Chyba największym przegranym był odtwórca głównej roli Timothée Chalamet (pamiętny Bob Dylan ze świetnego filmu „Kompletnie nieznany”), który już trzy razy był nominowany do Oscara. I zawsze nagroda przechodzi mu koło nosa.
„Wielki Marty” to historia luźno oparta na biografii nowojorskiego mistrza tenisa stołowego Marty’ego Reismana, który miał wielki wpływ na rozpropagowanie tej dyscypliny w USA, zdobywał mistrzostwo i wygrywał turnieje światowe, ale cały czas miał problemy finansowe i często popadał w kłopoty.
Na szczęście „Wielki Marty” nie jest ani filmem sportowym (jak sądzą niektórzy), ani typowo biograficznym. To przede wszystkim film nowojorski. Specyficzny klimat Nowego Jorku, a nawet jego zapach, czuć w filmie najbardziej. To także typowo amerykańska i nieco łobuzerska opowieść o drodze na szczyt i o potrzebie walki o siebie.
Marty Mauser, świetny gracz w tenisa stołowego (Timothée Chalamet), wie, że jest najlepszy, ale musi to jeszcze udowodnić. Tymczasem nie ma nawet kilku dolarów na bilet, by wyjechać na zawody. Świadomie w tytule użyłem słowa „ping-pong”, bo bohater jest jak piłeczka poobijana przez życie: pracuje w sklepie obuwniczym, gdzie potrafi każdemu sprzedać buty, ale nie jest zainteresowany karierą kierownika sklepu, bo chce zdobyć mistrzostwo świata w tenisie stołowym.
Pierwowzór bohatera, czyli prawdziwy gracz Marty Reisman, nazywany był w środowisku sportowym Igłą. Nie tylko dlatego, że był bardzo szczupły – mówiono tak o nim, bo był piekielnie inteligentny i cwany.
I takich bohaterów lubimy. Zawodnik Mauser wykreowany przez Chalameta zrobi wszystko, by dostać się na szczyt i odnieść sukces, bo jest przekonany o tym, że ma siłę i talent. Czasem oszukuje swych bliskich, czasem naciąga na kasę frajerów, często jedzie po bandzie, ale potrafi się unieść honorem. Wikła się w romans z żoną milionera (świetna Gwyneth Paltrow), którą też chce tylko wykorzystać.
Reżyser funduje widzom karkołomną, czasem chaotyczną, bywa, że niezwykle zabawną jazdę po całości. Nieufny milioner sponsor, przygłupi syn pracodawcy, gangster chcący odzyskać swojego ulubionego psa, oszukani gracze w klubie, uwiedziona żona sklepikarza, mistrz tenisa z Japonii – wszyscy oni znajdą się na życiowym szlaku Wielkiego Marty’ego. Pośpiech, nerwy i gra o najwyższą stawkę to cechy bohatera filmu.
Ciężko nie znaleźć analogii z samym Timothée Chalametem, który też – jakby przekonany o własnym talencie – ściga się w nieco nerwowym biegu po Oscara tylko po to, by ostatecznie nagrody nie zdobyć i zostać obiektem złośliwych żartów środowiska. Marty’emu Mauserowi w filmie nie szczędzono kpin, upokorzeń i przegranych, ale finał jest oczywisty – prawdziwy mistrz może tylko wygrać. Ta historia uczy nas, że droga na podium bywa dotkliwie wyboista. Świetne kino.
Ocena: Wysoka fala
Skala ocen: Sztorm, Wysoka fala, Na fali wzrostu, Średnia fala, Płycizna, Dno.