Organizatorzy mają prawo do najbardziej egzotycznych pomysłów, jak umieszczenie Ralpha Kaminskiego w Zespole Pieśni i Tańca „Mazowsze”, szkoda jednak, że nie w regionalnym kostiumie. Jeżeli festiwal TVN ma być „szczytem szczytów”, to takie „jasełka” są arią z innej opery.
Polecam raczej żarty Artura Andrusa i Andrzeja Poniedzielskiego, od lat kojarzonych z typem satyry opartym na słowie, obserwacji codzienności, absurdzie i piosence literackiej, oraz Kabaretu Hrabi plus Wojciecha Kamińskiego, którzy wystąpili podczas kabaretowej nocy pod gwiazdami w Amfiteatrze Miejskim w Lidzbarku Warmińskim. Na antenę telewizyjnej Dwójki po przerwie powróciły Lidzbarskie Wieczory Humoru i Satyry, z zapowiedzią corocznej transmisji i powtórek. Ten najstarszy w Polsce kabaretowy festiwal 50 lat temu rozpoczął przyjazdy satyryków do miasta Ignacego Krasickiego, by nie tylko bawić publiczność, ale także w turniejach młodych zespołów kabaretowych toczyć walkę o Złotą Szpilkę – w tym roku trofeum zdobył Aleksander Talkowski.
Na galę 50-lecia do Lidzbarka zjechali absolutni mistrzowie kabaretu, którzy od kilkunastu lat nigdy nie spotkali się na jednej scenie. W programie „Powrót Mistrzów, czyli kogo tu nie było” obok już wymienionych zobaczyliśmy m.in. Katarzynę Pakosińską, Filipa Jaślara, Czesława Mozila, Szymona Majewskiego, Wojciecha Manna, Piotra Bukartyka, Grażynę Łobaszewską z zespołem Ajagore. Najmocniejszym akcentem był oczywiście humor, który nie potrzebował efektownych dekoracji. Wystarczyło jedno zdanie wypowiedziane w odpowiednim momencie, by rozbawić publiczność.
Lidzbarska gala poświęcona była też mistrzom sceny kabaretowej, którzy odeszli, a byli związani z Lidzbarkiem: Krzysztofowi Jaślarowi, Joannie Kołaczkowskiej i Marii Czubaszek. Wspomnień czar, kabaretowa uczta.