Jak zorganizować premierę rodzinnego SUV-a, żeby wyróżnić się na tle rywali, których jest na pęczki? Citroën wpadł na pomysł, żeby przy tej okazji przypomnieć zaproszonym dziennikarzom o tradycjach marki. I faktycznie – w dobie aut podobnych do siebie aż do znudzenia nie wolno zapominać, że francuska marka uchodziła za niezwykle innowacyjną, oryginalną i stylową. Na dowód sprowadzono zachowane w doskonałym stanie technicznym dwa rarytasy z dwóch różnych epok. Pierwsze skrzypce grał złoty Citroën CX. Produkowana w latach 1974 – 1991 kultowa francuska limuzyna o jedynym w swoim rodzaju wyglądzie i o nietypowym jak na tamte czasy (i nie tylko wtedy!) patencie hydro pneumatycznego zawieszenia. Cudo. Obok prężył się jego wnuczek, niesłusznie niedoceniany model C6 (2005 – 2012). O kapitalnej prezencji, robiący spektakularne wrażenie nie tylko w momencie debiutu, lecz także dziś przykuwający spojrzenia. Również miał hydropneumatyczne zawieszenie, które gwarantowało komfort podróżowania. Poza tym cechowały go duże i mocne silniki pod maską. Jak na ich tle wypada najnowszy Citroën? Blado. Jestem przekonany, że mamy do czynienia z pojazdem, który zdecydowanie gorzej zniesie próbę czasu, nad którym za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat nikt nie będzie się rozwodził. Ot, SUV, jakich wiele…
Po pierwszych jazdach prasowych nie mam powodów, żeby wyłącznie pastwić się nad francuską nowością, bo C5 Aircross drugiej generacji ma atuty, żeby uznać go nawet za niezłą konstrukcję. Niestety, nie brakuje mu wad. Nie doszukałem się pożądanej pod tym adresem unikatowości czy zaskakujących rozwiązań, z jakimi powinien się przecież kojarzyć Citroën. Wygląd zewnętrzny? Przesadą będzie twierdzenie, że jest zupełnie pozbawiony stylu. Najnowsze Citroëny przeszły poważną wizerunkową transformację. We francuskich salonach nie spotkamy już obłych, okrągłych kształtów. Zastąpiono je ostrymi liniami.

Subskrybuj