R E K L A M A
R E K L A M A

Czwarty bliźniak. Recenzja Jeepa Compas

Działania koncernu Stellantis, który zrzesza kilkanaście marek samochodowych, przynoszą trudne do zaakceptowania skutki. Zwłaszcza dla konserwatywnych fanów motoryzacji. Wymownym przykładem „nowych czasów” są losy słynnego, wręcz kultowego w wielu kręgach amerykańskiego Jeepa. Najnowszy model, Compass, to po prostu przebrany w inne szaty technologiczny brat francusko-niemieckiego rodzeństwa – Opla Grandlanda, Peugeota 3008 i Citroëna C5 Aircross. Poznałem się z każdym z nich i Compass z 2026 roku sprawił najfajniejsze wrażenie. Problem w tym, że za mało tu Jeepa w Jeepie...

Fot. Maciej Woldan

Przesadą jest stwierdzenie, że cztery wymienione SUV-y z rozchwytywanego segmentu C są identyczne. Przeciwnie, na pierwszy rzut oka najnowsze konstrukcje, jakie przygotowały Opel, Citroën, Peugeot i Jeep, są od siebie zupełnie różne. Na pewno pod względem wyglądu. W prywatnej klasyfikacji Opla widzę jako zachowawczego, Peugeota ekstrawaganckiego, Citroëna eleganckiego, zaś Jeepa „z pazurem”. Najbardziej atletycznego, muskularnego, charakternego. Compass, z charakterystycznymi elementami w postaci pudełkowatej bryły nadwozia i kojarzącej się z marką szeroką atrapą chłodnicy, trafia w mój gust, choć bardzo wiele zależy od koloru lakieru. W szarym odcieniu SUV rodem z Ameryki ginął w tłumie innych aut, gubiąc gdzieś swoje stylistyczne smaczki. Sytuacja poprawiała się dopiero po zmroku, dzięki jasnemu ledowemu podświetleniu grilla z przodu i mieniącemu się na czerwono napisowi „Jeep” z tyłu. Efektowny zabieg. Natomiast promowany w szeroko zakrojonej kampanii reklamowej jasnozielony kolor na żywo okazał się świetny i tak pomalowany Compass zwracał na siebie niemałą uwagę także za dnia. Zainteresowanym zakupem polecam postawić na odważną barwę, co znacznie ożywia wóz.

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-04-06

Maciej Woldan