R E K L A M A
R E K L A M A

Celebrytka. „Izabela. Opowieść o niezłomnej księżnej”

Zapatrzeni w emblematy współczesności, uwiedzeni ikonami popkultury z trudem sobie wyobrażamy, że... wszystko już było. Także celebryci, także celebrytki. Z dzisiejszymi łączy je rozpoznawalność, przy czym w XVIII wieku była to rozpoznawalność europejska, a dziś ich sławie wystarczy krajowa. Kiedyś sława celebryty/ki trwała dekady, dziś wystarczy spot w telewizji albo stories na Instagramie. Różnica w czasie jest zmianą jakościową. Kiedyś na status celebrycki składała się tradycja rodziny, osiągnięcia swoje lub małżonka, obecność na salonach, koligacje i dziedzictwo, także kultury. Dziś... szkoda gadać.

Rys. Tomasz Wilczkiewicz

Można dogłębnie rozpatrywać istotę zagadnienia, czytając biografię Izabeli Czartoryskiej pióra Adama Zamoyskiego, historyka skrupulatnego i pracowitego, pozbawionego jednak nerwu literackiego, a to czyni z portretu tej barwnej kobiety suchy zapis oscylografu. Odrobina wyobraźni ożywia jednak sprawozdanie z życia, odsłaniając przed nami portret oryginalnej, dynamicznej i kreatywnej kobiety.

Była niewątpliwie człowiekiem swej epoki. To rodzina decydowała, z kim zwiąże swój los. Izabela de domo Flemming (1745 – 1835) była córką niemieckiego arystokraty i kanclerzanki litewskiej Antoniny Czartoryskiej. Jej małżeństwo musiało zostać zawarte wewnątrz Familii, zatem już jako szesnastolatka poślubiła Adama Kazimierza Czartoryskiego, któremu to nakazano, a co uczynić miał z obrzydzeniem. Niemniej, jak zauważa autor biografii, ich relacje jakoś się ułożyły, a dziewczyna w roli małżonki zaczęła

dorosłe życie.

Na przykład rozpoczęła europejskie wojaże. I tak w 1762 roku Czartoryscy udali się do Paryża. „Aby uniknąć obowiązujących formalności i wymagań etykiety, Izabela – jak to sama przyznała – zdecydowała się podróżować w mundurze oficera pułku piechoty, co okazało się nie do końca dobrym pomysłem. «Kiedy płynęliśmy Renem – wspominała – dowiedziałam się, że w Moguncji jest kiermasz, i uparłam się, że musimy się tam zatrzymać. Zszedłszy ze statku, pogubiłam męża w natłoku, przestraszyłam się i nie wiedząc, co począć, schroniłam się do sklepu»”. Sklepikarka, lubieżna grubaska, natychmiast objęła Izabelę i zaczęła się do niej dobierać, dopóki się nie zorientowała, obmacując ją, że nie ma do czynienia ze ślicznym młodzieńcem. Później Izabela, która nie była pięknością, choć wyróżniał ją wdzięk i seksapil, nie tak prędko się frasowała…

 

Subskrybuj angorę
Czytaj bez żadnych ograniczeń gdzie i kiedy chcesz.


Już od
22,00 zł/mies




2026-05-03

Henryk Martenka