Takim osobom często nadaje się nowe imiona, by „odrodzili” się na nowo. Potem następuje intensywne pranie mózgu i podporządkowanie guru, a na końcu – wykorzystanie i przemoc. Uciec z takiego zaklętego kręgu nie jest łatwo. A ci, którzy próbują, muszą się liczyć z dramatycznymi konsekwencjami.
W Polsce groźnych sekt było kilka, ale najgłośniej zrobiło się wokół sekty Niebo z Majdanu Kozłowieckiego pod Lublinem, której przewodził bioenergoterapeuta Bogdan Kacmajor. W latach 90. w tej wspólnocie żyło kilkadziesiąt osób podporządkowanych charyzmatycznemu guru.
Do opinii publicznej co jakiś czas docierały bulwersujące historie związane z sektą. O dziwnych małżeństwach tam zawieranych, o przemocy psychicznej i fizycznej, a także o szeregu drobnych kradzieży, których dokonywali członkowie zgromadzenia na rozkaz swego przywódcy.
Serial HBO Max opiera się na książce Sebastiana Kellera „Niebo. Pięć lat w sekcie”. Jest to autentyczna relacja uciekiniera z sekty Niebo, który opisuje, jak szukając ukojenia, trafił do piekła. Jak Bogdan Kacmajor obiecywał mu uleczenie, a stopniowo coraz bardziej uzależniał go od siebie. Bohater książki, mimo że od tych wydarzeń minęło już sporo lat, do dziś boryka się z problemami psychicznymi. I to jest chyba najbardziej przerażające. Guru sekty Niebo już dawno nie żyje, a do dziś straszy po nocach swoich dawnych niewolników.
W serialu mamy świetne aktorstwo i ciekawe sceny, niestety, w połowie akcja nieco traci tempo, na czym mocno cierpi cała historia; na szczęście później następuje mocny finał.
Oczywiście serial HBO to nie film dokumentalny o sekcie Niebo. Jak twierdzą znawcy tematu, naprawdę działy się tam gorsze rzeczy niż te pokazane w filmie. Także grający Kacmajora Tomasz Kot jest przeciwieństwem groźnego guru. Prawdziwy przywódca sekty był mały, brzydki i zezowaty. Tymczasem Kot jest wysoki, przystojny i nie ma zeza.
Film można potraktować szerzej, nie tylko jako ostrzeżenie przed sektami i uwodzicielskimi prorokami. To film o manipulacji. O tym, jak łatwo można – szukając wolności i spokoju – popaść w zamordyzm i bolesną pułapkę. Dziś także nie brakuje takich, którzy robią swym wyznawcom mocne pranie mózgu.
Gdy słyszymy zadziwiające wieści o tym, że generałowie amerykańscy wygłaszają do żołnierzy tuż przed atakami rakietowymi na Iran bajki o boskim posłannictwie Donalda Trumpa, to świta nam w głowie myśl, że Partia Republikańska w USA nie przypomina już normalnej partii politycznej, tylko coś w rodzaju sekty MAGA złożonej z fanatycznych wyznawców.