Bentleye, Brabusy, Bugatti (Chiron, Tourbillon, Veyron), Cadillaki, Ferrari, Lamborghini, Maybachy, Porsche, Rolls-Royce i cała masa Audi, BMW i Mercedesów. Te wszystkie samochody otrzymywały w zakładzie LTS (Luksusowa Tapicerka Samochodowa) Burdalski nowe, jeszcze bardziej luksusowe od fabrycznego wnętrze.
Jednak początki firmy nie zapowiadały tak spektakularnego sukcesu. Adam Burdalski w PRL-u ukończył szkołę tapicerską w Katowicach i chciał zostać zwykłym tapicerem meblowym w państwowym przedsiębiorstwie lub otworzyć niewielki własny zakład usługowy.
Samochody zawsze były jego pasją, gdy więc dostał propozycję pracy w firmie specjalizującej się w tapicerce samochodowej w Republice Federalnej Niemiec, nie zastanawiał się długo. Tam nauczył się tej trudnej i rzadkiej specjalności. Po kilku latach wrócił do Polski i w 1990 r. otworzył własny niewielki zakład. Początki były więcej niż trudne, miał jedną maszynę jednoigłową i żadnych pracowników.
Dziś to kilkunastu doświadczonych fachowców i nowoczesny park maszynowy, mimo że większość prac nadal opiera się na tak cenionej ręcznej pracy.
Blisko 90 proc. zleceń to tapicerka samochodowa. Było też kilkanaście jachtów, czasem zdarzał się samolot, helikopter, a nawet siodło motocyklowe. Ale jak zapewniają właś ciciele, byliby w stanie zrobić luksusową tapicerkę także do traktora czy ciężarówki.
Na początku jest projekt. Najczęściej właściciele pojazdów zdają się na propozycje firmy. Są jednak i tacy, którzy pojawiają się z własnym projektem, zrobionym samodzielnie albo przez plastyka. Potem przychodzi czas na wybór materiałów. Ogromna większość prac opiera się na naturalnych skórach. Burdalscy od lat współpracują z uznanymi na świecie garbarniami z Włoch, Hiszpanii, czasem zdarzają się także zakupy w dalekich stronach, takich jak Brazylia. Klient może wybrać też skórę ekologiczną, alcantarę, welur. Metr kwadratowy może kosztować nawet ponad tysiąc złotych.
Z wyborem koloru również nie ma kłopotu – wręcz przeciwnie, możliwości jest tak wiele, że trudno się w nich odnaleźć. Zagraniczne garbarnie potrafią przygotować skórę w każdym odcieniu: od bieli, przez limonkowy, pomarańczowy, żółty, różowy i złoty, aż po czerń.
W sumie ponad tysiąc wariantów i nie jest to katalog zamknięty.
Dla Messiego i Ronaldo
– Nie dyskutujemy z gustami klientów, nawet jeżeli ich wybory mogą wydawać się dziwne czy raczej niestandardowe – zapewnia Marek Burdalski, syn właścicieli, który pomaga prowadzić firmę. – Jeden z nich szczególnie lubił samochody Astona Martina i trudno mu się dziwić, bo to świetne auta. Miał też BMW. Postanowił, że chce, by miało ono taką tapicerkę jak Aston Martin i my to jego życzenie, oczywiście, spełniliśmy.
Wydaje się, że liczba miejsc, które można pokryć skórą w samochodzie, jest niewielka: fotele, podsufitka, tzw. boczki, konsola środkowa, kierownica, deska rozdzielcza, ale w rzeczywistości to setki elementów. Nic dziwnego, że na przeciętny projekt trzeba zużyć około 50 metrów kwadratowych skór, a zdarzają się też takie, gdzie potrzeba ponad 100.
– Mogłoby się wydawać, że całkowita wymiana tapicerki w nowym luksusowym samochodzie to czysta ekstrawagancja – twierdzi pan Marek. – Trzeba jednak pamiętać, że w ostatnich latach, zwłaszcza niemieccy producenci samochodów, bardzo obniżyli jakość, także w najdroższych modelach. Coraz częściej stosują ekoskóry albo tańsze zamienniki. Proszę też pamiętać, że nawet w przypadku wielu drogich modeli ich konfiguracja jest ograniczona. O ile kolorów nadwozia w ofercie jest dużo, to w przypadku tapicerki jest zwykle kilka – czasem tylko dwa, trzy, góra cztery – wariantów. Dlatego coraz częściej trafiają do nas wozy prosto od dilera, w których właściciel nie przejechał ani jednego kilometra.
W razie potrzeby zakład montuje także systemy audio-wideo. Producenci drogich zachodnich limuzyn najczęściej korzystają z renomowanych marek: Mark Levinson, Harman Kardon, Bang & Olufsen. Jednak pan Marek zapewnia, że istnieją niszowe firmy, o których nie słyszała większość miłośników samochodów, produkujących jeszcze bardziej wyrafinowany, superdrogi sprzęt – i taki właśnie bardzo często instalują.
Marek Burdalski nie może mówić o wielu klientach firmy, gdyż zabraniają tego umowy. Na tej liście są biznesmeni, politycy, sportowcy, aktorzy, artyści z pierwszych stron gazet. Na czele są dwa nazwiska, które zna chyba każdy, bo są to osoby popularniejsze od papieża Leona XIV. Dla Leo Messiego, przez niektórych uważanego za najlepszego piłkarza wszech czasów, wykonano kompletną tapicerkę do Rolls-Royce’a Phantoma, największego z aut marki, a dla Cristiano Ronaldo tapicerkę do Porsche Cayenne. Wśród klientów był też jeden z najsłynniejszych raperów na świecie. W Polsce LTS od lat współpracuje z Kamilem Labuddą „Buddą”, youtuberem, influencerem, przedsiębiorcą, dla którego firma wykonała tapicerkę do kilku samochodów, w tym do Bugatti Veyrona, Nissana GT-R, Yarisa GR.

Pracy nie zabraknie
Ceny wymiany kompletnej tapicerki zaczynają się od 40 tys. zł (np. BMW serii 3), a kończą powyżej 250 tys. zł. Wbrew pozorom to nie są kwoty z sufitu. Po odliczeniu kosztów materiału oraz robocizny (kompletna wymiana trwa około 8 tygodni) okazuje się, że rentowność wynosi najwyżej 20 proc. To wynik, o którym wielkie fabryki mogą tylko pomarzyć, ale w przypadku manufaktur, gdzie rentowność często przekracza 50 proc., to przeciętny rezultat.
W przypadku jachtów, z powodu wilgotności i działania wody, zwłaszcza morskiej, nie stosuje się naturalnych skór, tylko materiały syntetyczne. Część jachtowych mebli dorównuje wielkością wyposażeniu gabinetów czy salonów, dlatego koszt ich tapicerowania potrafi znacznie przewyższyć cenę wymiany obić nawet w tak dużych autach jak Bentley czy Rolls-Royce.
– Nasz cennik jest taki sam bez względu na to, czy pracujemy przy Bugatti czy Passacie. Każdy klient jest tak samo ważny i wyceniamy naszą usługę, używając tych samych parametrów: ceny materiałów i czasu robocizny.
LTS zajmuje się także naprawami uszkodzonej tapicerki. Oprócz tego pracuje przy renowacji starych, najczęściej zabytkowych samochodów. W ramach takich zleceń odnowił tapicerkę w wielu autach z lat 50., 40., a nawet 30.
Firma nie bierze udziału w targach, nie reklamuje się w mediach. Ma ciekawą stronę internetową i to wystarczy, bo większość klientów trafia do nich z polecenia.
– Mamy portfel zamówień na pół roku z góry i z roku na rok jest ich więcej. Pracy nam nie zabraknie, więc chyba z optymizmem możemy patrzeć w przyszłość.