R E K L A M A
R E K L A M A

Fajbusiewicz wraca do spraw sprzed lat. Ukrywał się przez 15 lat

Na początku emisji „997” narkotyki pojawiały się marginalnie. Dopiero po zmianie ustrojowej, wraz z narodzinami przestępczości zorganizowanej, narkotyki stały się dla gangów jednym z najlepszych źródeł dochodu.

Fot. YouTube

W 2002 r. pokazałem sprawę blisko 30-osobowego gangu, który na uprawie marihuany i handlu nią dorobił się milionów, mordował konkurentów i dzięki łapówkom unikał odpowiedzialności. Gdy materiał trafił na antenę, większość grupy była już aresztowana. Tylko Jarosław Ch. z Kielc zdołał uciec i ukrywał się jeszcze 15 lat.

Policja trafiła na trop grupy w 2001 r., gdy jeden z drobnych handlarzy zaczął współpracować i wskazał podziemną plantację marihuany pod Kielcami. W odkrytym bunkrze – największym wówczas w Polsce, a być może i w Europie – rosło 27 tys. krzewów, którymi opiekował się wynajęty Rosjanin. To uruchomiło pierwszą falę aresztowań. W kolejnych dniach znaleziono jeszcze trzy podobne uprawy, w tym jedną ukrytą w szklarni „na warzywa”. Łącznie zatrzymano 27 osób, choć dwóm – Jarosławowi Ch. i „Ślepemu” – udało się wtedy uciec. Wartość zabezpieczonej marihuany oszacowano na 2 mln dol.

Początki gangu sięgają lat 1993 – 1996, gdy „Andzik” odsiadywał wyrok w Szwecji, gdzie nauczył się nowoczesnych metod uprawy marihuany. Po powrocie do Polski w 1996 r. zaplanował plantacje na dużą skalę, korzystając z finansowania „Pruszkowa” i kontaktów w Warszawie. Rok później przeniósł interes do Kielc, gdzie wciągnął do współpracy grupę „Holendra”, „Jojo”, „Wisiora” i „Ślepego” – recydywistów znanych z rozbojów i wymuszeń. Wspierał ich doświadczony Holender Sweden, który szkolił ludzi i pomagał uruchamiać kolejne uprawy. Wkrótce plantacje działały w kilku miastach, a do pracy zatrudniano m.in. Rosjan. Gdy policja zaczęła trafiać na małe, amatorskie szklarniowe uprawy, gang przeniósł produkcję do podziemnych bunkrów, często budowanych tuż obok domów swoich ludzi.

Sąsiedzi nie niepokoili się widokiem koparek, a powstające „oczka wodne” budziły raczej zachwyt niż podejrzenia; nikt nie spodziewał się, że służą do maskowania wejść do bunkrów. Mniejsze uprawy działały też na strychach domów pomniejszych „dorobkiewiczów”. Interes kwitł. Marihuana była dobrej jakości, a rynki zbytu w całej Polsce czekały na dostawy. Do gangu dołączył wtedy również poszukiwany listem gończym Jarosław Ch. Większość zysków trafiała do „Pruszkowa”, ale kielecka grupa także zarobiła ponad 2 mln dol. Policja od dawna się nią interesowała, lecz brakowało twardych dowodów, a proceder był tak opłacalny, że część ludzi zaczęła zakładać własne plantacje.

W pewnym momencie „Ślepy” zainwestował w dużą plantację i zaczął samodzielnie wprowadzać towar na warszawski rynek. „Andzik” zwołał wtedy naradę, która przerodziła się w krwawą dintojrę: „Ślepy” oskarżył „Chudego”, a ten zastrzelił dwóch jego ludzi – „Trybika” i „Domagałę”. Ranny „Wisior” zdołał uciec. Po tych wydarzeniach ruszyła fala aresztowań: w Niemczech zatrzymano „Jojo” i „Holendra”, „Andzik” zmarł, a „Chudy” dzięki łapówce zdobył „żółte papiery” i wyszedł na wolność. „Ślepy” został sam z dobrze prosperującym interesem i przyzwoleniem Warszawy, która po śmierci „Andzika” dała mu wolną rękę. Jedynym problemem pozostawał „Chudy”, próbujący budować własny biznes, co również nie spodobało się stołecznym bossom.

Policja coraz uważniej przyglądała się działalności gangu, więc „Ślepy” poprosił o wsparcie „Jojo”, który mimo odsiadki wciąż miał wpływy w środowisku. „Chudy” został uciszony, a „Ślepy” mógł spokojnie prowadzić interes. Jego prawą ręką był wtedy poszukiwany Jarosław Ch., odpowiedzialny praktycznie za wszystko: organizował ludzi, pilnował plantacji i sam rozprowadzał towar.

W lutym 2001 r., po donosie, policja odkryła podziemne uprawy i zatrzymała 27 osób. Procesy w Kielcach trwały kilka miesięcy; w grudniu 2002 r. zapadły wyroki od 1,5 do 10 lat więzienia. Jedynym, któremu udało się uciec, był 24-letni Jarosław Ch. Wyjechał do Hiszpanii, gdzie pod nazwiskiem Zapała prowadził warsztat naprawy aut i łodzi.

Ukrywał się do 30 czerwca 2016 r., kiedy został zatrzymany pod Madrytem przez polskich łowców głów. Przyznał się do winy i zawarł ugodę – bez procesu zgodził się na karę 4 lat i 2 miesięcy, którą w grudniu 2016 r. zatwierdził sąd w Kielcach.

Kiedy prezentowałem tę sprawę w telewizji, na zakończenie inscenizacji powiedziałem w studiu: „Trudno nie dziwić się, że przez blisko 5 lat ten proceder kwitł, a gangsterzy spokojnie się bogacili. Nikt nie pytał, skąd mają milionowe majątki. Policja może im utrudniać życie, ale bez wsparcia urzędów skarbowych niewiele da się zrobić. Zaprosiłem do studia przedstawicieli Urzędu Skarbowego z Kielc, ale odmówili udziału w programie”. 

2026-02-11

Michał Fajbusiewicz