„Urodziłem się w środku wielkiego kryzysu, 14 maja 1935 roku, w kalifornijskim miasteczku o nazwie Salinas” – pisze, nie wspominając, że wcześniej urodził się tu John Steinbeck, amerykański noblista. Pewnie nawet o tym nie wiedział. Od drugiego roku życia w siodle, więc całe swoje życie związał z końmi, hippiką, rodeo, ujeżdżaniem mustangów. To skutek zarówno rodzinnej sytuacji, jak i własnego talentu, który pozwolił mu dialogować z tymi mądrymi zwierzętami. I nie była to wersja komedii o Mister Edzie… Autor autobiografii wyjaśnia to na początku: „Stopniowo, na przestrzeni lat, rozwijałem w sobie zdolność rozumienia języka tych zwierząt, w nadziei, że pojęcie, jakie na ten temat uzyska czytelnik, będzie równie mocno oparte na faktach i obserwacjach, co i moje”. Roberts nie był wyuczonym na uniwersytecie behawiorystą, choć jako dwudziestolatek poznał podstawy psychologii zwierząt. Był behawiorystą intuicyjnym, któremu rozwiązania w ujeżdżaniu koni podsuwały wnioski płynące z uważnej obserwacji stad dzikich koni i pojedynczych sztuk odkrywających swe sekrety przed chłonnym tej wiedzy nastolatkiem. Nie akceptowano jego metody, uważając ją za fanaberię, a do jego największych przeciwników należał ojciec. Także środowisko kalifornijskich koniarzy było nastawione antagonistycznie. „Od wczesnej młodości byłem bity, obrzucany obelgami i oskarżany o oszustwo, gdy tylko zdecydowałem się pokazać ludziom, co potrafię zrobić i czego się nauczyłem” – wyznaje na kartach autobiografii Roberts. Nikt nie włożył wysiłku w to, by zrozumieć, że zaskakująca metoda oparta na niewerbalnym porozumieniu człowieka z koniem może być aż tak skuteczna. „Nikt nie chciał zrozumieć, że moje osiągnięcia są wynikiem wielu godzin, które spędziłem na obserwacji dzikich koni, że są w gruncie rzeczy czymś prostym do zrozumienia, opartym na zdrowym rozsądku. Jest w tym coś magicznego, to prawda, ale mówimy tu o magii nieodkrytego języka – prymitywnego, precyzyjnego i łatwego do odczytania. Kiedy się go pozna, możliwe staje się porozumienie między ludźmi i końmi”.
Subskrybuj