– Lotnictwo jest piękne! Cieszę się, że jest zrozumienie dla tego, co tu od lat robimy. A obecnie najważniejsze jest edukowanie społeczeństwa. Imprez lotniczych w Polsce przybywa, ale Mazury AirShow są jedyne – podkreślał Stanisław Tołwiński, prezes Aeroklubu Krainy Jezior, organizator wydarzenia.
Pokazy na niebie
Na kętrzyńskie lotnisko dotarły tłumy. Tysiące widzów oklaskiwało podniebne ewolucje znakomitych pilotów z Polski oraz gości z Niemiec i Litwy. Podziwiali korkociągi, mijanki z beczkami, pętle, obroty w pionowym wznoszeniu i wiele innych lotniczych konfiguracji. Na niebie historycznego lotniska byłej kwatery Adolfa Hitlera zaprezentowała się m.in. para wojskowych samolotów szkolno-treningowych z Dęblina M-346 Bielik oraz transportowy C-130 Hercules. Jedną z gwiazd tegorocznej edycji Mazury AirShow był Presidential Team ANBO złożony z trzech samolotów Jak-50. Liderem zespołu jest dwukrotny premier i prezydent Litwy Rolandas Paksas. Oklaskiwane były ponadto niemiecki Team Niebergall (Ralf Niebergall oraz jego syn Nico, któremu towarzyszyła, oczywiście na ziemi, żona z małymi bliźniaczkami), Trójki z Piotrkowa oraz dynamiczny pokaz solowy na samolocie Extra 300 w wykonaniu Tomasza Chodyry. Błyszczała na niebie, ale i na ziemi, debiutująca w wydarzeniu Wiktoria Kozioł (na zdjęciu). Ta utalentowana studentka piątego roku lotnictwa Politechniki Rzeszowskiej zachwyciła publiczność polotem i młodzieńczą fantazją. Jej trzy pokazy wykonane na samolocie Extra 200 okazały się mocnym punktem programu.
– Każdy taki lot to dla mnie szansa na doskonalenie swoich umiejętności w akrobacji samolotowej. Pokaz robiony jest dla uciechy widzów, ale przy okazji to też dla mnie dobry trening – powiedziała „Angorze” pochodząca z Mielca Wiktoria Kozioł. Pilotka zdradziła nam, że w lotnictwie zakochała się dzięki tacie. – Najpierw były szybowce w Częstochowie, potem zdobywałam kolejne uprawnienia, a już niedługo, bo został mi jeden semestr, zostanę pilotem zawodowym. Swoją przyszłość wiążę z lotnictwem cywilnym. Może będą to linie PLL Lot, a może Ryanair? – zastanawiała się Wiktoria.
Wojsko wychodzi do ludzi
Oprócz efektownych pokazów w powietrzu, olbrzymim zainteresowaniem cieszyła się także wystawa statyczna. Rzadko się bowiem zdarza, żeby w jednym miejscu, w strefie dostępnej dla publiczności, można było z bliska obejrzeć statki powietrzne Sił Zbrojnych RP. Pięknie prezentowały się śmigłowce Mi-2, Mi-17, Mi-24, AW149 oraz S-70i Black Hawk.

AW149 to wielozadaniowy śmigłowiec z 25. Brygady Kawalerii Powietrznej. One dopiero wchodzą do służby, a ten egzemplarz udostępniony widzom jest jednym z pierwszych wyprodukowanych całkowicie w Polsce, w Świdniku. Podobnie zresztą jak S-70i Black Hawk z GROM. Niektórzy mówią, że to nie jest polski przemysł, tylko przemysł lotniczy w Polsce, niemniej jednak te śmigłowce powstały w naszym kraju – podkreślał Grzegorz Sobczak, ekspert i publicysta lotniczy.
Ale największe kolejki rodzin z dziećmi – niektórzy chłopcy mieli nawet na sobie imitacje wojskowych ubrań – ustawiały się i tak rzecz jasna do AH-64D (Delta) Apache. Zainteresowanie tym śmigłowcem było ogromne, bowiem pokazy w Kętrzynie to jedna z pierwszych okazji, aby z bliska zobaczyć maszynę naładowaną najnowocześniejszą elektroniką i komputerami. W wojskowych źródłach można przeczytać, że wyznacza ona „nowy etap rozwoju lotnictwa Wojsk Lądowych”. W polskiej armii służy obecnie osiem takich śmigłowców. Są leasingowane ze Stanów Zjednoczonych, stacjonują w 56. Bazie Lotniczej w Inowrocławiu i służą do intensywnego szkolenia pilotów oraz personelu technicznego. Docelowo Siły Zbrojne RP będą posiadać 96 maszyn w najnowszej wersji AH-64E Guardian.
– Sprawdziłem szybko w internecie. Ten Apache, co tu stoi, kosztuje ponad 100 mln złotych. Robi wrażenie! Skradł show! Super, że mogliśmy go z synem dotknąć i zobaczyć, jak to wszystko wygląda od środka – powiedział Jerzy Kawalec, fan lotnictwa z Pomorskiego.
Takich jak on było tu wielu. Podczas wydarzenia w Kętrzynie zwykli ludzie mogli nie tylko usiąść za sterami najnowszych śmigłowców, ale także zamienić kilka słów z pilotami, a nawet ich dowódcami. Nad wszystkim czuwał bowiem niestrudzony gen. pilot Krzysztof Zwoliński, szef Zarządu Lotnictwa Śmigłowcowego – zastępca inspektora Sił Powietrznych. W trakcie swojej kariery służył m.in. w Afganistanie, dowodził też śmigłowcami podczas tragicznej powodzi roku 2024.
– Jako wojsko wychodzimy do ludzi. Chcemy, żeby te wszystkie maszyny, które mamy na wyposażeniu armii, były też wśród was! Dziękuję, że możemy się nimi tutaj dzielić, ale szczególne podziękowania kieruję do moich pilotów, techników, personelu wspierającego. Służba z wami, moi drodzy, to ogromny honor i zaszczyt. Jesteście wspaniali i bezpiecznie wracajcie do domów – mówił na zakończenie pokazów gen. Krzysztof Zwoliński.
A w niedzielne popołudnie, gdy wydarzenie dobiegało już końca, z publicznością pożegnał się w widowiskowy sposób, machając skrzydłami, samolot transportowy M28B.
– To średni samolot wykorzystywany do transportu ludzi, ale świadczymy usługi dla zespołów transplantologów. W bardzo krótkim czasie przewozimy w różne miejsca organy do przeszczepu – wyjaśniał Marcin Budrewicz z 33. Bazy Lotnictwa Transportowego z Powidza.
Jeszcze bardziej widowiskowo zaprezentował się na koniec pokazów leciwy Mi-17. Gdy nagle oderwał się od ziemi, to wyraźnie zdezorientowane były nawet jaskółki latające nisko nad płytą lotniska. A ludzie, choć nagły podmuch powietrza zrzucał im z głów czapki i kapelusze, byli wniebowzięci. W tłumie dominowali turyści spędzający urlop na Mazurach, a wśród nich m.in. Marta Kaczyńska z rodziną.
Wyróżnienie dla Tadeusza Sznuka
Jubileuszowa edycja Mazury AirShow stała się znakomitą okazją do wspomnień i podsumowań. Organizatorzy postanowili także podziękować tym, bez których rozwijanie tego projektu nie byłoby możliwe.
Grupa przyjaciół Mazury AirShow otrzymała pamiątkowe statuetki autorstwa rzeźbiarza Jerzego Stankiewicza. Uhonorowany nią został m.in. popularny dziennikarz radiowy i telewizyjny Tadeusz Sznuk, od lat związany z lotnictwem.
– Tadeusz to gwiazda naszych pokazów. Przyczynił się do tworzenia sympatycznego klimatu, edukacji i promocji tego, co tu robimy – nie mógł się nachwalić Tadeusza Sznuka Stanisław Tołwiński. Wspominał nawet, że gdy w minionych latach na lotnisku w Kętrzynie red. Sznuk komentował pokazy, to „musiał go odgrodzić od publiczności, bo ludzie zamiast podziwiać samoloty, chcieli koniecznie rozmawiać z redaktorem Sznukiem”.

Dla nagrodzonego dziennikarza, przez lata związanego z Polskim Radiem, a dziś znanego m.in. z teleturnieju „Jeden z dziesięciu”, przylot w charakterze pasażera na lotnisko Kętrzyn-Wilamowo był wzruszającym powrotem do lat młodości.
– Lotnisko Kętrzyn-Wilamowo to dla mnie bardzo ważne miejsce od niemal pół wieku. Na tym lotnisku poleciałem po raz pierwszy samodzielnie samolotem. A w lataniu ważniejsze od sprzętu jest to, że człowiek jest w innym wymiarze. Miałem szczęście. Życie potraktowało mnie dobrze – powiedział „Angorze” Tadeusz Sznuk.
Statuetkę odebrał ze sceny także pilot Stefan Weker. To doświadczony instruktor i to przy jego boku swoje pierwsze lotnicze kroki stawiał Tadeusz Sznuk.
– Przez kilkadziesiąt godzin lotu można się bardzo dobrze poznać. Niewiele jest takich miejsc na świecie jak w kabinie samolotu. Ona nas połączyła z Tadeuszem w latach 70. ubiegłego wieku. Światła gasną, ludzie na ziemi idą spać, a my to wszystko podziwiamy z góry. Życzę wszystkim dobrych widoków – zakończył Stefan Weker.
Wojsko Polskie widziane z bliska
Podczas XXV edycji Mazury AirShow publiczność dopisała. Na pogodę też nie można było narzekać. Jakub Kulecki, komentator Mazury AirShow 2026, wspólnie z Michałem Andrachiewiczem opowiadali widzom, co działo się na niebie i na ziemi kętrzyńskiego lotniska. Obaj zachęcali widzów do aktywności i korzystania z licznych atrakcji. Na gości czekał m.in. nowoczesny sprzęt Wojsk Lądowych. Wśród prezentowanych pojazdów m.in. bojowy wóz piechoty Borsuk, czołg K2, transporter opancerzony Rosomak, samobieżny moździerz Rak, wyrzutnie rakiet Homar-K i WR-40 Langusta, przeciwlotniczy zestaw rakietowy Poprad oraz pojazd rozpoznawczy Legwan.
Komentatorzy relacjonowali też skoki spadochronowe połączone z rywalizacją o Puchar Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, a także tradycyjne konkursy na celność lądowania w wyznaczony punkt.
Sam gen. Marek Sokołowski nie dotarł, ale można było wymienić uwagi na temat sprzętu i bieżącej sytuacji w armii m.in. z gen. Dariuszem Machulą, gen. Mirosławem Spurkiem i płk. Jerzym Porajskim.
Spotkajmy się znów za rok
A Stanisław Tołwiński, pomysłodawca pokazów Mazury AirShow, chodził rozpromieniony. Dziękował licznym wolontariuszom i podkreślał zaangażowanie w pokazy władzy centralnej, w tym Ministerstwa Obrony Narodowej. Powtarzał, że niestrudzenie od 1999 roku promuje lotnictwo i Krainę Wielkich Jezior Mazurskich. Dziękował też władzy samorządowej. – Mazury Air- Show to znacznie więcej niż widowiskowe pokazy lotnicze. Staszek to świetny organizator, wizjoner. On umiejętnie łączy historię z teraźniejszością naszego regionu. Tu lądował Adolf Hitler, wiemy, jakie inne wydarzenia są związane z tym miejscem. Musimy dbać o bezpieczeństwo, a naszą rolą jest edukować młode pokolenia – podkreślał Zbigniew Szczypiński, wicewojewoda warmińsko-mazurski.
Gdy rozmawialiśmy, spiker zapraszał wszystkich uczestników wydarzenia na przyszłoroczną edycję Mazury AirShow.
Tygodnik ANGORA był partnerem medialnym tego wydarzenia.