Człowiek, który ucieka, by przeżyć, trafia na przydrożną stację benzynową. Musi zatankować, bo kończy mu się benzyna i za chwilę nie pojedzie dalej. Na zapomnianej przez Boga i ludzi stacji leży trup przykryty kartonem. Leniwy sprzedawca dobrodusznie wyjaśnia, że nie ma się czym przejmować – to tylko ktoś, kto wczoraj próbował napaść na stację i został zastrzelony. Ani policja, ani lekarz, ani nawet zakład pogrzebowy nie mają czasu przyjechać, bo trwa karnawał.
A karnawał to w Brazylii najważniejsze święto. Czas picia i tańca. Trupów jest zresztą znacznie więcej, jak co roku w karnawale. Nikt się tym nie przejmuje, najmniej policja, a policja w dyktaturze może wszystko. Widzimy, jak sobie radzą, jak się panoszą i pokazują władzę.
Film Klebera Mendonçy Filho składa się z wielu przedziwnych scenek, które szarpią narrację i mogą wywoływać wrażenie chaotycznie prowadzonej opowieści, a jednak są niezwykle potrzebne, bo budują gęsty klimat oraz grozę sytuacji. Najbardziej wymowna wydaje się ta z żydowskim krawcem (granym przez Udo Kiera). Policjanci, chcąc się popisać przed gościem, pokazują mu cyrkowe dziwadło. Tym dziwadłem jest poraniony przez nazistów krawiec – upiorna rozrywka prowincjonalnych policjantów odbywająca się kosztem ofiary wojny.
Człowiek ze stacji z pierwszych scen filmu to młody naukowiec, profesor Armando Solimoes (w tej roli znany z serialu „Narcos” Wagner Moura). Musi się ukrywać, bo zadarł z ważną figurą reżimu, a reżim musi wymienić elity, bo ci młodzi, zbuntowani naukowcy z uniwersytetów mu się nie podobają. W ślad za uciekinierem podąża para wynajętych zabójców.
Na swoim ucieczkowym szlaku Solimoes pozna ludzi o różnych biografiach, którzy również muszą uciekać. Każdy ma jakiś pokaleczony życiorys, ale na nawiązanie głębszych relacji nie będzie czasu, bo wszyscy muszą wcześniej czy później zniknąć. Każdy ma plan, co będzie robił, gdy uda się już dogonić wolność, ale nie każdemu będzie dane zrealizować te marzenia.
W ucieczkach pomaga wolontariuszka, która nagrywa rozmowy z uciekinierami. Ich losy poznajemy dzięki jej córkom, które po latach odsłuchują taśmy na potrzeby projektu badawczego. To znak, że nie da się zabić wszystkich, a ślady i dokumenty historii potrafią przemówić po latach.
„Tajny agent” to świetne kino polityczne. Pełne brazylijskiego potu, napięcia, strachu, odważnych ludzi i gnid, oblane dobrą muzyką i rewelacyjną grą aktorską. Nic dziwnego, że film został obsypany nagrodami na festiwalu w Cannes, był nominowany do Oscara aż w czterech kategoriach, a Wagner Moura jako pierwszy w historii aktor brazylijski otrzymał Złoty Glob za pierwszoplanową rolę męską.
Film jest też dowodem na to, że nawet najbardziej mroczne historie wyjdą kiedyś na światło dzienne. Polska historia najnowsza też kryje w sobie wiele „złych tajemnic”. U nas nie jest co prawda tak gorąco jak w Brazylii, ale temperatura filmów o młodym Nawrockim, biznesach Morawieckiego czy miliardowych przekrętach Obajtka zapewne będzie wysoka.
Ocena: Wysoka fala