Kilka godzin później okazało się, że w prokuraturze lekarz był jeszcze mniej rozmowny. Jak relacjonował rzecznik, śledczy zadali mu kilkadziesiąt pytań. Bez efektu. – Każde z pytań skwitował milczeniem – przekazał prokurator. Oficjalnie powód był prosty – brak pełnomocnika. Lekarz oświadczył, że nie chce zeznawać bez prawnika i wniósł o przełożenie terminu. Problem w tym, że na przygotowanie miał czas wcześniej, a sprawa – jak sam twierdził – była na tyle poważna, by alarmować opinię publiczną. Prokuratura nie miała wątpliwości, że jego wiedza jest istotna dla prowadzonych postępowań i niechętnie patrzyła na próby odwlekania przesłuchania. Jedyne, co Jędrzejewski przekazał, to krótka notatka z nazwiskami dwóch osób, które miały zostać pokrzywdzone. W jednym przypadku chodziło o zgon pacjenta – sprawę już badaną przez prokuraturę. Na tym jednak konkrety się skończyły.
Subskrybuj