wręcz nazywał go „perłą agentów”. W swojej pracy mógł dysponować luksusowymi samochodami i mieszkaniami, drogimi ciuchami i dużymi sumami pieniędzy.

Jego najsłynniejszą „ofiarą” była posłanka Platformy Obywatelskiej Beata Sawicka, którą, jak mu później zarzucano, zmanipulował i uwiódł, skłaniając do wręczenia łapówki. Manewr zrealizowany i nagłośniony w mediach tuż przed wyborami nie przyniósł jednak zwycięstwa PiS-owi. Wyborcy zapamiętali tylko płaczącą przed kamerami telewizyjnymi kobietę.

Miał też na celowniku Weronikę Marczuk, celebrytkę związaną z TVN. W tym przypadku, jak ujawnił niedawno w „Gazecie Wyborczej”, „chodziło o to, by zebrać na nich haki, oczernić, zniszczyć i pokazać, jaki TVN jest zły”. Inna głośna akcja to próba udowodnienia, że Aleksander i Jolanta Kwaśniewscy są właścicielami zakupionej poprzez podstawioną osobę willi w Kazimierzu Dolnym, która nie znalazła się w ich oświadczeniach majątkowych. Udawał nawet kupca zainteresowanego nabyciem nieruchomości. Śledztwo jednak nie dało pożądanych efektów i w rezultacie zostało umorzone w 2010 roku. Wtedy to Tomasz Kaczmarek opuścił służbę państwową.

Na emeryturze założył firmę i zajął się polityką, uzyskując mandat poselski z poparcia Prawa i Sprawiedliwości. Musiał się go zrzec po niejasnościach dotyczących finansów fundacji prowadzonej przez jego żonę. Po latach, jak sam mówi, postanowił odkupić swoje winy. Opowiedział o tym Wojciechowi Czuchnowskiemu z „Gazety Wyborczej”: Na pewnym etapie życia nastąpiła u mnie przemiana wewnętrzna. Zrozumiałem, co zrobiłem, że zniszczyłem życie niewinnych ludzi, że niszczono tych ludzi moimi rękami jedynie w imię tego, aby PiS miał władzę.

Po raz pierwszy zgłosił się do prokuratury w Katowicach w 2019 roku. Złożył tam zeznania, w których obciążał swoich byłych szefów, ministra spraw wewnętrznych Mariusza Kamińskiego i zastępcę Macieja Wąsika, odpowiedzialnością za nielegalne działania w stosunku do Kwaśniewskich. Twierdził, że kazali mu fałszować dokumenty obciążające byłego prezydenta i jego żonę. Jednak jego ówczesne starania nie znalazły ciągu dalszego. Jak mówi w „GW”: Wtedy się nie udało, sprawie ukręcono łeb. Kolejną próbę podjął już po wyborach 15 listopada br., kiedy zgłosił się do olsztyńskiej prokuratury, gdzie złożył również wniosek o nadanie mu statusu świadka koronnego.

Tym razem swoje oskarżenia rozciągnął na dziennikarzy mediów, sprzyjających dotychczasowej władzy. Twierdzi, że szefowie tajnych służb przekazywali, również za jego pośrednictwem, tajne dokumenty m.in. Dorocie Kani, Samuelowi Pereirze i Cezaremu Gmyzowi.

Ujawnił w rozmowie, że w latach 2007 – 2015, kiedy PiS był w opozycji, lojalni wobec tej formacji agenci służb specjalnych dostarczali jego politykom tajne materiały, które mogły być przez nich wykorzystywane w kampaniach medialnych wobec rządu PO-PSL, zarówno w interpelacjach poselskich, jak i w artykułach zamieszczanych np. w „Gazecie Polskiej”.

Między innymi w 2013 roku posłowie PiS otrzymali materiały operacyjne o kryptonimach „Kineret” i „Tower”, dotyczące polityka PSL Zenona Kosiniaka- Kamysza, podsekretarza stanu w MON w latach 2008 – 2009, stryja Władysława Kosiniaka-Kamysza, lidera PSL, mające dowodzić, że przyjął on łapówkę.

Kaczmarek zapewnia, że zabezpieczył na to dowody. – Jestem gotowy przekazać źródłowy materiał, który mam w bezpiecznym miejscu. Kaczmarek opowiada, że gdy był posłem, w jego warszawskim mieszkaniu Mariusz Kamiński spotykał się z oficerami policji, którzy dostarczali mu materiały obciążające m.in. komendanta głównego. Mógł je wykorzystywać w swojej pracy poselskiej. Docierały też do mediów.

Zdradził, jak można było fałszować notatki, jak choćby w sprawie Kwaśniewskich: Agent może jednak powiedzieć, że sprzęt nagrywający np. zepsuł się albo nie było warunków do nagrywania. Wtedy pisałem jedynie notatkę, w której dopisywałem słowa, jakich figurant nie wypowiedział, ale powinien powiedzieć, by sprawa się udała.

Do informacji agenta Tomka odnieśli się szybko wymienieni przez niego w wywiadzie pracownicy mediów. Dorota Kania, szefowa Polska Press, napisała w serwisie X (dawniej Twitter): Pan Tomasz Kaczmarek ma 24 godziny na odwołanie swoich kłamstw. Jeżeli tego nie zrobi, kieruję sprawę do sądu. Podobnie zareagował Cezary Gmyz, obecnie korespondent TVP w Berlinie: Korzystałem z informacji służb specjalnych, ale zawsze je weryfikowałem i sprawdzałem u źródła. Wymagałem tego również od swoich podwładnych.

Później opublikował jeszcze jeden wpis: Po konsultacji z prawnikami, ze względu na moje litościwe serce daję Tomaszowi Kaczmarkowi alias agentowi Tomkowi czas na odwołanie wszystkich jego łgarstw do jutra do godziny 20. Potem rozpętuję armagedon. Zapytany przez Onet, jak się odnosi do tych wpisów, Tomasz Kaczmarek stwierdził, że oświadczenie Gmyza nie jest niczym innym niż próbą wywarcia wpływu na świadka, a groźbę „rozpętania armagedonu” odbieram zaś jako zagrożenie dla mojego życia i zdrowia, co dodatkowo argumentuje konieczność objęcia mnie instytucją świadka koronnego. Przypominam bowiem, że pan Gmyz ma powiązania ze służbami specjalnymi i obawiam się, że wykorzysta je do szeroko rozumianej zemsty.

Również w Onecie Tomasz Kaczmarek rozszerzył swoje sensacje, twierdząc, że o procederze łamania prawa przez Kamińskiego i Wąsika wiedział także prezes PiS Jarosław Kaczyński: Razem z Kamińskim brałem udział w rozmowach z prezesem Kaczyńskim. Pamiętam, że na pewno rozmawialiśmy z nim na temat „willi Kwaśniewskich”. Kamiński na tych rozmowach zawsze z podkulonym ogonem robił wszystko, by zadowolić prezesa. 

2023-11-28

Opr. AB


Wiadomości
Choroba Zbigniewa Ziobry. Rokowania są bardzo złe
Angora
Społeczeństwo
Świat/Peryskop
Lifestyle/Zdrowie
Angorka