Bezmyślnie powtarza słowa Ziobry i Orbána Karol Nawrocki, zarzucając rządzącym łamanie konstytucji i upadek praworządności. Czyżby prezydent naprawdę przesiedział ostatnie lata wyłącznie w siłowni? Wykładnię zbiegów na Węgry powtarza też Prawo i Sprawiedliwość, bo – jak wiadomo – tylko tam istnieje prawo i sprawiedliwość, gdzie władzę dzierży Prawo i Sprawiedliwość. A w Polsce akurat nie dzierży, więc wniosek jest jasny. Murzynek z ludu Wa-hima z powieści Sienkiewicza na pewno się z tym zgodzi.
Tragikomedia pisana przez jedną z najbardziej niemoralnych postaci polskiej polityki Zbigniewa Ziobrę wynika z wyparcia faktów głównie kryminalnych, gdyż Ziobro nie jest ścigany za poglądy, tylko za milionowe nadużycia w kasie resortu. Ziobro nie ucieleśnia demonicznego zła, to tuzinkowy typ, który siłę poczuł w grupie. Otoczywszy się rówieśnikami jak on, bez zasad, a pazernymi na władzę, uczynił z Ministerstwa Sprawiedliwości przedsiębiorstwo, które partyjnym chłystkom niosło wymierne profity. W istocie rzeczy, ferajna Ziobrowa był silna, zwarta i groźna wyłącznie w grupie, chroniona przez PiS, państwo i kontrolowany przez siebie system wymiaru sprawiedliwości. Była jak stado głodnych likaonów rzucające się na osłabione wędrówką gnu.
Dziś Ziobro, mocarz gęby, szydzi z daleka. – Jestem żołnierzem wyklętym, który w sytuacji bez wyjścia próbował przebijać się poza granice kraju – a nawet pisowcy zgrzytają zębami. – Wybieram walkę z politycznym bandytyzmem i bezprawiem – zapowiedział i bohatersko czmychnął do Budapesztu, bo przecież nie do Lasów Janowskich. – Ja nie uciekam – tłumaczył obłudnie. – Ja nie wracam! Ziobro jest kiepskim prawnikiem, to wiemy, inaczej wiedziałby, że niepowrót też uwzględniono w Kodeksie karnym.
Człowiek, na którym ciąży 26 kryminalnych zarzutów, zamiast stanąć przed polskim sądem, przystąpił do gangu takich jak on odpadów historii. Są w nim ci, dla których jedynie Węgry pozostały symbolem wolności: uciekinierzy z rządu Janukowycza z Ukrainy, były premier Gruewski z Macedonii, Serb Milorad Dodik z Banja Luki, a nawet skazany na 27 lat więzienia prezydent Brazylii Bolsonaro, który znalazł – chwilowy – azyl w ambasadzie Węgier w Brasilii. W Budapeszcie od roku czy dwóch wegetuje heroiczny zastępca Ziobry w warszawskiej szajce Romanowski, numerariusz Opus Dei.
Prof. Chwedoruk, politolog, uważa, że jesteśmy świadkami, mimo żałosnych filipik prawicowych chłystków, schyłku spektakularnej kariery Ziobry. W Polsce standardem nadal pozostaje etos odwagi, eksponowany w stanie wojennym i później, gdy siedziało się w internowaniu, ale odmawiało wyjazdu za granicę. To był wówczas akt moralności dla każdego uczciwego polityka, a takiego certyfikatu Ziobro nigdy nie uzyskał. W polskiej tradycji godniej byłoby polec na polu bitewnym, niż uciec. – My, Polacy, mamy w historii kraju bardzo mocno wpisane świadectwo ofiary. Przez lata padaliśmy ofiarami historycznej przemocy. I oczekujemy, że polityk pod presją powinien stawić czoła, pokazać postawą, że racja jest po jego stronie, że nie ulegnie, ma odwagę i siłę wewnętrzną, żeby stawić czoła opresji i walczyć o uwolnienie – tłumaczy politolog.
Po upadku, jaki zaliczył Ziobro, powrotu na pierwszą linię władzy nie ma. To mocno i wyraźnie pobrzmiewa w wypowiedziach jego kumpli z PiS. Dla partii Kaczyńskiego, tkwiącej w kryzysie, obrona Ziobry nie mieści się w żadnej kategorii politycznego interesu. Mało tego, niechęć do Ziobry, mówi jeden z polityków Kaczyńskiego, jest jedynym spoiwem łączącym zwalczające się frakcje PiS. A to jedyna korzyść dla jego niegdysiejszego ugrupowania, bo Ziobro zysków ze swej naturalnej strachliwości mieć nie będzie. „Z pozy nieustraszonego szeryfa, którą były minister sprawiedliwości przyjmował, nie pozostało dziś niemal nic”, napisała na portalu Wirtualna Polska dr Barbara Brodzińska-Mirowska z Uniwersytetu w Toruniu. „To nie tylko wizerunkowa katastrofa, ale i klasyczny przykład politycznego efektu Ottingera, obnażającego prawdę: fasada, którą polityk wzniósł wokół siebie, skrywała cechy, których w rzeczywistości mu brakuje”.
Ziobro, polityczna miernota istniejąca dzięki układowi z Kaczyńskim, dziś samobójczo stara się wejść w groteskową rolę pisowskich męczenników: Mariusza Kamińskiego i jego Wąsika. Musi więc budzić śmiech. Najmocniej, jak potrafią to tylko kobiety, podsumowała Ziobrę Barbara Nowacka, minister edukacji. – Okazał się największym tchórzem w polskiej polityce. Tchórzem, który boi się odpowiedzieć na zarzuty, o których nawet politycy PiS wiedzą, że są zasadne. Uciekinier tymczasem odszczekuje się znad Dunaju, ale być może kiedyś, nad ranem, gdy nie będzie truła mu ślubna Pati-Koti, usłyszy głos z oddali: „Ziobro, nie lękaj się! Niewinni nie mają się czego bać!”.