Długiego milczenia zażądał w swoich dyspozycjach testamentowych. Nie chciał akademii ku czci, nie chciał kongresów pełnych wzniosłych referatów i obowiązkowych zachwytów. Jak napisała w „Il Manifesto” jego wychowanka Valentina Pisanty, chodziło o uniknięcie przesadnych celebracji i narcystycznych wystąpień w stylu „ja i Umberto”. Eco nie chciał zostać połknięty przez retorykę. Nie życzył sobie, by jego nazwisko stało się marką, a myśl – zestawem cytatów wyrwanych z kontekstu i krążących w mediach społecznościowych jak złote sentencje bez treści. To nie był kaprys ani ekscentryczna poza. To była konsekwencja jego myślenia o kulturze i pamięci.
Subskrybuj