Wszystkim raczej zależy, aby ludzi ze zwykłej temperatury spoczynkowej 36,6 stopnia rozpalić – „do stu, do tysiąca, do miliona”, jak pisał Młynarski. Tym bardziej że w Polsce jest to zwykle słomiany ogień, który zapala się gwałtownie i zaraz sam gaśnie. To jeden z naszych podstawowych, akurat trafnych, autostereotypów.
W głębi duszy uważamy, że jesteśmy gorący, niemal południowcy, tylko zostawieni pod śniegiem. Konsekwentnie tego śniegu i mrozu wokół siebie próbujemy nie zauważać, a ostatnio dołączyli do tego nurtu aktywiści klimatyczni, tłumaczący nam, że jeśli nadchodzą mrozy, to dlatego, że się ociepliło. Żeby to była tylko kwestia czyjegoś przekonania! Ale przecież my już próbujemy żyć, jakby tu nastały jakieś tropiki, i nastawiając się ciągle na walkę z ociepleniem, wielu już zamarzło.
Subskrybuj