Kij, łopata i palnik
Wiosną zeszłego roku 16-letnia Maja Kowalska wróciła z mamą do rodzinnej Mławy po dwóch latach spędzonych w Olsztynie. Ze swojego mieszkania w bloku wyszła 23 kwietnia o godz. 19.40. Mamie powiedziała, że idzie do Bartka. Z 17-letnim wówczas Bartoszem G. znała się od dawna: razem chodzili do szkoły, a kilka lat temu byli sobie bliscy. Co nie zmienia faktu, że – według relacji znajomych – nawet wtedy często dochodziło między nimi do kłótni. Feralnego wieczoru Maja rzuciła na odchodne mamie, że „jeśli się pokłóci z Bartkiem, wróci za pięć minut, jeśli nie – najdalej za godzinę”. Chłopak mieszkał kilkaset metrów od bloku Mai. Na nagraniu z kamery na jednym z budynków widać, jak dziewczyna przechodzi koło domu Bartka i idzie w kierunku położonego tuż obok warsztatu należącego do rodziny chłopca. Dziś wiemy, że właśnie tam umówiła się z nastolatkiem i o 19.53 wysłała koleżance ze swojego telefonu ostatnią wiadomość, jedno słowo: „Szybko”. Potem telefon na zawsze zamilkł, a podstawowym i – na razie – jedynym źródłem wiedzy, co stało się na terenie warsztatu, są nagrania monitoringu, do których udało się dotrzeć prowadzącym śledztwo. Pierwsze i jedyne nagranie z wnętrza budynku zabezpieczono niedługo po znalezieniu ciała dziewczyny. Matka Bartosza G. mówiła o nim w mediach: na filmie widać, że Bartek idzie w kierunku wyjścia z warsztatu na podwórko, a obok niego na czworakach podąża naga Maja. Matka Bartosza G. utrzymywała, że film jest dowodem na to, że nie wiadomo, czy to jej syn zamordował nastolatkę, ale biegłym udało się odzyskać inne, skasowane wcześniej (!) nagranie z kamery zainstalowanej na zewnątrz. I to właśnie ta kamera utrwaliła przebieg zbrodni. – „Piła” i niejeden horror nie ustępuje skalą okrucieństwa temu zabójstwu – mówi mec. Wojciech Kasprzyk, pełnomocnik rodziny ofiary.
Subskrybuj