R E K L A M A
R E K L A M A

„Iran to nie Irak”. Więcej niż religia i wojna

Rozmowa z ARTUREM ORZECHEM, iranistą i dziennikarzem, autorem książki „Wiza do Iranu”.

Artur Orzech /Fot. Piotr Kamionka/Angora

– Ze wstępu do pana książki wynotowałem sobie zdanie: „Iran to nie Irak”. Dlaczego nam, Europejczykom, to rozróżnienie wciąż sprawia taką trudność? 

– Nie mam pojęcia, choć zakładam – i dlatego napisałem o tym tak wprost – że to wciąż jest region dla wielu odległy. Do niedawna nie wszystkich on interesował. Nazwy Iran i Irak są do siebie łudząco podobne, różnią się zaledwie jedną literą, ale w sensie merytorycznym różnica między tymi dwoma światami jest diametralna. Irańczycy, zarówno w kwestii językowej, jak i swojego rodowodu, są Indoeuropejczykami. Podobnie jak my, Polacy. Tymczasem Arabowie to Semici. Jak pan słyszy, różnica jest zasadnicza. Oczywiście umiejscowienie w regionie robi swoje. Jeśli sięgniemy pamięcią do kilku wieków przed naszą erą, Arabowie byli ludem pustynnym, mocno rozproszonym, który dopiero później rozprzestrzenił się po całym Półwyspie Arabskim, podbijając między innymi Iran. Stąd to dzisiejsze otoczenie. Ale trzeba pamiętać, że kiedyś Iran był w tym miejscu hegemonem. Był potęgą, co prawda zdławioną później przez Aleksandra Macedońskiego czy wojny greckie, ale ich władanie sięgało od dzisiejszych granic aż po Babilon i Egipt. To nie wina Irańczyków, że są dziś w tym miejscu na mapie. To, że na ulicy wciąż myli się ich z Irakijczykami, wynika z braku wiedzy. Niestety, ten stan rzeczy zmienia się dziś nie przez edukację, tylko przez brutalną sytuację geopolityczną. 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-04-09

Krzysztof Pyzia