R E K L A M A
R E K L A M A

Drogie protesty. Zniszczenia pochłonęły ogromne środki finansowe

Spalone szkoły, zdewastowane budynki publiczne, zniszczone sklepy i kosztowne operacje policyjne – fala protestów społecznych we Francji trwa, a straty rosną wraz z kolejnymi demonstracjami. Według niektórych szacunków mogą przekraczać 1,1 mld euro.

Fot. Wikimedia

Już pierwsze etapy protestów – ograniczonych głównie do liceów – wiązały się z dużymi kosztami wynikającymi m.in. ze zniszczeń i z mobilizacji służb. Jednak wtedy, gdy do protestujących dołączyły kolejne grupy społeczne wyrażające niezadowolenie z sytuacji politycznej i gospodarczej kraju, skala strat gwałtownie wzrosła.

Kulminacja nastąpiła 17 października podczas manifestacji, które przerodziły się w wielu miejscach w starcia z policją. Według opublikowanego 27 października bilansu francuskich izb handlowo-przemysłowych ucierpiało 2488 sklepów i przedsiębiorstw, z czego aż 1161 zostało poważnie zdewastowanych, splądrowanych lub podpalonych. Dziesięć dni później 643 placówki nadal pozostawały zamknięte.

Straty poniosły wielkie sieci. Carrefour poinformował o 50 uszkodzonych sklepach, w tym 19 splądrowanych, a koszt samych napraw oszacował na ponad 10 mln euro. Nie oszczędzono infrastruktury publicznej. Symbolem zamieszek stał się pożar zabytkowego ratusza w Limoges, a w Lyonie spłonęło biuro informacji turystycznej. Do rachunku trzeba doliczyć naprawę dróg, przystanków i wyposażenia miejskiego. Według fundacji IFRAP całkowite straty z weekendu 17 – 18 października mogą wynieść 1,1 mld euro, z czego 910 mln stanowią szkody materialne, a 190 mln – utracone przychody przedsiębiorstw.

Kolejna manifestacja – 24 października – przebiegła spokojniej. Odnotowano „tylko” 50 uszkodzonych placówek handlowych. Był to efekt mobilizacji sił porządkowych na niespotykaną skalę. Na ulice skierowano 70 tys. policjantów i żandarmów – o 10 tys. więcej niż tydzień wcześniej. Wykorzystano pojazdy opancerzone i armatki wodne. Koszt tej operacji nie został dotąd ujawniony, jest jednak niewątpliwie znaczący. Dla porównania: zabezpieczenie protestów ekologów w Sainte- -Soline w 2023 roku, z udziałem około trzech tysięcy żandarmów, kosztowało państwo 3,4 mln euro.

Co więcej, bezpośrednie zniszczenia to wierzchołek góry lodowej. W obawie przed zamieszkami mieszkańcy omijają centra miast, rezygnując z zakupów, wizyt w restauracjach lub kawiarniach. Podczas sobotnich demonstracji obroty sklepów spadały nawet o 80 proc. Oznacza to, że tracą przedsiębiorcy, których lokale pozostały nietknięte. Dla wielu, szczególnie niewielkich, firm to kolejny cios po latach kryzysów i rosnących nieustannie kosztów prowadzenia działalności.

Cierpi też wizerunek Francji, dla której turystyka stanowi jeden z filarów gospodarki. Zamiast pocztówkowych widoków Paryża światowe media pokazują obrazy przywodzące na myśl sceny wojny domowej. Wiele państw, w tym Chiny, USA, Niemcy oraz Włochy, wydało ostrzeżenia dla swoich obywateli, zalecając szczególną ostrożność i unikanie demonstracji. Branża turystyczna obawia się odwoływania rezerwacji i spadku liczby zagranicznych gości, a odbudowa nadszarpniętego zaufania może okazać się trudniejsza niż wymiana rozbitej witryny.

Sytuacja wciąż nie została opanowana. Mimo spotkań przedstawicieli organizacji uczniowskich z prezydentem i premierem protestujący zapowiadają kontynuację mobilizacji. Problemy dotyczące kosztów życia i szkolnictwa wymagają bowiem reform systemowych, z którymi głęboko podzielona politycznie Francja od lat nie jest w stanie sobie poradzić.

Na sobotę 31 października zapowiedziano wielką manifestację, tym bardziej niepokojącą dla władz, że przypadającą w Halloween. W internecie krążą już wezwania do nocnych zgromadzeń pod hasłami „Noc ciemności” i „Wszyscy zamaskowani, przez całą noc”. Władze obawiają się nowej fali przemocy, która spowoduje, że i tak już gigantyczny rachunek za społeczne niepokoje jeszcze wzrośnie. 

2026-11-02

Magda Sawczuk