W 2013 roku z Barackiem Obamą, który leciał do Petersburga na spotkanie z Putinem, spotkali się w Sztokholmie na kolacji szefowie rządów państw nordyckich. Tematem była wojna w Syrii, a konkretnie ludobójczy, chemiczny atak wojsk al-Asada na ludność cywilną. Zginęło wtedy 1400 ludzi. Uczestnicy spotkania wypowiadali się, co zrobić, a przeważała opinia proamerykańska, by na zbrodniarza uderzyć zbrojnie. Stoltenberg uznał natomiast, że skoro nie ma rezolucji ONZ, która dawałaby inwazji legitymację prawną (jak w przypadku Libii), to nie należy w Syrii interweniować zbrojnie. Konkluzja Obamy była inna: Syrię trzeba zbombardować! Jak wiemy, nie zgodził się na to Kongres USA, więc Obama się cofnął, ale rozmowa w Sztokholmie, nieoczekiwanie dla Norwega, okazała się jego aplikowaniem o pracę. „Ludzie Obamy zdradzili mi, że prawdopodobnie podczas tamtej kolacji w rezydencji premiera Szwecji dostałem to stanowisko. Obama podobno dostrzegł we mnie p o l i t y k a” – napisał. Sam nie brał pod uwagę swego wyboru, raczej lokując swą przyszłość w gmachu nad East River. „Dotarły do mnie sygnały, że jestem brany pod uwagę jako nowy sekretarz generalny ONZ. Następca Ban Ki-moona miał zostać wybrany w 2016 roku, a ja podobno cieszyłem się poparciem wielu krajów. Rosja również mogłaby mnie zaakceptować. Nie było jednak pewności co do opinii Chin, bo mój rząd odmówił przeprosin za przyznanie przez Norweski Komitet Noblowski Pokojowej Nagrody Nobla chińskiemu obrońcy praw człowieka Liu Xiaobo w 2010 roku”.
Stało się inaczej. Norweski 55-letni ekonomista i były premier stanął na czele paktu obronnego, zbiurokratyzowanego, pełnego generałów bez armii. NATO było tworem bardziej politycznym niż militarnym. W 1949 tworzyło go 12 państw, a w 2014 – 32 członków. Mechanizm działania sojuszu był skostniały, niedofinansowany, a zarządzanie anachroniczne. Tymczasem Stoltenberg pisze. „Świat się zmienił. Stawał się coraz bardziej niebezpieczny. Coraz bardziej niepewny. Coraz mniej stabilny. Bezpieczeństwo w Europie stało się ważnym tematem na arenie międzynarodowej. Napięcie rosło. Dialog z Rosją został zerwany”. W tym samym roku, gdy autor zaczynał misję w Brukseli, konflikty Wschodu z Zachodem nasiliły się, a Moskwa weszła na terytorium niepodległego sąsiada – Ukrainy. Zaanektowała Krym, weszła do Donbasu. To był ważny sygnał dla Zachodu, by
zbudzić się z letargu
i zacząć zbrojenie się. Zachód musiał wzbudzić w sobie pewność, że Moskwa nie posunie się dalej i nie zagrozi sojusznikom. „Obama kładł szczególny nacisk na zwiększenie budżetów obronnych przez europejskie państwa sojuszu i Kanadę. Obecna sytuacja była na dłuższą metę nie do zaakceptowania. Wydatki Stanów Zjednoczonych na obronę wynosiły ponad 70 procent całkowitych wydatków na obronę wszystkich państw członkowskich NATO. – To nie jest sprawiedliwe i nie da się dłużej obronić przed amerykańskimi podatnikami – stwierdził”. Wołanie Amerykanów o zwiększenie budżetów państw NATO kojarzymy dziś głównie z Donaldem Trumpem, który bez znieczulenia potrafi rzucić w twarz Europejczykom: – Nie płacicie za swoje bezpieczeństwo i czekacie na nas? To już koniec. Nie zamierzamy być dalej wykorzystywani… Ale Trump nie był pierwszy w pretensjach. Świadomość nierównego traktowania USA przez sojuszników jest stara jak samo NATO. Już w 1963 roku prezydent John F. Kennedy skarżył się Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, że „państwa NATO nie płacą swojej uczciwej części”. O finansowej nierówności wielokroć mówił prezydent Obama, a kraje o niskich wydatkach na obronę nazwał „pasażerami na gapę”, którzy w sytuacjach kryzysu liczą na amerykańską pomoc wojskową.
Ale prezydent Trump w 2017 roku nie owijał w bawełnę: – Nie płacicie tego, co jesteście winni! – mówił z naciskiem do przywódców. – To nieuczciwe wobec narodu amerykańskiego i amerykańskich podatników. Wiele krajów jest nam winnych ogromne sumy pieniędzy. „A stali przed nim Merkel, Macron i wszyscy inni szefowie państw, zaś Trump zwracał się do nich, jakby byli lokatorami, którzy nie płacą czynszu”.
„Rozpoczęcie pracy na stanowisku sekretarza generalnego NATO jest jak skok do pędzącego pociągu”, napisał autor. „1 października 2014 roku przybyłem do podupadłej kwatery głównej NATO. Zaprowadzono mnie do mojego biura, gdzie błyszczał przykrywający całą podłogę niebieski dywan z symbolem sojuszu. Byłem przekonany, że logo przedstawia gwiazdę. Głoś no zachwyciłem się jej pięknem. – Panie sekretarzu, to nie jest gwiazda. To róża kompasowa, wytłumaczył mi przyjaźnie, acz stanowczo szef protokołu NATO”.
W chwili gdy nowy sekretarz generalny obejmował władzę, w NATO pracowało ponad 13 tysięcy ludzi, którzy zajmowali się operacjami wojskowymi, standaryzowali armie członkowskie, zajmowali się papierami. Kierował nimi sekretarz generalny, który ma też drugie zadanie: przewodniczenie Radzie Północnoatlantyckiej, w której skład wchodzą ambasadorowie państw członkowskich. A Rada spotyka się kilka razy w tygodniu. Roboty sporo, skutek polityczny niewielki, militarny żaden. To Rosja w 2014 roku wywołała proces podobny do tego w 2022 roku w Ukrainie – nieoczekiwaną solidarność narodów i wspólne działanie w obronie własnej. Tym ważnym procesem zarządzał Jens Stoltenberg, sekretarz generalny NATO.
Stoltenberg zna Rosję, poznał Putina, rozmawiał z Miedwiediewem i Ławrowem. Opisuje, jak zabiegał o zerwany dialog i powrót do „normalnych” relacji. Jeszcze w 2013 roku rozmawiał z prezydentem Miedwiediewem, który mówił wtedy: – Pana się nie obawiam. Nie boję się ani prezydenta Baracka Obamy, ani kanclerz Angeli Merkel. Ale kto przyjdzie po was? Historia uczy nas, że przynajmniej raz na sto lat z Zachodu przybywa szaleniec, który chce podbić Rosję. W osiemnastym wieku zaatakował nas Karol XII, a jego głównym celem było zdobycie Moskwy. Napoleonowi udało się to w 1812 roku. W XX wieku zaatakowaliście nas dwukrotnie w dwóch wojnach światowych. W 1941 roku Hitler stanął u bram Moskwy, ale został pokonany. Nie zapominaj, że to stulecie dopiero się zaczęło. Stoltenberg wyznaje: „Nie wiem, jak duże wrażenie zrobiło to na przywódcach NATO, gdy powtórzyłem im tę rozmowę. Na mnie zrobiło ogromne. Świat oglądany oczami Moskwy wygląda inaczej”.
Inaczej wygląda też świat widziany oczami Brukseli, o czym Stoltenberg przekonywał się z biegiem lat. Opór członków przed wznowieniem Rady NATO-Rosja był silny. Pouczającym przykładem była rozmowa sekretarza NATO z litewskim ministrem obrony Juozasem Olekasem, serdecznym, otwartym człowiekiem, socjaldemokratą i lekarzem. „Siedział ze mną w samochodzie, kiedy jechałem na lotnisko. Postanowiłem wykorzystać kameralną, sprzyjającą zwierzeniom atmosferę, jaka zapanowała na tylnej kanapie, by spróbować skłonić go do bardziej pozytywnego nastawienia do dialogu z Rosją. Olekas słuchał w milczeniu. Potem uśmiechając się, powiedział: – Jens, ty podróżowałeś do Rosji w ramach projektów środowiskowych, a ja urodziłem się w gułagu. Nie ufamy Rosjanom. A potem dodał: – Łatwo mówić o dialogu, kiedy pochodzisz z Norwegii. Armia Czerwona wkroczyła do was w 1944 roku, ale potem się wycofała”.
Ciekawa jest charakterystyka rosyjskiego ministra spraw zagranicznych napisana przez Stoltenberga. „Ławrow to potężny mężczyzna, a jego grubo ciosane rysy twarzy i tubalny głos sprawiają, że wydaje się jeszcze większy, niż jest w rzeczywistości. Emanuje tężyzną fizyczną i niezwykłą odpornością, a jednocześnie jest zawsze nienagannie ubrany, nosi stylowe okulary bez oprawek i płynnie posługuje się kilkoma językami. Osobliwe połączenie eleganckiego dyplomaty i tyrana”. Ławrow jest świetnie zorientowany w historii i trudno mu niekiedy sprostać. – Twierdzenie, że Krym jest pierwszą zmianą granicy w Europie po drugiej wojnie w następstwie użycia sił zbrojnych, to bzdura – perorował na spotkaniu ze Stoltenbergiem. – A co z Kosowem, które powstało bezpośrednio na skutek bombardowań NATO? Wiele krajów NATO uznało Kosowo za niepodległe państwo. Ale nie wszystkie, nie Grecja, nie Hiszpania. A co z bombardowaniem Serbii przez NATO w 1999 roku, sekretarzu generalny Stoltenberg? To była akcja militarna naruszająca prawo międzynarodowe, przestępstwo, a wy oskarżacie n a s o łamanie prawa międzynarodowego? Jakim prawem? A skoro już mowa o prawie międzynarodowym – co z Libią w 2011 roku? Zaufaliśmy wam i poparliśmy rezolucję Rady Bezpieczeństwa, a wy to wykorzystaliście, żeby zabić głowę państwa. Nigdy więcej wam nie zaufamy. To wy jesteście hipokrytami. Stosujecie podwójne standardy. Powołujecie się na prawo międzynarodowe, kiedy wam to pasuje, a innym razem macie je w nosie. Wystarczy wspomnieć o militarnej przygodzie w Iraku w 2003 roku i o tym, do czego doprowadziła. Niczego się nie nauczyliście, sekretarzu generalny Stoltenberg! To jeden z wielu przypadków, kiedy zmysł polityczny sekretarza generalnego NATO zdawał się bezsilny. Pocieszał go jedynie ojciec, znający od podszewki politykę Rosji: – Nie przejmuj się tym. Im głośniej ludzie krzyczą, tym mniej pewnie się czują. Fakt, że Ławrow aż tak się irytuje, świadczy o tym, że czuje się bardzo niepewnie. Ale to pokazuje również, że Rosja jest niepewnym narodem. A to już poważna sprawa.
W 2015 roku Stoltenberg spotkał się w Davos z Henrym Kissingerem, papieżem zachodniej dyplomacji, który udzielił Norwegowi pewnej lekcji: – Jeśli Ukraina ma przetrwać i rozwijać się jako naród, nie może stać się przyczółkiem Zachodu na Wschodzie ani przyczółkiem Wschodu na Zachodzie. Musi stać się pomostem między Wschodem i Zachodem. I dorzucił: – Demonizacja Władimira Putina przez Zachód nie jest polityką. To alibi, by nie uprawiać żadnej polityki. Uważajcie, żeby nie izolować Rosji. To słaby kraj w porównaniu z NATO.
Główną ideą obu kadencji Stoltenberga było konieczne zwiększenie budżetów obronnych państw członkowskich. Z tego powodu w kilku stolicach zyskał przydomek
„Mister Two Percent”
(„Pan Dwa Procent”). Pocieszająca była zmiana stanowisk wielu krajów, w tym Polski. Jak się okazało, owe nieosiągalne dwa procent w połowie lat 20. XXI wieku stało się minimum, zaś potrzeby obronne państw członkowskich wzrosły niebotycznie.
Od 2025 roku na czele NATO stoi Mark Rutte, holenderski polityk, były premier. Nie zmieniło się jednak ostrzeżenie, które padło z ust Baracka Obamy. – Wygramy, dopóki będziemy wiedzieć, kim jesteśmy. Ale jeśli n i e będziemy tego wiedzieć, Putin lub ludzie jemu podobni zmiotą budowlę, którą Europa stworzyła po drugiej wojnie światowej. To będzie tragedia dla świata i tragedia dla wszystkich Europejczyków. Chociaż jeszcze tego nie dostrzegacie…
A może nie trzeba sięgać w tak ponure obszary? Popularną postacią w polityce europejskiej pozostaje Jean-Claude Juncker, były premier Luksemburga, którego Stoltenberg wspomina z sympatią. „– Powiedziałem prezydentowi Putinowi, że istnieje tylko jeden powód, dla którego Luksemburg nigdy nie zaatakował Związku Radzieckiego – zaśmiał się Juncker. – Nie mielibyśmy gdzie pomieścić wszystkich radzieckich jeńców, których schwytaliby nasi żołnierze” .