Msza żałobna odprawiona została w Kościele Środowisk Twórczych na Placu Teatralnym, miejscu symbolicznym dla artystycznej stolicy. To tu, w cieniu scen, na których tyle razy zbierała owacje, zabrzmiały słowa modlitwy, wspomnienia i podziękowania za życie „zawsze perfekcyjnej”, jak mówił w kazaniu ks. Andrzej Luter.
Słońce, które zgasło zbyt wcześnie
Świątynia wypełniła się rodziną, przyjaciółmi i tłumem artystów. W liście odczytanym podczas mszy mąż aktorki Ryszard Kirejczyk, córki, zięciowie i wnuki napisali o niej jako o „słońcu”, które zgasło zbyt wcześnie. Ks. Luter mówił o więzi między miłością, przyjaźnią, śmiercią i sacrum. O tym, że śmierć przerywa rozwój uczuć na ziemi, ale ich nie kończy. – Bożena jest – zakończył. Wspomnienia powracały do najważniejszych ról. Do sceny w Teatrze Narodowym, gdy w legendarnej „Balladynie” w reżyserii Adama Hanuszkiewicza wjeżdżała na Hondzie jako Goplana – obraz, który przeszedł do historii polskiego teatru. Do kreacji filmowych, w tym przejmującej roli w „Wielkim tygodniu” w reżyserii Andrzeja Wajdy, gdzie – jak przypomniano – jej aktorstwo było krzykiem strachu i bezradności wobec Zagłady. – Pracowała z najwybitniejszymi: od Wajdy po Kieślowskiego i Hoffmana. Przekraczała granice gatunków, łącząc komizm z dramatem, siłę z kruchością. Listy odczytywane podczas uroczystości układały się w opowieść o artystce totalnej. Rafał Trzaskowski pisał o współtworzeniu artystycznego pejzażu stolicy i o tym, że w jej rolach widzowie odnajdywali cząstkę samych siebie. Związek Artystów Scen Polskich żegnał ją jako wybitną członkinię i przyjaciółkę środowiska. Wspominano temperament, bezkompromisowość i dar scenicznej prawdy, dzięki którym nigdy nie grała na pół gwizdka. Wśród żałobników byli aktorzy, z którymi przez lata spotykała się na planach i w garderobach. Szczególnie widoczna była reprezentacja serialu „Na Wspólnej”, w którym stworzyła postać Marii Zięby. Produkcja pożegnała ją we wzruszającym wpisie, podkreślając, że na planie zostawiła nie tylko wielkie role, lecz także uważność i humor. Nie zabrakło również gestów ze strony przedstawicieli instytucjipaństwowych. Wieniec przy urnie złożył m.in. Karol Nawrocki, a Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w liście odczytanym podczas ceremonii mówiło o wielkiej osobowości i niezwykłej sile, temperamencie i czułości wobec świata.

Uroczystość, która miała być wyłącznie chwilą skupienia, została jednak kilkakrotnie zakłócona. Podczas kazania rozlegały się dźwięki telefonów komórkowych. Mimo wcześniejszego apelu o ich wyłączenie dzwonki przerywały modlitwę i słowa pożegnania. W pewnym momencie ks. Luter stanowczo upomniał wiernych. Po mszy kondukt wyruszył na Powązki Wojskowe. Tam, w grobie rodzinnym, złożono urnę z prochami aktorki.
Bożena Dykiel odeszła 12 lutego. Zostawiła po sobie imponujący dorobek: role w filmach „Wyjście awaryjne”, „Znachor”, w serialach „Dom”, „Alternatywy 4”, dziesiątki kreacji teatralnych i setki wieczorów, kiedy publiczność nagradzała ją owacjami. Była aktorką żywiołem – jak powtarzano podczas pogrzebu – witalną, energetyczną, a zarazem czułą i uważną. Potrafiła być komiczna do łez i dramatyczna do bólu. Jej bohaterki miały w sobie coś z niej samej: odwagę, bezpośredniość i bezgraniczne oddanie temu, co robiła. Wspominający ją artyści podkreślali, że tajemnica jej siły tkwiła w sercu oddawanym każdej roli. „Robiła to z wielką intensywnością i hojnością” – napisano w jednym z listów. Może dlatego jej odejście tak dotkliwie odczuli widzowie. W jej aktorstwie było bowiem coś więcej niż rzemiosło – była prawda emocji, której nie sposób podrobić.