R E K L A M A
R E K L A M A

Jakie czasy, tacy dyplomaci [FELIETON MARTENKI]

Scysja między marszałkiem polskiego Sejmu a amerykańskim ambasadorem dziwi, śmieszy i straszy. Włodzimierz Czarzasty, negatywnie odpowiadając na listowny apel spikera Izby Reprezentantów Kongresu USA, wzburzył ekscelencję ambasadora Rose’a, choć ten nie był adresatem odpowiedzi. Rose dowiódł histeryczną reakcją, że raczej ma nikłe pojęcie o dyplomacji.

Thomas Rose /Źródło: YouTube

Wydał wojnę Czarzastemu, grożąc, w ramach retorsji, że już go nie zaprosi na kawę w ambasadzie ani na przyjęcie w rezydencji na Idzikowskiego. Aż dziw, że nie nałożył nań 600 proc. cła! Nie wolno bowiem, zaperzał się na portalu X Rose, obelżywie traktować prezydenta Stanów Zjednoczonych, a tak ony zrozumiał niezgodę Czarzastego na poparcie Trumpa w Komitecie Pokojowej Nagrody Nobla. Tu dodam, że na służalczy apel republikanów i izraelskiej prawicy odpowiedziało – podobnie jak Polak – bardzo wielu polityków, w tym Włosi, Hiszpanie czy Francuzi, nie mówiąc o jakże obelżywej sytuacji w parlamencie duńskim, gdzie posłowie w sali obrad dosłownie zlali się ze śmiechu, słysząc o amerykańskim apelu o Pokojowym Noblu dla Trumpa.

Czasy są parszywe, parszywieje też dyplomacja. Nie ma już ekscytującego francuskiego charme’u ani angielskiego chłodu, każącego dyplomacie trzy razy pomyśleć i nic nie powiedzieć. Nie ma rosyjskiej rubaszności. Jest wyłącznie prostacki łomot, który poniewczasie okazuje się kompromitujący. Tak stało się w przypadku Toma Rose’a, przeciętnego przedstawiciela imperium, który przybył do Polski nie jako poseł pełnomocny, ale prokurent spółki z o.o., w jaką Stany Zjednoczone przekształca ich 47. prezydent.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-02-20

Henryk Martenka