Gówniarzeria jest emanacją rodzimej polityki. Jest jedynym skutkiem selekcji negatywnej, eliminującej z polityki ludzi rozsądnych, rozważnych, skłonnych do refleksji, debaty czy kompromisu. Takich, którzy już odnieśli sukces. Eliminuje na rzecz niemoralnych chłystków, traktujących politykę jak Ziemie Odzyskane w roku 1946, które – jedyne w życiu – nadzwyczajne szanse dawały ludziom bezwzględnym i działającym w grupie. Pisaliśmy o tym w tym miejscu wielokrotnie, przywołując obsady parlamentu z lat 90., które dowodziły wszystkim, że taka reprezentacja może budzić dumę… Dziś już tego nie ma. Ba! Większość wyborców nawet tych ludzi nie pamięta.
Sednem gówniarzerii jest arogancja i głupota, a także brak respektu dla rozmówców, faktów, historii. Nie są to przywary prawicowe, choć tu gówniarzeria jest najliczniejsza. Od lat nie oglądam w telewizji „gadających głów”, bo nie ma po co. Żadna z „głów” nie zasługuje na uwagę, choćby ze względu na brak kultury, nieznoś ną lekkość kłamstwa i wszechobecną jak wirus obłudę. Hojnie korzystają z potencjału gówniarzerii dziennikarze, zapraszając do studia jej hałaśliwych przedstawicieli. To metoda poniżej pasa, niegodna profesjonalnego dziennikarstwa, ale wiedzą Państwo, jak to podbija oglądalność? Jak to się klika na portalach? Jak rośnie słuchalność stacji radiowej?
Subskrybuj