Rtęć
Nie ma wątpliwości: metylortęć to silna neurotoksyna. Potrafi przenikać przez barierę krew-mózg, kumulować się w tkance nerwowej, a u kobiet w ciąży – przechodzić przez łożysko. W nadmiarze może prowadzić do zaburzeń rozwoju mózgu płodu, problemów z koncentracją, mową, funkcjami poznawczymi. Brzmi dramatycznie. I słusznie – bo mówimy o realnym zagrożeniu biologicznym.
Ale kluczowe jest słowo „nadmiar”. Rtęć kumuluje się głównie w dużych, długo żyjących drapieżnikach – mieczniku, rekinie, niektórych gatunkach tuńczyka. Sardynki to zupełnie inna historia. Są małe, żyją krótko, znajdują się nisko w łańcuchu pokarmowym. Z reguły zawierają wielokrotnie mniej rtęci niż oceaniczne giganty. Unia Europejska ustala maksymalne dopuszczalne poziomy rtęci w rybach. Partie przekraczające normy są wycofywane z obrotu. Informacje o takich przypadkach publikuje Główny Inspektorat Sanitarny. To nie jest dziki rynek bez kontroli. Czy to znaczy, że problem nie istnieje? Nie. To znaczy, że istnieje system, który ma go ograniczać. Prawda jest mniej spektakularna niż nagłówki: przy umiarkowanym spożyciu sardynki należą do ryb o niskim poziomie rtęci i są uznawane za bezpieczne także dla kobiet w ciąży – oczywiście w rozsądnych ilościach.
Histamina, cichy efekt złego chłodzenia
Kolejne słowo budzące niepokój: histamina. Powstaje w rybach, gdy po złowieniu nie są odpowiednio schłodzone. Wysoka temperatura i czas działają jak chemiczny zapalnik. Spożycie produktu z wysokim poziomem histaminy może wywołać objawy przypominające reakcję alergiczną: wysypkę, zaczerwienienie twarzy, bóle głowy, wymioty, uczucie gorąca. U osób z nietolerancją histaminy reakcje mogą być silniejsze. To fakt medyczny, nie teoria spiskowa.
Produkcja konserw rybnych w Unii Europejskiej podlega ścisłym procedurom bezpieczeństwa, w tym systemowi HACCP. Każdy etap – od połowu, poprzez transport, po przetwórstwo – jest objęty kontrolą. Jeśli gdzieś dojdzie do przerwania łańcucha chłodniczego i przekroczenia norm, partia powinna zostać wycofana. Czy system jest idealny? Nie. Czy jest całkowicie fikcyjny? Też nie.
Subskrybuj