Lexus z łatwością pokonuje dziury i wyboje drogi, którą na co dzień wielkie ciężarówki zwożą zrąbane w górach drzewa. Jedziemy kilometrami przez hektary wyręb pozostałych po tak zwanej ścince całkowitej, dokonywanej przy użyciu kombajnów i ciężkiego sprzętu. Minęło 30 lat od wyrębu, a ciągle widać spustoszenie rabunkowej gospodarki leśnej minionego wieku: chaos, który pozostał w postaci drzew zniszczonych niepotrzebnie, śmieci, kłębów drutu, opon i żelastwa wszelkiego rodzaju. Wszystko wśród karczów o kilkumetrowej średnicy, bielejących na podobieństwo nagrobków świadczących o potędze rosnącego tu do niedawna lasu. W niebiańskiej dolinie, dla kontrastu, rośnie prastary bór wprost z opowieści o hobbitach. Ocalał dzięki akcji rozpoczętej przez jednego człowieka, o którym w Kanadzie pamięta dziś niewielu ludzi, a którego działalność okazała się doniosła.
Subskrybuj