Świetnie sprzedające się, bardzo wydajne, lecz kompletnie pozbawione charakteru elektryki. „Komputery na kółkach”, jak prześmiewczo mówi się o modelach Tesli, nie wzbudzają większych emocji wśród fanów czterech kółek. Dlatego zwolennicy zarządzonej przez Elona Muska firmy tak bardzo czekali na premierę modelu Roadster. Musk jeszcze w 2017 roku zapowiedział, że szykuje coś ekstra, i że warto poczekać. Przebąkiwał o nieosiągalnych dla konkurencji osiągach (mniej niż 2 sekundy do setki), wspominał o rewolucji, jaką ma nieść za sobą dopracowywany prototyp…
Prawie 10 lat później zaserwował ze swoimi inżynierami z Tesli – działającymi ramię w ramię z ludźmi również z jego przedsiębiorstwa przemysłu kosmicznego SpaceX – coś, co wymknęło się z dotychczasowych ram postrzegania motoryzacji. – Zaraz zobaczycie efekt współpracy najlepszej firmy samochodowej i najlepszej firmy rakietowej na świecie (…). Stworzono coś, czego nie widzieliście jeszcze w żadnym filmie. Coś lepszego niż jakiekolwiek auto Jamesa Bonda – rzucił Musk przed rozpoczęciem jedynego w swoim rodzaju pokazu.
Tesla Roadster pierwszą setkę osiąga nie w mniej niż dwie sekundy, a… w sekundę! Prędkość maksymalna? Co najmniej 370 km/godz., a być może – po doszlifowaniu napędu – jeszcze więcej! Jednak nie te parametry szokują najbardziej. Niski samochód o sportowej linii nie tylko potrafi „przykleić” się do nawierzchni, co udowodnił, wjeżdżając „do góry nogami” na specjalną rampę, ale także latać, czego pokaz dał, wznosząc się w powietrze z tej rampy i spokojnie lądując na ziemi. Chwilę później zdalnie sterowane auto rozpędzono, żeby pokonało przeszkodę złożoną z czterech osobowych aut i jednej ciężarówki. Jak? Przelatując nad nimi, wykonując przy tym ekwilibrystyczną akrobację. Film science-fiction czy wytwór sztucznej inteligencji? Nic z tych rzeczy, wydarzenia w Teksasie miały miejsce naprawdę i wzbudziły potężną dyskusję.
– Proszę bardzo, latające auta są rzeczywistością! Oglądacie samochód, który będzie jeździł po drogach. Nie jestem pewien, czy będzie legalny we wszystkich krajach, ale zaręczam, że powstanie! – nie posiadał się z dumy Musk. Natychmiast wytknięto mu, że Tesla Roadster w absurdalnej latającej wersji nie będzie dostępna w żadnych kraju, bo nikt o zdrowych zmysłach nie przyzna takiemu pojazdowi homologacji. Zaczęto też przyglądać się zastosowanej technice, dochodząc do wniosku, że ładunki ze sprężonym powietrzem, zasilające dysze przyspieszające i wznoszące wehikuł Tesli w powietrze, pozwalają jedynie na kilkusekundowy spektakl, jakiego doświadczyliśmy w Teksasie. Oszałamiający, ale kompletnie niepraktyczny. A co za tym idzie – bezsensowny! Krytyka i szyderstwa to jedno, ale demonstracja technologicznej potęgi Elona Muska i jego firm to drugie…
Motoryzacyjni eksperci są zgodni, że choć perspektywa latających samochodów wyjęta niczym z kosmicznych wizji niespodziewanie stała się bliższa niż kiedykolwiek, wciąż należy ją włożyć między bajki. A co na to Musk? Zaprasza do wpłacania zaliczek i składania zamówień na Teslę Roadster, której produkcja ma ruszyć w 2028 roku. Za bazową elektryczną odmianę trzeba będzie wyłożyć ok. 50 tysięcy dolarów. Dodatkowe 200 tysięcy ma kosztować pakiet „Thrust”, z opcją „przyklejenia” auta do jezdni i wzmocnienia napędu dyszami ze sprężonym powietrzem, co przełoży się na szalone osiągi. Nie podano ceny za latający wariant „Rocket”. Ma być dostępny „dla wybranych”, cokolwiek w rozumieniu Elona Muska może to oznaczać…