Burza mija, kino zostaje
Zamieszanie wokół obsady filmu „Właśnie, że tak” ustąpiło już miejsca innym, niezwykle frapującym celebryckim wyczynom, które umilają nam smutki dnia codziennego. Na planie w pocie czoła pracują aktorzy, a producenci co rusz informują nas, kto dołączył do obsady. O Joannie Jabłczyńskiej (40 l.), która rozpętała internetową burzę, nikt już nie pamięta. Życie biegnie dalej i mamy nowe celebryckie spory warte naszej pięciominutowej uwagi. Stawiam też orzechy przeciwko dolarom, że – mimo paru kontrowersji – nikt nie będzie bojkotował nowej produkcji, gdy ta wreszcie trafi do kin. Nie zabraknie chętnych do osobistego sprawdzenia na wielkim ekranie, co przewidzieli filmowcy dla bohaterów książki Katarzyny Grocholi (69 l.). Danuta Stenka (64 l.) i Artur Żmijewski (60 l.) mają przecież rzesze wiernych fanów i choćby dla tych aktorów ludzie pójdą do kina. Pójdą także dla wcielającej się tym razem w rolę Tosi Agnieszki Żulewskiej (39 l.), bo niby czemu mieliby nie pójść. Pójdą też wreszcie dla pojawiającego się również na ekranie naszego etatowego przystojniaka Piotra Stramowskiego (39 l.). A jako że Polska musi być w każdej sprawie podzielona – począwszy od egzystencjalnej kwestii, który majonez lepszy, po bardziej prozaiczne, jak choćby ta, czy Nawrocki aby na pewno wygrał wybory prezydenckie – to i w sprawie nowego serialu też umiemy się nieźle pokłócić.
Z szabelką na Łęcką
Teraz więc dwa wrogie plemiona stanęły naprzeciw siebie, by tonem nieznoszącym sprzeciwu i wymachując staropolską szabelką, wyjaśnić sobie wzajemnie poglądy na „Lalkę”. A nawet na dwie „Lalki”. Bo oto od kilku dni popularny serwis streamingowy emituje odcinki nowego dzieła Pawła Maślony (43 l.), a wkrótce druga „Lalka”, pełnometrażowa, wejdzie do kin. Myli się ten, kto sądzi, że spór ten jest prosty jak droga na Ostrołękę. Tu pytań mamy znacznie więcej niż jedno banalne o to, „która interpretacja dzieła Bolesława Prusa jest lepsza”. Tak to mogliby się kłócić nudni Skandynawowie, ewentualnie flegmatyczni Francuzi, ale u nas w Polsce spory i podziały przebiegają z góry na dół, z lewa na prawo i odwrotnie, i wspak. Po pierwsze do rozstrzygnięcia pozostaje kwestia: czy reżyser, rzeczony Maślona, miał prawo uwspółcześnić lekturę sprzed niemal stu czterdziestu lat, którą Prus napisał w sposób doskonały? Po drugie: czy na pewno w dziewiętnastowiecznej Polsce ludzie klęli jak szewcy, i to nie bacząc na pochodzenie społeczne? I po trzecie (wcale nie ostatnie), czy na pewno poczciwy Prus wyobrażał sobie chłodną i wyrachowaną Łęcką na podobieństwo uroczej Sandry Drzymalskiej (33 l.)? Co więcej – choć na razie pełnometrażowej „Lalki” nikt jeszcze nie widział (poza garstką krytyków filmowych), to wszyscy mają już własne, jedyne słuszne zdanie. I tak: Marcin Dorociński (53 l.) to bez dwóch zdań lepszy, pełnometrażowy Wokulski, gdzież tam serialowemu Tomaszowi Schuchardtowi (39 l.) do niego. Co za pomysł! Kto na to wpadł? Toż to przemocowiec, wszyscy widzieli, jak bije żonę. Gdzie? Jak to, gdzie! U Smarzowskiego, w „Domu dobrym”. A Łęcka? Łęcka – ta u Maślony – też nie dorasta do pięt tej z pełnego metrażu. Wiedział, co robi reżyser Maciej Kawalski, powierzając tę rolę Kamili Urzędowskiej (32 l.). Jest i trzecie plemię, dla którego nie było, nie ma i nigdy nie będzie lepszej ekranizacji od tej sprzed wielu lat. Wtedy, czyli w 1968 roku, w tytułową postać wcieliła się Beata Tyszkiewicz (88 l.), a zakochanego w niej beznadziejnie Wokulskiego grał Mariusz Dmochowski. Tamto dzieło wyreżyserował Wojciech Has. To chyba jasne, że nikt nie mógłby zrobić tego lepiej. Tu jednak wkracza plemię czwarte, a za nim drepcze i piąte. Jedyną słuszną „Lalką” była ta z 1977 roku, wyreżyserowana przez Ryszarda Bera. W jego serialu główne role zagrali Małgorzata Braunek i Jerzy Kamas – wołają ci czwarci. Ależ skąd! – odkrzykują piąci. Liczy się tylko teatralna Łęcka Niny Andrycz i Wokulski zagrany przez Lecha Madalińskiego w 1952. Uff, dobrze że więcej tych „Lalek” nie było, a w każdym razie nikt o nich nie pamięta.
Pokłóćmy się pięknie
Po co się tak spierać? Miejsca starczy u nas dla wszystkich: i dla wegan, i dla mięsożerców. Dla prawo- i leworęcznych. Dla wysokich i niskich, młodych i starych, dla mądrych, a nawet dla głupich. Po co kruszyć kopie o różne reżyserskie wizje? Kto chce, obejrzy serial, kto chce, pójdzie do kina. Będą i tacy, którzy zobaczą obie wersje. Będą tacy, którym serce bije po lewej stronie, i tacy, którzy daliby się pokroić za to, że u nich to raczej po prawej. W 1859 roku Cyprian Kamil Norwid, po śmierci przyjaciela, z którym różniły go poglądy, napisał takie słowa: „Umiemy się tylko kłócić albo kochać, a nie umiemy się różnić pięknie i mocno”. Spróbujmy – jak chciał wieszcz – poróżnić się kiedyś pięknie.