R E K L A M A
R E K L A M A

Listy do redakcji Angory (11.01.2026)

Listy nadesłane przez czytelników tygodnika Angora. Za wszystkie wiadomości dziękujemy i zachęcamy do dalszego kontaktu.

Fot. Domena publiczna

Złoty prezes 

Kiedy Izraelici byli znudzeni i zniecierpliwieni długim pobytem na pustyni w drodze do Ziemi Obiecanej, a Mojżesz wciąż nie wracał z góry Synaj, Aaron odlał im – niejako na pocieszenie – posąg byka ze złota. Tak narodził się biblijny złoty cielec. 

Przypowieść o tym wydarzeniu przyszła mi na myśl przy przeglądaniu gazet, w których na wielu szpaltach znalazłem teksty niejakiego Adama Glapińskiego traktujące o polskich zasobach złota. Glapiński pisze: „Dzisiaj, gdy makroekonomiczne skutki globalnych wstrząsów z poprzednich lat już zasadniczo wygasły, widać jednoznacznie, że polski bank centralny stanął na wysokości zadania”.

Ma na myśli pewnie swoje słynne występy standuperskie, gdy tłumaczył kilka lat temu, że inflacja faluje, jest niska, będzie może jeszcze niższa i nic nam nie grozi. A w sklepach była rzeczywistość, czyli kilkunastoprocentowy wzrost cen wszystkiego i wszędzie. Na tych medialnych występach tłumaczył wszystkim, w jak świetnej kondycji jest polska gospodarka za PiS-u.

Nigdy tak dobrze jak wtedy nie było. Zwracanie uwagi na brak odpowiednich reakcji ze strony NBP na wzrost cen nazywał atakami na tle politycznym. Teraz czytam, że Glapiński zmienił front. Pisze o tym, że PKB jest w Polsce wyższe o ok. 16 proc. niż przed pandemią, wzrost PKB wyraźnie przekracza 3 proc., a bezrobocie należy do najniższych w Unii. Nie pisze tego wprost, ale pośrednio wynika, że teraz jest nawet lepiej niż za czasów, gdy rządził wszechwładny Jarosław, do którego jeździł po wytyczne. Tak przejawiała się niezależność banku centralnego: od banku nic nie zależy, wszystko zależy od Nowogrodzkiej.

Wiadomo było, że wstrzymywanie się z podwyżkami stóp procentowych pozwalało na zmniejszanie wydatków budżetowych, a inflacja odwrotnie – przysparzała budżetowi dochodów. Jak trzeba było finansować deficyt budżetowy, to się to robiło. Za te „działania” grozi Glapińskiemu Trybunał Stanu i o pomstę do nieba woła fakt, że trwa to tak długo. Dalej Glapiński chwali się jeszcze, że nasze zasoby złota przekraczają 530 ton i są warte 250 mld dolarów. Zajmujemy pod tym względem 12. miejsce wśród banków centralnych. Tymczasem nawet pobieżny ogląd sytuacji w gospodarce światowej pokazuje, że gra toczy się dziś o inne metale. Złoto jest przykładem surowca, którego wartość wynika nie z faktycznego zastosowania, lecz jedynie ze zmian popytu. Bankierzy centralni gromadzą złoto niejako z przyzwyczajenia, gdyż jest ono od lat głównym aktywem niewalutowym.

Dziś walka toczy się o metale ziem rzadkich, takie jak lit czy itr, które mają zastosowanie w nowoczesnych technologiach, i posiadanie dostępu do nich stanowić będzie o ekonomice danego kraju. Glapiński mówi, ile warte są nasze zasoby złota przy obecnych cenach. Jako przestrogę przytoczę prezesowi przykład mojego kolegi, który cieszył się, że ma w portfelu akcje za milion złotych, które w końcu udało mu się spieniężyć za nieco ponad 20 tysięcy. Żeby w folwarku Glapińskiego nie było tak pięknie, to na sąsiednich stronach tej samej gazety znajduję informację o konflikcie w łonie Zarządu NBP i Rady Polityki Pieniężnej.

Jednym z powodów konfliktu są wysokie zarobki i premie samego prezesa, który w 2024 roku zainkasował 1 379 946,42 zł, czyli prawie 115 tys. zł miesięcznie, a 3800 zł dzień w dzień. Pomyślą Państwo: Czy ktoś, kto dostaje takie pieniądze, ma jeszcze czas, by coś robić, poza zastanawianiem się, jak taką kasę wydać? A, zapomniałem! Ma czas pisać do gazet o swoich sukcesach. ALEKSANDER POPOWSKI

Polska w chaosie

„Uważam, że w Polsce nie ma demokracji. Nawet jeżeli PiS przegra wybory i do władzy dojdą Platforma Obywatelska i Nowoczesna, nie będzie odrodzenia demokracji. Nawiasem mówiąc, taki przebieg wydarzeń, że nastąpi łagodne przejęcie przez przegraną wyborczą PiS-u, wydaje się niesłychanie mało prawdopodobny (…). Obalenie Kaczyńskiego, które na pewno nastąpi, nie będzie otwarciem bram raju, lecz chaosu. Biorąc pod uwagę tendencje światowe, on będzie długo trwał. Znacznie dłużej niż Kaczyński, może nawet kilka dekad”. 

Te wizjonerskie, ale i bardzo pesymistyczne słowa profesora Marcina Króla z listopada 2016 r. spełniły się dopiero w 2023 r., po przejęciu władzy przez Koalicję 15 października, i faktycznie okazało się, że państwo jest w fatalnym stanie i bałagan panuje prawie w każdej dziedzinie życia (…). Sąd Najwyższy, który powinien być źródłem prawa, większość Polaków ocenia jako organ obsadzony „swoimi”, neosędziami, przestał być organem apolitycznym i bezstronnym. W efekcie cierpi na tym obywatel, który spotyka się z pokiereszowanym wymiarem sprawiedliwości. 

A więc chaos, w którym teraz żyjemy, to wynik błędnych decyzji, które nam zgotowali politycy „dobrej zmiany”. Potwierdzili to sami „trzymający władzę w państwie PiS”: Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki. Ale można zapytać, dlaczego za głupotę miernych polityków ma cierpieć społeczeństwo? W ostatnich miesiącach swojej kadencji Andrzej Duda zawetował kilka ustaw, np. okołobudżetową, a siedem odesłał do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej, np. nowelizację ustawy budżetowej na rok 2025, co de facto zablokowało wejście jej w życie. To było pokazanie, kto jest ważniejszy.

To kolejny etap wprowadzania chaosu w państwie. Jeszcze lepszy w tym jest Karol Nawrocki, który, demonstrując swoją niechęć, a nawet wrogość do rządu koalicyjnego, a szczególnie do Donalda Tuska, już w pierwszym miesiącu swojego urzędowania zawetował siedem ustaw, w tym wiatrakową, aktualizującą prawa obywateli Ukrainy w Polsce, i ustawę deregulacyjną w zakresie energetyki. W ciągu następnych 60 dni prezydent zawetował następnych 8, przez co uzyskał ksywę „Prezydent Karol Weto”, co może byłoby śmieszne, ale przecież stanowi poważny problem dla funkcjonowania państwa. 

Każdy projekt ustawy przechodzi skomplikowany proces legislacyjny, wypracowany przez komisję sejmową, z konsultacjami społecznymi, opiniami specjalistów, prawników, konsultacjami międzyresortowymi itp. Ten proces trwa długo – kilka, a nawet kilkanaście miesięcy. Przeciętny Kowalski, w tym i ja, zastanawia się, jak to możliwe, że prezydenci, najczęściej z jednostronnym wykształceniem, mają większą wiedzę aniżeli posłowie, senatorowie, z całą grupą doradców i legislatorów? Okazuje się, że ta ich praca idzie na marne, bo prezydent, tak jak „Król Słońce”, zawsze chce mieć rację (…). Prezydent Karol Nawrocki, pewnie z inicjatywy swoich doradców, rozpycha się, starając się rozszerzyć zakres swoich kompetencji, np. widząc konieczność uzgadniania projektów ustaw czy wniosków o nominacje oficerskie, co nie wynika z Konstytucji RP, przy okazji szantażując rządzących. To kolejny kłopot – to osłabianie państwa. 

W wielu urzędach, a szczególnie w wymiarze sprawiedliwości, ludzie związani z „trzymającymi władzę w państwie PiS”, niestety, czasem sabotują działania rządu, nie wykonując swoich obowiązków lub celowo wykonując je źle. Inni, licząc na powrót „dobrej zmiany”, nie chcąc się narażać, robią to samo, ale w białych rękawiczkach. To kolejny element bałaganu w państwie. Wojna w Ukrainie i potężne środki finansowe przeznaczane na obronność państwa polskiego, działalność prezydenta Karola Nawrockiego, który założył walkę nie tylko polityczną z rządzącymi, blokując ustawy naprawcze, chaotyczna, trudna do przewidzenia polityka administracji amerykańskiej i problemy Unii Europejskiej nie pozwalają na optymizm, a więc może, niestety, będzie miał rację profesor Marcin Król, że ten chaos będzie w państwie trwał i jego naprawianie to, niestety, dekady (…). Może to zbytni mój pesymizm, ale trzeba być realistą, bo od stuleci wiadomo, że: „Chaos zawsze pokona porządek, gdyż jest lepiej zorganizowany, a chaos rodzi więcej chaosu”. 

Przy okazji przypomnę słowa George’a Orwella: „Ludzie, którzy głosowali na nieudaczników, zdrajców, złodziei i oszustów, nie są ich ofiarami, są ich wspólnikami”. Kaczyńskiego, Ziobrę, Dudę i Nawrockiego nie wybrały krasnoludki, wybrali Polacy. WAWA z Żoliborza

Otrumpieni!

Mdłości mną targały, gdy 9 grudnia słuchałem wywiadu Piotra Kraśki w TVN24 z nowym ambasadorem USA w Polsce Thomasem Rosem. Piał jak stary kogut z zachwytu o nas, jacy to my jesteśmy silni z „największą armią w NATO”, jakby zapominając, że jego szef w Białym Domu zmienił już polityczną koniunkturę zewnętrzną świata i przyczynił się znacząco do zmiany naszej, wewnętrznej. Wiemy już, po opublikowaniu ich Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, na czym polega hasło „America First” na świecie.

Będą się niebawem oficjalnie kumać biznesowo z Rosją Putina, lekceważąco traktować Unię Europejską jako niemal wroga i wręcz imperialnie traktować małych sojuszników. Za to Niemcy, dużego sojusznika w Europie, namaścili jako wiodącego we wszystkich aspektach, także militarnych. (P)rezydent Nawrocki i jego spec od spraw zagranicznych – zamilkli. A jak V. Orbán, guru pisowskiej braci, protektor uciekinierów i wzorcowy trumpista, pojechał do Putina, to nasz prezydent, bojąc się o własny image, odwołuje u niego wizytę. A jak u nas, w Polsce?

Zawiązany duet Tusk – Czarzasty po samoeliminacji Hołowni ma już oczywisty plan wbijania legislacyjnych klinów w szczeliny między prawicowymi formacjami – a to już jest polityczne miodzio dla takich starych wyjadaczy jak oni. A kogo mają? Wolnościowców Mentzena w kontrze do socjalistów i etatystów Kaczyńskiego. Suwerenistów z ich liderem Ziobrą zwalczanych (nawet na stadionach) przez narodowców Bosaka. Braunowców, czyli zbitkę jawnie szurniętych person z tego środowiska. No i w samym PiS-ie dzieje się i różnie się dzieli (…). Dlatego nie wierzę ani jednemu słowu nowego ambasadora USA – no, może z wyjątkiem opisu własnych żydowskich korzeni z ubiegłych wieków na naszej ziemi.

Dla Polski prezydent USA jest JUŻ postacią bardzo niebezpieczną, gdyż powtarzane jak mantra jego antyunijne i antyzachodnie narracje brzmią u nas jak geopolityczny „szpont” – czyli wygłup. Pasuje jak ulał do bardziej subtelnej wersji młodzieżowej tego słowa 2025 roku „szponcik”, choć raczej młodzi ludzie nie odnosili tego do Trumpa. Kilka punktów sondażowych więcej „nasz rząd dostał wprost od Trumpa i od (takiego słowa nie ma, ale mogłoby być) otrumpionej polskiej prawicy” – jak napisano w jednym z tygodników. Czas najwyższy przyjąć do wiadomości, że po pierwsze, Ameryka jest daleko za oceanem, a po drugie, art. 5 traktatu nie działa z automatu, bo to nieprawda. Wystarczy go przeczytać, zwłaszcza część drugą, ze zrozumieniem. Z poważaniem K.J.

Ostrzegam seniorów

Nie mogę milczeć, muszę się z Wami podzielić kłopotami, gdyż pragnę się rozliczyć z przeszłością. Chcę ostrzec seniorów przed skutkami przekazania swego dorobku w formie zapisu swoim dzieciom, ponieważ, jak się zorientowałem, seniorzy często bywają wtedy bardzo źle traktowani przez młodych spadkobierców. Nie zapisuj tego, co masz, nikomu, bo mogą cię spotkać problemy z wejściem do swojego domu i zniszczenie spokojnego życia. Zrób testament! 

Zapisałem dom odziedziczony po rodzicach córce i zięciowi. Mieliśmy w nim mieszkać i go remontować. Zakupiłem wszystkie potrzebne materiały, narzędzia budowlane. Ale córka z zięciem wyprowadzili się za granicę, by tam zamieszkać. Dom i mnie – swego ojca – zostawiła samego. Nic nie remontowali, nie łożyli na dom, który niszczał. Ja z tego wszystkiego się rozchorowałem. 

Od nikogo z rodziny nie miałem żadnej pomocy. Obdarowani zatruwali mi życie przez 15 lat. Dręczyli, upokarzali na różne sposoby, mówili mi przez „pan”. Musiałem zapłacić 150 tys. zł za część domu, którą wcześniej córce i zięciowi zapisałem, gdyż koniecznie chcieli się mnie pozbyć. Gdy ciężko zachorowałem na serce (miałem operację), a później na złośliwy nowotwór, nie otrzymałem od dzieci żadnej pomocy. Przez cieknący dach część domu była zalana, co spowodowało zniszczenie przewodów elektrycznych, nie miałem prądu w domu przez trzy zimowe miesiące. Nie miałem sił, żeby temu zaradzić. 

Wpadłem w depresję. Taką wdzięcznością poczęstowali mnie młodzi, których obdarowałem domem. Córkę w najmłodszych latach wychowywałem sam, była moim oczkiem w głowie. Tę smutną historię napisałem ku przestrodze wszystkim, którzy u schyłku życia chcą uregulować swoje sprawy majątkowe. Już nigdy nie zrobiłbym zapisu, tylko testament. Uważam, że moje życie byłoby wtedy bezpieczniejsze. To wszystko jest prawdą, mam dokumenty. Dziękuję za przeczytanie listu. BRONEK

Dawno temu, na niwie kultury…

Z bardzo wielu imprez, jakie organizowałem z pracownikami domu kultury w latach, jak mówią „słusznie minionych”, w mojej pamięci pozostało ledwie kilka. Jak to się dzieje, że nie pamiętam np. koncertu Czesława Niemena, a dobrze pamiętam występy bułgarskich piosenkarek Krasymiry Minevy i Margaret Nikołowej? Niewiele pamiętam ze wspaniałego koncertu orkiestry jazzowej Gustava Broma z solistami Heleną Vondráčkovą i Karelem Gottem, a dobrze pamiętam, że chór filharmoników z Nowosybirska wystąpił w Sokołowie w czarnych garniturach i jasnobrązowych pantoflach hurtem zakupionych w Warszawie. 

Pamiętam Trubadurów, bo w czasie ich występu tuż za ich plecami runęła spod stropu sceny metalowa sztanga z maskującą kurtyną. Pamiętam, jak Jacek Fedorowicz po słowach, że jest gotów stanąć na głowie, by rozbawić sokołowską publiczność, zeskoczył ze sceny, stanął na rękach, a następnie przedefilował w ten sposób przed pierwszym rzędem widzów. Pamiętam dyskusję p. Mirka Zalewskiego z Jerzym Ofierskim. Zalewskiemu, wówczas pracownikowi Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Morszkowie, nie podobała się prześmiewcza krytyka sołtysa Kierdziołka pod adresem rolników, więc wszedł na scenę i obsobaczył popularnego w Polsce artystę.

Dostał burzliwe brawa i… podziękowania od władz powiatowych. I tak przywołując dawne imprezy, odnalazłem klucz otwierający wspomnienia dobre i nie zawsze dobre. Obok wartości artystycznych musiało coś się wydarzyć, co zawładnęło pamięcią i nie daje się usunąć. Żona twierdzi, że jak na swoje lata mam doskonałą pamięć. Tylko żałuje, że to pamięć wsteczna, bo nie pamiętam, co miałem zrobić na działce mimo ciągłego przypominania.

Może i tu trzeba poczekać na jakiś incydent, który uaktywni leniwe zwoje mózgowe? Chyba nie jest źle, bo właśnie sobie przypomniałem, że mam podlać kwiatki, i to nie po liściach. Odkąd przekwitło w naszym ogrodzie 936 tulipanów, na róże, piwonie i lilie wystarczy dziesięć konewek wody i znowu będę mógł snuć wspomnienia. Nie wiem, dlaczego przypomniały mi się dawne obchody święta Bożego Ciała. Pamiętam księdza Kazimierza Gasika, który przed laty podziękował mi za imprezy, jakie dom kultury przygotował na to święto. To było mistrzostwo dyplomacji ze strony duchownego!

Wiedział przecież, że partyjne kierownictwo powiatu co roku wymusza na instytucjach oświaty, kultury i sportu przygotowanie atrakcyjnych imprez, mających odciągnąć młodzież od coraz to większych i okazalszych procesji. Skorzystałem z metody księdza Gasika i w komitecie pochwaliłem się jego uznaniem dla domu kultury. Odtąd nie było już nacisków na organizowanie imprez w czasie mszy i procesji w święto Bożego Ciała. Chociaż jeszcze parę lat trzeba było poczekać, by na koncercie dla budowniczych kombinatu mięsnego obok siebie zasiedli I sekretarz KP PZPR w Sokołowie Henryk Bereza i ksiądz proboszcz Stanisław Pielasa. A było to tak.

W 1974 roku zakończono budowę zakładów mięsnych – sztandarowej inwestycji z czasów Edwarda Gierka. Jej lokalizację zawdzięczamy największemu „zaświnieniu” powiatu. Musiało być 100 sztuk świń na 100 hektarów użytków rolnych – taki warunek postawili decydenci. I było! Hodowano świnki w stodołach, w budowanych naprędce oborach i chlewniach. Nawet w garażach zestawianych z… betonowych elementów przystanków autobusowych. W tej wielkiej robocie nie zabrakło Powiatowego Ośrodka Kultury. Od wbicia palików przez geodetów na polach PGR, wytyczających zarysy obiektów, po otwarcie zakładów i uroczysty koncert dla budowniczych. Robiliśmy zdjęcia.

Organizowaliśmy wycieczki i imprezy dla międzynarodowej grupy budowniczych. Udostępniliśmy mieszkanie dla pani Lilien Frankowski – asystentki dyrektora inwestycji pana Józefa Kępy. Zapracowaliśmy w ten sposób na doskonałą aparaturę nagłaśniającą i dyskotekową firmy Dynacord o ówczesnej wartości 17 500 marek niemieckich. Potrzeba było dwóch Nys, by ten sprzęt przywieźć do Sokołowa. Później zarabialiśmy na jego wypożyczaniu na różne masowe imprezy w województwie warszawskim. Ale koncert na zakończenie budowy kombinatu mięsnego utrwalił się w mojej pamięci za sprawą podziału miejsc w pierwszym rzędzie. Fundator koncertu, p. Józef Kępa, zażyczył sobie, by zasiadł w pierwszym rzędzie obok I sekretarza komitetu powiatowego PZPR Henryka Berezy i księdza proboszcza Stanisława Pielasy.

Na moją uwagę, że to niemożliwe, by ci dwaj, znani ze swoich odmiennych przekonań przywódcy lokalnej społeczności, usiedli na publicznej imprezie obok siebie, p. Kępa odpowiedział pytaniem: „A czy to źle? Przecież z każdym z nich moja firma dobrze współpracowała podczas budowy kombinatu. I każdemu chcę teraz podziękować. Firma Epstain z Chicago zbudowała księdzu proboszczowi w jedną noc betonową wieżę na kościele, a pan sekretarz dostał 1200 nowych miejsc pracy. Czy to źle?”, „Pewnie, że nieźle, ale u nas nie ma takiego obyczaju” – odpowiedziałem. „To trzeba go wprowadzić! Jak pana wyrzucą z pracy, dostanie pan u mnie stanowisko, dwa razy większe wynagrodzenie i samochód do dyspozycji!”. 

Spełniłem życzenie fundatora i odprowadziłem na wskazane miejsca liderów partii i Kościoła. Zasiedli po obu stronach gospodarza imprezy pana Kępy. Jak się okazało, skandalu nie było, bo muzyka łagodzi obyczaje, a jazzowa podobno nawet budzi z letargu. Ksiądz z sekretarzem zgodnie oklaskiwali występy znakomitego zespołu Vistula River Jazz Band. Byłem zadowolony, że udało się w 1974 roku w moim mieście doprowadzić do zbliżenia partii z Kościołem, chociaż na krótko, bo koncert trwał niespełna dwie godziny. WACŁAW KRUSZEWSKI 

2026-01-07

Angora


Wiadomości
Czy wieloryby ocalą Ziemię? Ich znaczenie dla środowiska jest znaczące
(AS) Na podst.: bbc.com, cnn.com
Atak USA na Wenezuelę. Kulisy „operacji specjalnej”
Na podst. caracaschronicles.com, foxnews.com
Społeczeństwo
Ocalić Kresy od zapomnienia. Historia Sergiusza i Karpackiej Chaty
Michał Kurowicki
Polacy na finansowej krawędzi. Utrata pracy to dla nich koniec
(KGB) na podst. Radio Zet
I Bóg zabrał Bardotkę. Wspomnienia o skandalistce
Leszek Turkiewicz
Bóg stworzył kobietę, diabeł wymyślił BB
(MS) Na podst.: Le Figaro, Le Figaro Madame, Vanity Fair, Le Monde, Le Parisien
Fajbusiewicz wraca do spraw sprzed lat. Mordercy byli pewni, że sprawa się przedawniła
Michał Fajbusiewicz
Świat/Peryskop
Hymny narodów świata. Tocantins
Henryk Martenka
Monako. Skała, która stała się państwem
Marcin Osman
W stolicy Uzbekistanu powstaje muzeum siedem razy większe od Białego Domu
AS na podst.: cnn.com, kun.uz
Lotnisko na sztucznej wyspie dla 80 mln pasażerów. Ambitny projekt Chin
LS na podst. handelsblatt.de, cnn.com, interestingengineering.com, wirtschaftswoche.de, scmp.com, ingenieur.de
„Knabenschiessen”. Ponad 500 lat tradycji strzeleckiej w Zurychu
Julian Stałgo
Lifestyle/Zdrowie
Łuszczyca, trądzik, blizny – co nowoczesna dermatologia potrafi dziś wyleczyć?
Andrzej Marciniak
Z tobą bliżej gwiazd. Romska tradycja i internetowe spekulacje
Plotkara
Andrzej Kosmala. Był najbliższym współpracownikiem Krzysztofa Krawczyka
Tomasz Gawiński
Angorka - nie tylko dla dzieci...