R E K L A M A
R E K L A M A

Łup. Recenzja Skiby

Z pozoru to tylko kolejny policyjny film, w którym przekupni stróże prawa, pod pozorem walki z narkotykową mafią, sami robią na boku mroczne interesy.

Fot. materiały promocyjne

Takich obrazków widzieliśmy już sporo i wszystkie kończą się tak samo. Samotny, uczciwy glina wpada na trop przekupnych kumpli i ich plany życiowe z miłych policyjnych emerytur pod palmami i z drinkiem w dłoni zamieniają się w lata odsiadki w najcięższym więzieniu lub kopnięcie w kalendarz za sprawą kulek ołowiu wystrzelonych przez uczciwego policmajstra.

Toporny nieco tytuł filmu – „Łup” – już nam sugeruje, że chodzi o grubą kasę, a znajomość psychologii podpowiada, że tam, gdzie są wielkie pieniądze, tam będą z pewnością spory o jej podział. Mamy więc szefową wydziału do spraw narkotyków, która wpada na trop mrocznych interesów, ale nim cokolwiek rozwiąże, ginie w pułapce przygotowanej przez – jak się zdaje – zawodowych killerów.

Jest też dwóch policjantów z tego wydziału, granych przez Matta Damona i Bena Afflecka (już sam ten duet aktorski powinien skusić nas do obejrzenia filmu), którzy mają na tyle traumatyczne przeżycia osobiste za sobą, by w sytuacji kryzysowej, w jakiej znaleźli się policjanci wydziału, reagować nerwowo i nikomu wokół absolutnie nie ufać. Nie chcę psuć zabawy, daruję sobie opis kilkupiętrowej intrygi (opartej – jak podają twórcy filmu – na prawdziwych wydarzeniach), ale pokuszę się na szersze spojrzenie i nieco głębszą refleksję.

To, co z pozoru wydaje się kolejnym banalnym, policyjnym filmem sensacyjnym, z przekupionymi gliniarzami i narkobiznesem w tle, jest w tym wypadku odrobinę czymś więcej. Myślę, że reżyserowi, i jednocześnie autorowi scenariusza, udało się świetnie uchwycić metaforycznie czasy, w jakich znalazła się współczesna Ameryka, a wraz z nią reszta świata. Są to czasy, w których wszystko okazuje się postawione na głowie i nikomu już nie można ufać, a kwadrat może ostatecznie okazać się kółkiem.

Po opublikowaniu dokumentów z komputerów wpływowego przedstawiciela elity nowojorskiej, finansisty i pedofila Jeffreya Epsteina, wyłania się obraz zagmatwanej i niewyraźnej jak mgła rzeczywistości. Trudno stwierdzić, co jest prawdą, a co zmyśleniem, co jest faktem, a co manipulacją.

Niepokój, chaos, zamieszanie. W takiej układance trudno połapać się nawet wytrawnym dziennikarzom śledczym. Jeden sygnał jest dla wszystkich jednak oczywisty. Finansista Epstein był przez lata bezkarny, bo sam był dobrym informatorem dla służb specjalnych, miał na usługach wielu skorumpowanych urzędników, dziennikarzy i polityków, którym płacił lub pomagał robić interesy.

I drugi oczywisty sygnał, że elity amerykańskie są do cna zdemoralizowane. Tak też jest w filmie „Łup” – tu nikomu nie możemy ufać, gra toczy się o wielkie pieniądze i o życie, a napięcie, chaos i dezorientacja towarzyszą nam właściwie od początku. Smutna to refleksja, że wzór demokracji i wolnego świata, jakim od zawsze była dla nas Ameryka, dziś przypomina upiorny kabaret.

W filmie „Łup” tajemnica zostaje ostatecznie zdemaskowana. Jeśli spojrzymy na tę policyjną strzelankę Carnahana (robił wcześniej filmy z Liamem Neesonem, więc ma wprawę w kinie sensacyjnym) poprzez wypadki polityczne w USA, które z rozmachem tsunami zamuliły rzeczywistość, to uzyskamy obraz szerszej perspektywy dzisiejszych niespokojnych czasów.

Bądź czujny, nie ufaj nikomu, nie daj się nabrać na ładne hasła i szyldy – zdają się mówić twórcy filmu. W obrazku filmowym jest jednak łatwiej, bo tam kilku złych dostaje boleśnie po łapkach i ci dobrzy mogą iść spokojnie na piwo. W prawdziwym życiu ci dobrzy nigdy nie mogą mieć wakacji. 

2026-02-12

Krzysztof Skiba