Nominatów jest kilku, ale męczy mnie i nudzi nadmiar szubrawców. Co za przyjemność spośród wieprzów wybierać najbardziej uświnionego? Co za frajda w jego promowaniu? Po raz ostatni więc sięgam do notatek i wyliczam kandydatów do tytułu. Pierwszy to Bałtroczyk Piotr, konferansjer o wątrobie zrujnowanej bardziej niż Wolfsschanze, który moralną konwulsją zareagował na zaproszenie do Olsztyna
Tag: felieton
Dokąd my idziemy? [FELIETON MARTENKI]
Mocne wystąpienie Sikorskiego sprowokowało stare pytanie: Co osłabiło polityczny instynkt Tuska, że w prezydenckiej kampanii wyborczej postawił na Trzaskowskiego, a nie na Sikorskiego? Różnica jakościowa między nimi jest kolosalna. Szczególnie w czasach, które potrzebują przywódcy, a nie szarmanckiego popierdółki, a piszę to ja, który na Trzaskowskiego głosowałem, choć dalibóg na kogo innego mogłem?
Pokazywanie sobie przemocy [FELIETON OGÓRKA]
Przestępstw nie zauważają też przybysze: Wielu turystów z krajów zachodniej Europy zachwyca się w mediach społecznościowych, jak w Polsce jest spokojnie, czysto i bezpiecznie. Muszą przyjeżdżać tylko jacyś z wadą wzroku, bo inne dane rysują nam kraj szalejącej przemocy. Centrum Ochrony Praw Kobiet szacuje, że co trzecia kobieta doznała przemocy ze strony mężczyzny, a statystyki te wzrosły ostatnio w związku
Miś na miarę naszych możliwości [FELIETON MARTENKI]
Otóż tenże Mularczyk spotkał ambasadora Niemiec (jego wzrost i nazwisko są akurat bez znaczenia), i dał mu raport, aby ten nabył świadomość, że Polska ciągle oczekuje zapłaty za pięć lat wojny, okupacji i zniszczeń. Kwota nie jest mała: sześć bilionów dwieście miliardów sześćset dziewięć milionów złotych z groszami. Ambasador oczywiście raport zna, podobnie jak rząd
Potulni i powściągliwi [FELIETON OGÓRKA]
Może stąd wynika ta nasza cecha, że choć jesteśmy rogaci, to nie tak znów trudno nami rządzić, bo tak wiele znów nas nie drażni i również od państwa nie wymagamy jakiejś dyscypliny i karności. W zestawieniu z takimi Francuzami, którzy nie schodzą z ulic, protestujemy raczej słabo i anemicznie, i jesteśmy w tym dość potulni.
Społeczeństwo wynajęte przez państwo [FELIETON OGÓRKA]
Taki sposób ochrony ludności jest tylko ilustracją znacznie szerszego zjawiska w stosunkach społeczeństwo – państwo, które jakby wymieniły się rolami. Dawniej każdy członek społeczeństwa musiał błądzić i na własną rękę szukać sobie – raczej i tak nieistniejącego – miejsca schronienia, a teraz państwo poprowadzi go do niego za rączkę. To znaczny postęp. Tyle że kiedyś
Parada Niepodległości [FELIETON MARTENKI]
W tę konwencję hałasu, wrzasku i łamania przepisów wpisał się syn stadionu, dziecię ringu, Karol Nawrocki, który – jak zauważył politolog – zamiast przemówienia z wielkim krzykiem rzucił inwektywami wobec części Polaków. Nawrockiego sklęły w odwecie jakieś aktorki i skrytykowali liberalni publicyści, niemniej Święto Niepodległości stało się z woli prezydenta wydarzeniem niemal wojennym. I religijnym,
Czy Polski mamy dość czy za mało? [FELIETON OGÓRKA]
Minister aktywów państwowych ogłaszał tam mianowicie, że jednym z priorytetów jego czy całego rządu – już nie pamiętam z tego szoku – jest polonizacja polskiej gospodarki. Gdyby ktoś mnie o to zapytał, polonizacja gospodarki przyszłaby mi do głowy może dopiero drugiego dnia wymieniania i obstawiania priorytetów rządu, na pewno długo po ministrach Ziobrze i Żurku,
Nawet w oczy wiatr nie wieje [FELIETON OGÓRKA]
Tacie udało się wzbudzić we mnie dręczący respekt przed potęgą suwaka logarytmicznego, które to narzędzie zostało ostatnio bohaterem teleturnieju „Awantura o kasę” w kategorii dziwnych rzeczy: „Co to jest?!”. Przyznają Państwo, że postrach dzieciństwa, którego po latach nikt nawet nie rozpoznaje, to nieczęsta satysfakcja i triumf. Całą resztę tata nazywał „literaturą” i traktował lekceważąco, co
Płomyki pamięci [FELIETON MARTENKI]
Już jako chłopiec byłem namiętnym czytelnikiem miesięcznika „Morze”, „Miniatur Morskich” i książek Perepeczki, Pertka, Borchardta, później Baranowskiego… Ale przesądziła opinia matki, dla której z jakiegoś powodu ważna okazała się postać Danuty Walas-Kobylińskiej, pierwszej polskiej kapitan żeglugi wielkiej, od 1962 roku dowodzącej polskimi frachtowcami. „Kapitan w spódnicy” słyszałem w domu i była w tej nazwie wspólna