Wojna, pamięć i… cisza
Historia Stanów Zjednoczonych zaczęła się od generała George’a Washingtona. Późniejsi prezydenci – w zasadzie wszyscy – mieli za sobą doświadczenia wojenne, często bardzo ważne i osobiście bolesne. Amerykańskie przywództwo przez dekady opierało się na przekonaniu, że decyzje polityczne mają ciężar realnych konsekwencji, a wojna jest tragicznym doświadczeniem.
Urodziłam się w czasie, gdy choć ludzie jeszcze leczyli rany, ale druga wojna światowa była tylko bolesnym wspomnieniem. Pamiętam, z jakim uznaniem moi rodzice mówili o generale Eisenhowerze. Był naczelnym dowódcą alianckich sił w Europie, architektem lądowania w Normandii, człowiekiem, który rozumiał, że zwycięstwo nad III Rzeszą nie może być dziełem jednego państwa. Pewnie to w dużej mierze przyczyniło się do tego, że Amerykanie wybrali go na swojego prezydenta.
Rodzice mówili, że „Ruscy nie wygraliby z Hitlerem, gdyby nie pomoc Ameryki”. Eisenhower z kolei traktował sojuszników jak partnerów, bo wiedział, że bez nich wojna byłaby przegrana. Dlatego Europa go pamięta i ceni. Moje pokolenie nie zna wojny z osobistych doświadczeń. To wielka rzecz na tle dziejów Europy, gdzie takie okresy się chyba w ogóle nie zdarzały. Być może stało się tak dlatego, że na czele mocarstw stali ludzie, którzy – choć prężyli muskuły – znali wojnę z osobistych doświadczeń i wiedzieli, do czego prowadzić może nieodpowiedzialna polityka.
I oto zjawił się niejaki Donald Trump, człowiek, który nie tylko nie służył w wojsku, ale robił wszystko, żeby do armii nie trafić. Odroczenia, „problemy zdrowotne”, ostroga pięty – cokolwiek, byle nie front. Ten sam człowiek dziś lekceważy poświęcenie żołnierzy innych krajów, poucza generałów, kpi z sojuszników i opowiada bajki o wojnach, jakby były partią golfa na jego ranczu, które to partie on ponoć zawsze wygrywa. Donald Trump lekceważy udział sojuszników NATO w wojnach prowadzonych przez USA. Sprowadzanie wkładu innych państw do roli „stania z tyłu” jest zwyczajnym fałszem. W Afganistanie zginęło 44 Polaków. W Iraku Wojsko Polskie odpowiadało za całe strefy operacyjne.
Te wojny – niezależnie od ich politycznej oceny – były prowadzone wspólnie, na wezwanie Ameryki, a nie jednostronnie. W wielu krajach NATO reakcje były jednoznaczne. Politycy i środowiska weteranów przypominali fakty, liczby i nazwiska poległych. Na tym tle szczególnie widoczny jest brak wyraźnej reakcji Karola Nawrockiego, który w swojej działalności chętnie odwołuje się do kategorii pamięci, godności i historycznej dumy, który – jak chyba nikt inny – potrafi krzyczeć: „Czołem, żołnierze!”. A przecież to „czołem” nie jest zawołaniem „cześć” do kiboli, lecz oddaniem hołdu sztandarowi, pod którym żołnierze stoją. Gdy sens ofiary polskich żołnierzy jest publicznie kwestionowany, cisza nie jest neutralnością. Jest skandalem. Niezależnie od tego, jak oceniamy stan psychiczny rzucającego kalumnie, milczenie nie chroni pamięci. To jedynie bieżąca kalkulacja polityczna.
Historia Polski uczy jednak, że brak reakcji wobec fałszowania doświadczenia wojny zawsze obraca się przeciw tym, którzy milczą. Pamięć nie polega wyłącznie na obchodach rocznic, lecz na obronie sensu ofiary wtedy, gdy jest ona deprecjonowana. Swoją drogą, ciekawe, co na to powiedziałby niejaki Batyr – literackie wcielenie Karola Nawrockiego. ELA
Kapitalizm korupcyjny
Oj, działo się na świecie, a szczególnie w szwajcarskim Davos na corocznym światowym forum ekonomicznym. No i tak sobie myślałem, kto po tym forum odniósł największy sukces? Wyszło mi, że największym sukcesem Putina stał się Trump. Tak go sobie ukształtował przez wiele lat, że chyba sam wprowadzi do annałów definicji kapitalizmu, który Putinowi obcy nie jest, nową formę kapitalizmu – kapitalizm korupcyjny.
Trump przyleciał z liczną delegacją wiernych przybocznych, ale, jakby na ironię, wyłożono mu czerwony dywan od helikoptera, przypominając Alaskę, i mało tego, że szedł sam jak palec, to jeszcze nikt nie raczył go przywitać i uścisnąć mu dłoni. Jeśli ktoś z delegacji zrozumiał, co to oznacza, to pewnie i tak by mu nie powiedział, nie chcąc popsuć mu nastroju przed wystąpieniem. Wcześniej (to u niego cotygodniowe ekscesy do potrząsania giełdami) ustami swojej przybocznej kobiety postraszył użyciem wojska do zajęcia Grenlandii – tylko po to, aby i tak osiągnąć swój cel.
W czasie przemówienia łaskawie bąknął, że siły nie użyje, w zamian za eksterytorialność jakiegoś kawałka tej „bryły lodu” na swoją złotą kopułę, a europejscy biurokraci nawet zgodzili się mu dopłacić do tego interesu, tylko chyba po to, aby się od nich na jakiś czas odwalił. Ba! Zrobił sobie nawet show z tym kadłubkiem zwanym Radą Pokoju, o której skuteczności przekonamy się niebawem w Iranie. Jednak z najlepszym i najważniejszym przekazem dla Europy wystąpił prezydent Ukrainy W. Zełenski. Zawstydził jednak tylko tych, którzy poczuli się zawstydzeni. Ilu ich jest i kto do nich należy? Tu można już tylko spekulować. Jedno wydaje się pewne.
Kapitalizm korupcyjny w wydaniu Putina zadziałał na jego warunkach i na jego korzyść, co skutecznie punkt po punkcie celnie wytknął Zełenski. Jedyne podziękowanie, jakie złożył, to że Europa nie będzie musiała co pół roku przedłużać w głosowaniu decyzji o zamrożeniu aktywów Rosji w europejskich bankach. Kiedy sami Ukraińcy już rok temu mówili mi, że w szczątkach rakiet Rosji są części z datą produkcji po wybuchu wojny w zakładach Europy Zachodniej, a ja pisałem o tym do ANGORY, uznano to pewnie za fake news i nie publikowano. Teraz Zełenski po raz kolejny (pisano to nawet na jego oficjalnych forach internetowych) powiedział wprost całemu światu, że tak było i jest nadal – i dobrze, że o tym powiedział.
Jeśli faktycznie te części do rakiet zostaną zablokowane, to Putin swoimi kanałami może wysłać w świat nazwiska skorumpowanych kapitalistów Europy. Na pytanie, czy w Europie możemy się jakoś uniezależnić od USA, odpowiem – tak, ale powoli, nie od razu, bo tak się nie da. Trump jest nieprzewidywalny (delikatnie mówiąc). Jeszcze przez długie lata po jego odejściu jacyś badacze będą analizować jego osobowość. Osobowość jego, jego przybocznych i nawet wyborców wynika z tego, jaki jest poziom edukacji w USA. Publiczne szkoły od zawsze były tam na niskim poziomie.
Dziś technologia wyprzedziła tzw. potoczną wiedzę o życiu i jego najróżniejszych dziedzinach. Ciemnota wierzy w brednie i kłamstwa, które ruscy geniusze umieją produkować i wklejać w mózgownice Amerykanów. Czy my jesteśmy lepsi od nich? Nasza edukacja, dzielnie wspierana przez kler, też już przynosi rezultaty, np. Brauna: „Szczęść Boże” i „Bij Żyda”, że o promoskiewskiej konfederacji nie wspomnę. Cały świat ma dość Trumpa, no, może z wyjątkiem tych 19 „ochotników”, którzy przystąpili do jego Rady Pokoju. Brawo dla UE za porozumienie z Ameryką Południową i Indiami! Nasi rolnicy nie zasługują na szczególną ochronę, mają już sporo na sumieniu, a cackamy się z nimi jak z jajkiem. Pozostaje dogadywać się z Chinami, którym obcy jest trumpowski kapitalizm korupcyjny.
Czemu nie ma paneuropejskich banków? Czemu nie ma paneuropejskich operatorów sieci komórkowych? Konsekwentne sankcje na Rosję doprowadzą ją do miejsca, w którym jest teraz Iran. Premier Kanady Mark Carney powiedział, że światowy porządek powojenny był iluzją, która służyła nam wszystkim. Ale Polska przez ostatnie 35 lat była tej izolacji beneficjentem. Obudzenie się Europy, która próbuje uniezależnić się od USA, jest dla nas mocno niekomfortowe. Na razie gramy na dwóch fortepianach, tworząc politykę doświadczania w tym samym czasie dwóch sprzecznych ze sobą emocji. Z jednej strony – chwalić Amerykanów za zmuszanie Europy do ponownego zbrojenia się, a z drugiej – Europę chwalić za próbę ustanowienia strategicznej autonomii.
A co będzie, jak ta autonomia zacznie się urealniać? Wtedy dopiero zaczną się dla nas kłopoty, bo europejscy partnerzy wymuszą na nas wybór: albo Jankesi, albo Stary Kontynent. Najbliższe tygodnie, już nie lata, pokażą, na ile zmiana postawy Niemiec, Francji, KE czy RE jest trwała i czy rzeczywiście pogodzili się oni z ostatecznym końcem sojuszu transatlantyckiego – co nie oznacza końca NATO czy rozpadu UE. W Davos po raz pierwszy mówiono głośno o rozpadzie porządku międzynarodowego oraz powojennej umowy społecznej. To moja prywatna wersja zmiany polityki zagranicznej UE, która powinna być przykładem dla świata, gdzie wciąż siła prawa dominuje nad prawem siły. KORDIAN
Dyskwalifikacja Wielkiego Mistrza?
Order Orła Białego (OOB) – co to jest, kto może być nim odznaczony? Zgodnie z wiedzą falerystyczną, jest to najwyższe odznaczenie Rzeczypospolitej Polskiej. Order ustanowił August II Mocny 1 listopada 1705 roku na zamku w Tykocinie; obecna dewiza Orderu brzmi: „Za Ojczyznę i Naród”. Nadawany był głównie magnatom, rycerstwu, którzy wspierali króla w wolnej elekcji, z czasem „kupowano” za niego posłuszeństwo odznaczonych, co nasiliło się w czasach Augusta III. Order był i jest nadawany za znakomite zasługi cywilne, wojskowe, dla pożytku i chwały, położone tak w czasie pokoju, jak i wojny. Nie dzieli się na klasy. Dziś nadawany jest najważniejszym Polakom oraz najwyższej rangi przedstawicielom państw obcych.
Na straży honoru najważniejszego odznaczenia państwowego stoi Kapituła Orderu Orła Białego. Do niej należy opiniowanie wniosków o nadanie lub pozbawienie Orderu oraz występowanie z inicjatywą nadania lub pozbawienia Orderu. Członkowie Kapituły powoływani są przez Prezydenta RP na pięć lat spośród osób, które zostały odznaczone wcześniej tym Orderem. Kapitułę tworzą Wielki Mistrz Orderu i pięciu członków. Zgodnie z ustawą o orderach i odznaczeniach, Prezydent RP, z tytułu wyboru na urząd, staje się automatycznie Kawalerem Orderu Orła Białego, Wielkim Mistrzem Orderu i przewodniczy Kapitule. Kapituła ze swego grona wybiera Kanclerza Orderu i Sekretarza Kapituły – tyle mówi regulamin, który zatwierdza Prezydent RP, dokonując, bądź nie, stosownych poprawek czy zmian.
Dziś imiennie wygląda to tak: Karol Nawrocki – Wielki Mistrz/Kawaler Orderu od 6.08.2025 r.; Michał Kleiber – Kanclerz Orderu od 7.08.2021 r.; Zofia Romaszewska – Dama Orderu, Sekretarz Kapituły od 7.08.2021 r.; Adam Bujak – członek Kapituły od 19.06.2023 r.; Bronisław Wildstein – członek Kapituły od 19.06.2023 r. Jakie należy spełnić warunki, aby otrzymać Order Orła Białego? – Znakomite zasługi cywilne, wojskowe dla RP, położone zarówno w czasie pokoju, jak i wojny, przyczyniając się do obrony niepodległości, rozwoju Ojczyzny, mieć nieposzlakowaną opinię we wszystkich środowiskach społecznych (zawodowych, cywilnych, akademickich i innych), mieć znaczące osiągnięcia zawodowe w rozwoju gospodarki, kultury, nauki czy na arenie międzynarodowej. Sprawdzony dogłębnie i uzupełniony wniosek kandydata do nadania Orderu zatwierdza Kapituła, a głos ostateczny należy do Wielkiego Mistrza Orderu – w obecnych czasach do Karola Nawrockiego.
I tu byłoby wszystko OK, gdyby wspomniany Prezydent RP był wybierany na ten urząd przez naród za: wybitne zasługi, nieposzlakowaną opinię środowisk, autorytet i szacunek WSZYSTKICH Polaków. Ale ten prezydent tych warunków przy wyborze, niestety, nie spełniał, wybierany bowiem był politycznie… Inaczej mówiąc i pisząc, ktoś, kto zajmował się sutenerstwem (jak podają media), kibolskimi ustawkami, miał kontakty z gangsterami, kombinował z przywłaszczeniem mieszkania starszego pana, wykorzystywał obiekty służbowe na prywatny hotel, nie dba o swoje zdrowie, bowiem przed kamerami TVP wciągał przez nos tajemnicze substancje, dziś samowolnie, a poprawniej – przy pomocy swoich kancelistów – na złość narodowi i demokratycznie wybranemu rządowi wetuje ustawy. Jest skryty, niewiele mówi (choć czasami wrzeszczy) i wykonuje zadania, nie analizując ich skutków.
Wyobraźmy sobie dyrektora szkoły, który na zakończenie roku szkolnego nie podpisuje świadectw uczniom, którzy skończyli pomyślnie szkołę, dlatego że obraził się na panią sekretarkę. Tak właśnie Nawrocki potraktował studentów uczelni wojskowej. Jakim zatem jest ten prezydent, jeśli ze swoimi kancelistami szczuje na naród? Dlaczego to piszę? Otóż mój apel, i nie tylko mój, do Kapituły Orderu Orła Białego jest następujący: proszę w imieniu tych wszystkich, którzy szanują Order, abyście dokonali stosownych i jednoznacznych zmian w zapisach regulaminu Orderu, by kandydaci na urząd Prezydenta RP i prezydenci pełniący już to stanowisko nie mogli dostąpić zaszczytu bycia Wielkim Mistrzem i Kawalerem Orderu Orła Białego, jeśli w opinii o nich znajdą się rysy w życiorysie, które kandydata dyskwalifikują… Karol Nawrocki nie ma prawa posługiwać się tytułem Wielki Mistrz i Kawaler Orderu Orła Białego! Pozdrawiam Czytelników i Redakcję FALERYSTA
PS Po skończonej kadencji prezydent zwyczajowo zabiera Order ze sobą, a powinien pozostawić go na urzędzie. To znaczy, że Karol Nawrocki zabierze Order bezprawnie.
Ave Cesar, ave… Trump
Nie wiem, czy idący na śmierć pozdrawiają swego „cezarka – Donalda”, a jeżeli tak, to jakimi słowami? A idą tam, gdzie gna ich rozkaz „cezarka”. Już przed nim było wielu chcących podporządkować sobie cały świat. Zaczynając od Rzymian i ich cezarów, poprzez Aleksandra Wielkiego, Czyngis-chana, Osmanów, Napoleona, Stalina – aż po samego Adolfa – nie licząc pomniejszych watażków, kacyków, nawiedzonych, próbujących kształtować świat według własnego rozbudowanego ego. Udawało się przeważnie do pewnego poziomu, poza którym już był tylko mniej lub bardziej bolesny upadek. Oczywiście w propagandzie u podstaw zawsze leżało dobro podbitych plemion i całych narodów, ale tak naprawdę „słuszny interes” własnego państwa i zwykła żądza władzy. Oczywiście aneksje i podboje dotyczyły (głównie) poszerzenia terenów, pozyskania dostępu do morza, cennych surowców, wpływów handlowych itp. Nic się nie zmieniło.
Współczesny kandydat na władcę świata ma w sobie to samo chciejstwo, pazerność na władzę, poczucie swego ziemskiego posłannictwa – chociaż o błogosławieństwo dla ludu swego (i szczególnie siebie) zwraca się do Boga, a właściwie to Bogu nakazuje! Sam siebie zgłosił do Pokojowej Nagrody Nobla, a skoro się tam na nim (nie) poznali, wymusił jej darowiznę od osoby, która okazała się nagrody godna. W zasadzie nie wiadomo, czy to jest tylko śmieszne, czy głupie, ale – moim zdaniem – jest groźne. Groźne, tak jak wymuszanie pozyskania Grenlandii, naciski na przyłączenie Kanady, podporządkowania Wenezueli czy Kuby.
Onego „cezarka” cieszy sama świadomość posiadania władzy, łajania innych, siania grozy lub chociaż zamieszania w strukturach NATO czy ONZ, niespełnianych nigdy obiecanek itd. Co na to świat? Zaskoczony świat przyczaił się i nie wie, co począć. Nic dziwnego! Dotychczas tenże świat i sama Ameryka postrzegały USA jako ostoję demokracji i stabilności (ciągle ta sama konstytucja).
Od czasów wojny secesyjnej nie spadła żadna bomba, żaden czołg po ulicy nie jeździł, nie latały obce samoloty i drony. Czasem sobie postrzelali tu i ówdzie, skasowali paru migrantów lub takich, którzy nie tak jechali czy parkowali nie tak, jak należy. Sami zaś brali udział w każdej z wojen (łącznie ok. 300), jakie toczyły się pod różnymi szerokościami geograficznymi, co najmniej po jednej ze stron – czasem po obu, wysyłając różne rodzaje broni, a przynajmniej swych doradców wojskowych.
Pozałatwiali też prawie wieczyste licencje na wyłączność produkcji najbardziej groźnych narzędzi zabijania. Zastrzelenie dwóch wojskowych w Waszyngtonie Trump nazwał LUDOBÓJSTWEM, ginących tysiącami Ukraińców, Palestyńczyków czy Irańczyków zupełnie nie dostrzega. A nawet drwi, oznajmiając, że sami sobie winni, bo nie chcą się poddać na jego warunkach – wyrzekając się tego, co stanowi o ich „być albo nie być”, czyli ziemi, domów, niepodległości itd. Ameryki nie lubię od zawsze, czyli odkąd nauczyłam się czytać ze zrozumieniem. Biali niszczyli i prawie zniszczyli rdzenną ludność, i to w obu Amerykach (konkwista, rekonkwista), a teraz ich kolejny prezydent sam siebie mianował (na razie w myślach) królem świata i nas wszystkich o tym chce przekonać. I jest na najlepszej drodze do tego. BABCIA HELENKA
Znajomi uważają nas za… frajerów
Kolejny rok jest rokiem obietnic dotyczących abonamentu rtv. Przerabialiśmy już specjalną komisję sejmową w tej sprawie, potem były wybory i sprawa utknęła, jak zawsze. A tu nie trzeba wypracowywać nowych wzorów, wystarczy rozejrzeć się, jak to wygląda w innych krajach UE i zaadaptować system, który będzie w Polsce najlepiej się sprawdzał. Wśród 90 proc. zadeklarowanych katolików w Polsce tylko 30 proc. uznaje, że opłacanie abonamentu jest uczciwe. Jesteśmy wśród tych drugich, od zawarcia związku małżeńskiego przez 44 lata opłacamy abonament rtv, choć bardzo mało korzystamy z oferowanych przez telewizję publiczną programów, bo pokazuje nam na okrągło same powtórki.
Wykupujemy płatne platformy, bo tylko w ten sposób jest w Polsce dostęp do nowości bez „Stawki większej niż życie”, „Czterech pancernych i psa”, „Pana Wołodyjowskiego”, „Potopu” itd. Znajomi śmieją się z nas i uważają za frajerów, nikt nie poczuwa się do tego obowiązku, państwo jest bezradne. Obliczyłam, że wydane pieniądze na ten cel moglibyśmy przeznaczyć na ciekawe wycieczki po świecie; trochę się tych pieniędzy nazbierało. Dla uczciwych, przed planowaną podwyżką, rząd składa obietnice, że to się zmieni w przyszłym roku.
Jakoś w to nie wierzę! Tak jest za każdym razem, a przecież za rok to już tuż-tuż wybory i trzeba myśleć o wyborcach, jak zawsze. Nieudolność w tym względzie, niezależnie od sprawujących władzę, jest porażająca. Prędzej doczekam wieku zwalniającego mnie z tego obowiązku niż zmiany regulacji w tym zakresie, a wtedy dojdę już do 50. rocznicy. Pół wieku płacenia, gratuluję! Z poważaniem EWA KORONOWSKA